Wypij dużo wody

motywacjaWydajność jest po prostu miarą efektywności pracy wykonywanej danego dnia. I choć istnieje wiele czasochłonnych nawyków, które mogą pomóc Ci zrobić to, co masz do zrobienia, to można też dokonać drobnych zmian, które pozytywnie wpłyną na efektywność Twojego działania.

Przyznaję, że niektóre z poniższych czynności mogą się wydawać zupełnie zwyczajne, ale jeśli włączysz je do solidnego piętnasto-  trzydziestominutowego programu, to przekonasz się, że dokona się radykalny przełom zarówno w ilości, jak i w jakości wykonywanej pracy. Porozmawiajmy więc o tym, w jaki sposób drobnymi krokami zmienić Twoją wydajność.

Wypij dużo wody

Nawet niewielkie odwodnienie może powodować ból głowy i zmęczenie, negatywnie wpływać na koncentrację, zaburzać pamięć krótkotrwałą i zakłócać funkcje umysłu. Jeśli chcesz osiągnąć maksimum wydajności, Twój mózg musi pracować na pełnych obrotach.

Dlatego musisz dopilnować, żeby przed rozpoczęciem pracy wystarczająco się nawodnić.

Uwaga: oczywiście jedna szklanka wody dziennie nie wystarczy.

Należy pić osiem szklanek wody dziennie (lub w sumie ok. dwóch litrów). Szczerze jednak mówiąc, ta ilość może być różna, bo jest uzależniona od Twojej wagi i poziomu aktywności fizycznej. Najważniejsze jest po prostu to, aby picie wody stało się Twoim codziennym nawykiem.

Czynność: Napełnij półlitrową szklankę wodą i wypij ją. Płyn może być ciepły lub zimny — oba warianty są korzystne dla zdrowia, więc wybierz taki, który bardziej Ci odpowiada. Jeśli czysta woda jest dla Ciebie nie do przełknięcia, dodaj trochę lodu i wciśnij odrobinę soku z cytryny.

Jeśli naprawdę nie lubisz czystej wody, dopuszczalną alternatywę stanowi herbata ziołowa (mrożona lub gorąca), ale pamiętaj, żeby jej nie słodzić. Staraj się nie pić czarnej herbaty ani innych napojów z kofeiną.

Czas wykonania: Dwie minuty.

Zobacz cały poradnik: Piętrzenie nawyków. 97 małych zmian, które odmienią Twoje życie>>>

Epidemia otyłości

f2d7c0262060d24142101d7f519ebaa0Obecnie na świecie panuje kryzys otyłości, który dotyka miliony ludzi.

 W 2004 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła „globalną epidemię otyłości”. Z powodu nadwagi cierpi ponad miliard osób dorosłych, pośród nich co najmniej 300 milionów jest otyłych. Otyłość to stan, w którym wskaźnik masy ciała (Body Mass Index, BMI) wynosi powyżej 30. WHO wskazała, że otyłość „w znacznym stopniu przyczynia się do nasilenia się chorób przewlekłych oraz niepełnosprawności”.

 Raporty WHO potwierdzają, że epidemia otyłości szybko rozprzestrzenia się poza Stany Zjednoczone i Europę Zachodnią do Europy Wschodniej, Ameryki Łacińskiej, na Bliski Wschód i do krajów rozwijających się. „To zjawisko powszechne – twierdzi Neville Rugby, dyrektor programowy Międzynarodowej Grupy Zadaniowej ds. Otyłości WHO. – Przybrało ono rozmiary epidemii, a nawet pandemii”.

W świecie naukowym trwa dyskusja na temat dokładnej liczby przypadków śmiertelnych, które można by przypisać otyłości, jednakże panuje powszechna zgoda co do tego, że czeka nas powszechny kryzys zdrowotny.

 Wiadomości te są bardzo niepokojące, a wydaje się, że sytuacja coraz bardziej się pogarsza:

  • Aż 34 procent dorosłych Amerykanek jest otyłych. Ponad 20 procent Amerykanów, Anglików i Niemców (zarówno mężczyzn, jak i kobiet) jest otyłych.
  • Otyłość wśród Francuzek i Francuzów wzrosła z 8 procent w roku 1997 do 11 procent w roku 2003, co oznacza 40-procentowy wzrost.
  • Amerykański Instytut Zdrowia ocenia, że otyłość i nadwaga przekładają się na bezpośrednie i pośrednie koszty leczenia w wysokości 117 miliardów dolarów oraz utratę zarobków z powodu choroby. To dwa razy więcej niż przeznacza się w amerykańskim budżecie federalnym na bezpieczeństwo wewnętrzne.
  • Podczas briefingu dla prasy, który odbył się 2 czerwca 2005 roku, dr Julie Luise Gerberding, dyrektor amerykańskiego Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom (CDC), wskazała na związek pomiędzy otyłością a ryzykiem wystąpienia nadciśnienia, cukrzycy, niewydolności nerek, raka jelita grubego, raka piersi w okresie pomenopauzalnym, raka pęcherzyka żółciowego, raka układu moczowego, artretyzmu, zaburzeń oddychania, a także problemów z donoszeniem ciąży i przedwczesnym porodem.
  • Władze stanu Kalifornia oceniają, że koszty związane z otyłością wynoszą 21,7 miliardów dolarów rocznie. Sekretarz stanu Kalifornia ds. zdrowia i usług społecznych stwierdził w 2005 roku, że „epidemia otyłości to coś więcej niż kryzys zdrowia, to kryzys ekonomiczny”.
  • Otyłość u dzieci w Stanach Zjednoczonych potroiła się w ostatnim kwartale dwudziestego wieku. „Nie mieści mi się to w głowie – mówi dr William Klish, dyrektor wydziału medycyny w szpitalu dziecięcym Texas Children’s Hospital. – Kiedy w latach sześćdziesiątych i wczesnych latach siedemdziesiątych zaczynałem pracę – powiedział w wywiadzie dla Associated Press na początku 2005 roku – wśród dzieci niespotykane były przypadki cukrzycy typu II, która jest typową postacią cukrzycy u osób dorosłych. Teraz nagminnie stwierdzamy takie przypadki”.
  • W Australii chirurdzy starają się sprostać zapotrzebowaniu na operacje laparoskopowego opaskowania żołądka u dzieci otyłych. „Epidemia to zbyt łagodne słowo, żeby opisać to, co się dzieje” – podsumowuje dr George Fielding na konferencji chirurgów Royal Australiasian College of Surgeons w 2005 roku. Uważa, że bardziej odpowiednie będzie określenie „plaga”. Dwunasto-, trzynasto- i czternastoletnie dzieci „zaczynają cierpieć na choroby, na które chorują ich dziadkowie – mówi. – Chorują na cukrzycę, nadciśnienie, bezdech senny oraz choroby serca w takim zakresie, jaki byłby nie do pomyślenia dziesięć lat temu”.
  • Firma Boeing zaczęła tak projektować samoloty, aby uwzględnić większy ciężar ciała pasażerów. Samoloty zużywają tym samym więcej paliwa. W nowym Boeingu 787 zaprojektowano szersze przejścia główne i siedzenia zbudowane z nowego typu materiału po to, aby, jak to stwierdził rzecznik producenta, „zrównoważyć rosnący ciężar ciała pasażerów”.

Na podstawie: Japonki nie tyją i się nie starzeją>>>

Proszę, kup mi psa! Co robić, gdy Twoje dziecko chce mieć czworonoga

Czy jesteś gotowy na psa?

Zobacz całość: Proszę, kup mi psa! Co robić, gdy nasza pociecha chce mieć czworonoga>>>

Musisz dogłębnie przeanalizować swój styl życia, by przekonać się, jaki pies się w niego wpasuje. Będziesz musiał realistycznie przeanalizować swoje życie prywatne, zawodowe, rodzinne, budżet, zajęcia w wolnym czasie, podróże i kwestie zdrowotne. Musisz skrupulatnie i szczerze ocenić swoją sytuację, by uniknąć rozczarowania zarówno swojego, jak i Twojej rodziny.

Spróbuj mnie zrozumieć - Izabela Pufal - okładkaSzansę na udane relacje z psem znacznie zwiększa świadomość ograniczeń dotyczących Twojej własnej rodziny. Uda Ci się wówczas znaleźć psa, który będzie najlepiej pasował do Twojej rodziny, gdyż po przeanalizowaniu swojej obecnej sytuacji życiowej stwierdzisz, że chociaż przedtem wymarzyłeś sobie na przykład golden retrievera, to Twoim potrzebom lepiej jednak odpowiada boston terrier.

Poświęć czas na dokładne przemyślenie tych pytań, omów je z pozostałymi członkami rodziny i spisz odpowiedzi. W rozdziale 4. podaję listę pytań, które musisz rozważyć w kwestii interesujących Cię ras psów. Spisz również odpowiedzi na te pytania. Następnie porównaj obie listy. To najlepszy sposób na znalezienie psa, który dopasuje się do stylu życia Twojej rodziny.

Jak długo jesteś na co dzień poza domem?

Na decyzji kupna psa powinien stanowczo zaważyć harmonogram zajęć Twoich i Twojej rodziny. Na przykład jeśli oboje rodzice pracują, to przez ile godzin dziennie Twój pies będzie sam? Tak już w życiu jest, że ani od szczeniaka, ani od starszego psa nie można wymagać wstrzymywania potrzeb fizjologicznych przez zbyt długi okres. Jeśli w domu nie ma nikogo, kto mógłby wyprowadzać szczeniaka co cztery – pięć godzin, po powrocie zastaniesz nieokiełznanego, brudnego psiaka, którego trzeba będzie wykąpać, następnie wyczyścić jego miejsce, nakarmić i wyprowadzić. Kiedy znajdziesz chwilę na to, by sobie usiąść, maluch będzie chciał się bawić i w końcu musisz ponownie z nim wyjść. Pożegnaj się więc ze swoim ulubionym programem telewizyjnym do czasu, kiedy szczeniak dorośnie. W takich warunkach Twojego wychowanka trudno będzie nauczyć odpowiednich zachowań w domu.

Są sposoby na uniknięcie tego scenariusza, ale niektóre z nich nadszarpną Twój budżet. Możesz opłacić osobę, która będzie wyprowadzała psa, bawiła się z nim i karmiła go podczas Twojej nieobecności. Ilość spacerów, których potrzebuje Twój pies w ciągu dnia, nie zależy wyłącznie od wysokości Twojego budżetu, ale również od wieku psa i tego, jak daleko od domu pracujesz. W przypadku dorosłego psa, którego właściciele pracują w odległości 30 – 45 minut od domu, powinien wystarczyć jeden spacer około południa, ale w przypadku małych szczeniąt lub psów starszych, mających problemy zdrowotne, potrzebne mogą być dwa spacery w ciągu dnia.

Niektóre osoby, ogłaszające się jako „opiekunka do psa” lub wyprowadzające za opłatą cudze psy, wykonują też inne pozwalające zaoszczędzić czas usługi, takie jak zaprowadzenie psa do groomera czy do weterynarza.

Oczywiście dodatkowe usługi więcej kosztują, ale opłata może okazać się warta zaoszczędzonego tym sposobem czasu. Zaletą wynajęcia opiekunki do psa jest to, że pies przebywa w znajomym otoczeniu domowym i jest mniej narażony na ryzyko zarażenia się od innych psów chorobami lub pasożytami.

Inna opcja to całodzienna opieka nad psem poza domem. Tak jak w przypadku przedszkola, do którego zaprowadzasz dziecko, do takiego opiekuna zaprowadzasz psa rano i odbierasz go wieczorem. Jeśli opiekun przyjmuje więcej niż jednego psa na raz, to oprócz tego, że Twój pies ma kogoś, kto go nakarmi i pobawi się z nim, ma on też okazję zsocjalizować

się z innymi psami. Powinieneś sprawdzić, czy osoba ta może zająć się psem również w nocy, gdyby zaszła taka potrzeba, szczególnie jeśli czasem zdarza Ci się pracować do późna lub w ramach obowiązków zawodowych musisz w ostatniej chwili udać się w podróż służbową. Jeśli nie, a zaistnieje konieczność wyjazdu, będziesz może musiał oddać pieska do hotelu dla psów.

Jeśli nie odpowiada Ci to, że do Twojego domu będą przychodzić obcy ludzie lub że pies będzie cały dzień przebywał w klatce albo trudno Ci dopasować swoje godziny pracy do godzin pracy opiekunki lub hotelu, istnieje jeszcze jedna alternatywa: zbuduj psu zagrodę. Zagrodę można urządzić w domu, w piwnicy, w pralni lub w jakimkolwiek innym miejscu, w którym łatwo jest uprzątnąć podłogę. Szczególnie użyteczny jest istniejący w pobliżu odpływ wody, który ułatwia sprzątanie. Zagrodę można też zbudować na zewnątrz, tak by przylegała do garażu lub wolno stojącej budy, ale trzeba wtedy zapewnić psu możliwość schronienia się gdzieś w przypadku bardzo niskich lub wysokich temperatur albo w razie brzydkiej pogody. Potrzebne Ci materiały kupisz w sklepach gospodarstwa domowego.

Możesz je komponować tak, by starannie odtworzyć swój projekt i stworzyć zagrodę w dowolnym rozmiarze czy stylu.

Pobierz 3 darmowe raporty na temat wychowania:

Imię:
Adres email:

Kiedy temperatura na dworze zmienia się w całej okazałości amplitudy, psy cierpią. W przypadku zagrody w domu temperaturę można regulować, więc nie trzeba martwić się pogodą. Rasy pochodzące z Północy lubią chłodną pogodę, ale jeśli zdecydujesz się na psa krótkowłosego, np. dobermana, narazisz go na to, że podczas mroźnej pogody będzie się trząsł i przestępował z nogi na nogę, aby się rozgrzać.

Pamiętaj jednak, że pies nie może po prostu większości dnia spędzać samotnie w zagrodzie. Pies to zwierzę stadne i gdy jest sam, nudzi się i czuje się samotny. Jeśli nie dysponujesz czasem, który możesz codziennie poświęcić psu, może to niewłaściwy moment na jego kupno.

Czy Twoja praca wymaga podróżowania?

Podróże służbowe często nie idą w parze z posiadaniem psa. Jeśli często musisz podróżować i jesteś jedynym dorosłym opiekunem psa, może być Ci trudno znaleźć kogoś, kto zaopiekuje się zwierzęciem pod Twoją nieobecność, chyba że jesteś w o tyle szczęśliwej sytuacji, iż masz dobregosąsiada lub krewnego, którzy na ochotnika podejmą się opieki. Nawet jednak na ochotnikach nie można polegać we wszystkich okolicznościach.

Pamiętaj o tym! Na wszelki wypadek zorientuj się w opcjach oferowanych przez hotele dla psów w Twojej okolicy. Sprawdź ich cennik, lokal i usługi, jakie oferują Tobie i Twojemu psu. Zostawianie psa w psim hotelu może być dość kosztowne. Ponadto powinieneś zorientować się, z jak dużym wyprzedzeniem musisz rezerwować miejsce w hotelu, by zapewnić psu opiekę — szczególnie w okolicy świąt, ponieważ w tym okresie niektóre hotele trzeba rezerwować na trzy miesiące naprzód.

Osoba, którą wynajmujesz do wyprowadzania psa na spacer, wprawdzie może być w stanie zająć się nim podczas Twojej nieobecności, ale ją też musisz uprzedzić o wyjeździe z wyprzedzeniem, by mogła dopasować się do Twojego harmonogramu. Musisz jak najstaranniej planować wszystko z wyprzedzeniem, tak aby odpowiednio wszystko zorganizować. Jeśli Twoja praca wymaga częstych podróży, które wynikają z dnia na dzień, może powinieneś raczej odłożyć kwestię psa na kiedy indziej.

Czy często podróżujesz dla przyjemności?

Pomyśl o wakacjach z rodziną. Jeśli co roku latacie do krajów europejskich lub na inny kontynent, to co zrobicie ze swoim psem? Jeśli zimą lubicie co weekend wyjeżdżać na narty, a latem — nad wodę, to czy pies może z Wami jechać? Jeśli nie, to kto się nim zajmie?

Niedawno w dziale porad dla czytelników pewnego czasopisma przeczytałam o kobiecie, która w czasie wakacji zaprosiła przyjaciela rodziny w odwiedziny. Zaznaczyła, by przyjaciel nie przyjeżdżał ze swoim psem. Gdy poszła otworzyć przyjacielowi drzwi, ku swojemu zdumieniu zobaczyła, że na progu stoi i człowiek, i jego pies. Kobieta pisała, że te cztery dni były dla całej rodziny absolutnym koszmarem, ponieważ jej dzieci to alergicy, nieprzyzwyczajeni do obecności zwierzęcia w domu. Dzieci były marudne, ponieważ źle się czuły, na dodatek nie potrafiły obronić się przed hałaśliwym psem, który skakał na nie i przewracał je. Jeszcze dwa miesiące później jej najmłodsza córka bała się psów. Ponieważ w rodzinie byli alergicy, pokoje trzeba było potem gruntownie wyczyścić, by pozbyć się psich włosów i złuszczonego naskórka, które zostały po gościu.

Ten przyjaciel nieprędko otrzyma ponowne zaproszenie! Pamiętaj, że nawet jeśli uważasz, że Twój pupil to najlepszy pies na świecie, inni mogą mieć na ten temat odmienne zdanie.

Jeśli koniecznie musisz jechać z psem, powinieneś z wyprzedzeniem zapytać gospodarzy o to, czy nie będą mieli nic przeciwko czworonożnemu gościowi.

Jeśli poproszą, byś przyjechał bez psa, musisz dostosować się do ich życzenia. Jednym z rozwiązań jest oddanie psa do psiego hotelu w pobliżu domu Twoich gospodarzy, tak abyś mógł codziennie go widywać. Możesz poprosić swoich gospodarzy o pomoc w znalezieniu okolicznych hoteli, z którymi mógłbyś się skontaktować.

Bez względu na to, czy oddasz psa do hotelu w swoim miejscu zamieszkania, czy w mieście, do którego jedziesz, ważne jest, by pies miał wtedy aktualne szczepienia. Każdy hotel dla psów przed przyjęciem Twojego pupila poprosi Cię o dowód szczepienia lub zaświadczenie o stanie jego zdrowia, wydane przez weterynarza. Jednak im dłuższy okres zakwaterowania psa w hotelu, tym większe prawdopodobieństwo wyższych rachunków od weterynarza, ponieważ nawet w najczystszych hotelach pies jest bardziej narażony na choroby i pasożyty.

Czy Twoja przestrzeń życiowa jest odpowiednio duża dla wybranego przez Ciebie psa?

Zanim kupisz psa, starannie przyjrzyj się swojej przestrzeni życiowej, by mieć pewność, że wybrany pies pod względem rozmiaru i temperamentu zmieści się w Twoim domu. Najlepsze rozwiązanie to oczywiście domek jednorodzinny z ogrodzonym podwórkiem, ale choć to zaleta, nie jest to warunek konieczny. Ogrodzone podwórko pozwoli Ci podczas niepogody pozostać w ciepłym i suchym domu, podczas gdy pies wyjdzie na zewnątrz i będzie załatwiał swoje potrzeby. Własny ogródek to także będące zawsze pod ręką miejsce na zabawę z psem. Choć ogródek jest być może ogrodzony, to jednak zanim przygotuje się go na przyjęcie pupila, trzeba będzie poświęcić mu trochę pracy, ponieważ psy są mistrzami w podkopach pod płotem i przeskakiwaniu nad nim.

Wiele psów dobrze czuje się w mieszkaniu, pod warunkiem że wyprowadza się je kilka razy dziennie (zazwyczaj cztery razy) i zapewnia im odpowiednią ilość ruchu. Choć psy dużych ras mogą przywyknąć do życia w mieszkaniu, to ze zdrowotnego punktu widzenia niezbędne jest zapewnianie im intensywnej dawki ruchu kilka razy w tygodniu. Z kolei dla psów ozdobnych w większości przypadków zupełnie wystarczy dawka ruchu w postaci biegania po mieszkaniu, choć ruch poza domem również jest dla nich niezbędny.

Bywa, że zabieranie psa w odpowiednie, ogrodzone miejsce, gdzie możesz się z nim pobawić, jest czasochłonne, a najbliższy teren, na którym spuszczanie psa ze smyczy jest dozwolone (zgodne z przepisami), jest czasem zbyt oddalony od Twojego miejsca zamieszkania. Ten ruch musisz zapewnić psu przez całe jego życie i w każdą pogodę, więc zdecyduj, czy masz czas, który mógłbyś poświęcić na to zajęcie, szczególnie jeśli chcesz mieć psa dużej, aktywnej rasy. Z psami jest jak z dziećmi: jeśli nie mogą wyjść z domu, by zużyć nagromadzoną energię, są bardzo nieszczęśliwe i mogą być bardzo trudnymi domownikami.

Na którym piętrze mieszkasz?

Bycie właścicielem psa, gdy mieszkasz  na drugim piętrze w bloku, to kompletnie inna sytuacja niż bycie właścicielem psa, gdy mieszkasz w mieście na czterdziestym drugim piętrze wieżowca — szczególnie jeśli chodzi o szczeniaka. Mieszkanie ze szczeniakiem na czterdziestym drugim piętrze oznacza, że gdy tylko zdołasz zjechać na parter, by „posadzić psa na nocniczku”, i wrócisz z powrotem na czterdzieste drugie piętro, okaże się, iż czas wyjść z nim ponownie! Niektórzy ludzie uczą małe psy korzystania z kuwety, ale nie radziłabym tego próbować w przypadku doga niemieckiego!

Weź pod uwagę również i to, jak urządzony jest Twój dom. Czy jest udekorowany cennymi antykami i drogimi dywanami? To nieuniknione, że małemu szczeniakowi zdarzy się „wypadek” na podłodze i że będzie obgryzał nogi krzeseł, a jako dorosły pies będzie na wszystkim zostawiał swoją sierść. Jeśli nie możesz znieść myśli, że w Twoim domu coś może nie stać na wyznaczonym miejscu, być pokryte kłakami lub się zniszczyć, może pies to nie jest zwierzę dla Ciebie.

Co powie właściciel Twojego mieszkania?

Czy umowa wynajmu (ewentualnie umowa spółdzielcza) zezwala na trzymanie zwierząt? Wiele psów trafia do schronisk lub organizacji ratujących psy, ponieważ ich właściciele zapomnieli przeczytać umowę. Spółdzielnie, zarządcy mieszkań własnościowych (a nawet zarządcy osiedli pracowniczych) mogą umieszczać w umowach zapis o zakazie posiadania zwierząt albo ograniczać wielkość lub ilość zwierząt, które możesz trzymać.

Znam pewną kobietę, która kupiła małego pieska, wiedząc, że umowa zabrania jej trzymania w domu zwierząt. Za każdym razem, gdy z nim wychodziła, przykrywała pieska kocykiem i starała się odejść daleko od domu, zanim postawiła go na ziemi. Udawało jej się to przez kilka miesięcy, do czasu gdy właściciel budynku musiał wejść do jej mieszkania, by dokonać drobnej naprawy. Ups! Właściciel dał  jej wybór: wyniesie się ona, pies albo oboje. W tym czasie kobieta była już bardzo przywiązana do psa, ale nie mogła znaleźć podobnego mieszkania z takim czynszem, na który byłoby ją Miot szczeniąt rasy wyżeł węgierski krótkowłosy bada swoje otoczenie stać. Podstawowa zasada brzmi: przeczytaj umowę.

Czasem w umowie nie ma żadnego zapisu na temat zwierząt i to w jakimkolwiek brzmieniu. Porozmawiaj jednak najpierw z właścicielem lokalu.

Możesz zaproponować, że co miesiąc będziesz wpłacać z góry „opłatę za psa”.

Nie zapominaj również, że w każdej sytuacji związanej z wynajmem mieszkania musisz uzyskać aprobatę właściciela mieszkania i sąsiadów w kwestii przywileju trzymania psa, nawet w budynku, w którym wszyscy są do psów nastawieni przyjaźnie. Jeśli wpłyną skargi na hałas, zapach i bałagan na terenie posesji, możesz zostać poproszony o wyprowadzenie się lub pozbycie się pupila.

Czy zajęcia, którym oddaje się w wolnym czasie Twoja rodzina, będą odpowiednie dla psa?

Jakie masz hobby? Wszyscy czerpiemy przyjemność z jakichś zajęć, podczas których psy nie są mile widziane, jak na przykład wizyty w kinie. Jakim jednak innym czynnościom, w których mógłby brać udział również należący do rodziny pies, oddajesz się ze swoją rodziną? Może na przykład czerpiesz przyjemność ze spacerów, joggingu, wyjazdów na kemping lub wędkarstwa.

Może Twoje dzieci każdego dnia regularnie spędzają około godziny na zabawach z kolegami na podwórku. We wszystkich tych czynnościach pies może brać udział razem z Wami. Psy to zwierzęta stadne i lubią spędzać z Tobą czas. Biorąc udział w czynnościach wykonywanych przez całą rodzinę, Twój pies dzięki kontaktowi z ludźmi oraz innymi psami będzie mógł zażyć ruchu oraz lepiej się zsocjalizować.

Choć spacer to dobry sposób na spędzanie czasu z pupilem, dla psów wielu ras jest to wysiłek porównywalny z przyciśnięciem guzika na pilocie do telewizora — chyba że jesteś gotowy na bardzo długi spacer każdego jednego dnia. Małe psy takich ras jak basenji zażyją odpowiedniej dawki ruchu podczas pięciokilometrowego spaceru trzy razy w tygodniu.

Border collie może jednak potrzebować pięciu km przebieżki każdego dnia.

Pomyśl o tym, ile ruchu jesteś w stanie zapewnić psu, a potem sprawdź, ile ruchu potrzebuje pies rasy, która Ci się podoba (patrz rozdział 7.). Może będziesz musiał wybrać psa innej rasy, jeśli ten, który Ci się podoba, wymaga więcej, niż jest w stanie zapewnić mu Twoja rodzina. Jeśli chcesz mieć buldoga, ale lubisz chodzić na długie wędrówki po górach, też będziesz może musiał wybrać inną rasę. Nie każdy pies podoła takiego rodzaju aktywności. Powinieneś znaleźć takiego psa, którego poziom aktywności będzie zbliżony do Twojego.

Ile lat mają Twoje dzieci?

To jedno z najważniejszych pytań, które musisz sobie zadać. Wszyscy uważamy, że nasze dzieci to aniołki, ale w rzeczywistości mogą czasem pokazać różki. Dzieci poniżej siódmego roku życia mają skłonności do uderzania psów oraz ciągnięcia ich za uszy, ogon lub futerko. Zazwyczaj nie potrafią one jeszcze zrozumieć, dlaczego ich zachowanie krzywdzi psa. W efekcie zwierzę w samoobronie może złapać dziecko zębami lub je ugryźć. Rodzina obwinia za to zajście psa i oddaje go do schroniska. Zazwyczaj los psa, który ugryzł dziecko, kończy się w jeden sposób: unicestwieniem. Widzisz więc, że Twoja decyzja to kwestia życia i śmierci — bardziej niż Ci się wydaje.

Kiedy dla psa dana sytuacja jest nieprzyjemna, zazwyczaj   stara się on uciec. Jeśli nie może tego zrobić, szczeka albo warczy w ramach ostrzeżenia, a gdy sytuacja się nie zmienia, może złapać zębami lub ugryźć. Ale czyja to naprawdę jest wina? Małe dzieci często nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swoich czynów. Pies się broni i jest to naturalna reakcja.

Największą częścią winy za atak zwierzęcia powinno się obarczać rodziców, ponieważ zaniedbali oni nadzór nad dzieckiem.

W przypadku posiadania zwierzęcia, bez względu na to, czy jest to pies, kot, ptak czy gad, podstawowa zasada głosi, aby nigdy nie zostawiać dziecka sam na sam z należącym do rodziny zwierzęciem. Nawet te kilka chwil, których potrzeba, by odebrać telefon, może być zbyt długie. Myśląc racjonalnie, unikniesz problemów,. Tylko Ty jesteś w stanie ocenić, na ile dojrzałe jest Twoje dziecko.

Spotkałam się z niezwykle dobrze ułożonymi czterolatkami i stale sprzeciwiającymi się rodzicom dziewięciolatkami. Najlepszy ze sposobów na przekonanie się, czy Twoje dziecko naprawdę jest gotowe na zwierzątko, jest bardzo prosty: jeśli stale musisz dziecku powtarzać i przypominać, że czegoś nie wolno robić, to nie jest ono gotowe na psa. Zignorowanie tych sygnałów ostrzegawczych może być brzemienne w skutki.

Najlepsze wyjście to rozpoczęcie z dzieckiem pracy nad kwestią odpowiedzialności, by przygotować je odpowiednio na nadejście pupila. Jeśli wyznaczysz dziecku cele, będzie wiedziało, że może zapracować na psa dzięki własnym osiągnięciom. Tylko wtedy, gdy Twoim zdaniem dziecko wie, jak obchodzić się ze zwierzęciem, i rozumie swoje obowiązki, możesz powiększyć rodzinę o zwierzę.

Z jakimi problemami zdrowotnymi boryka się Twoja rodzina?

Wielu ludzi decyduje się na psa, nie myśląc o tym, że może  ieć to skutki zdrowotne. Ostatnie badania medyczne dowodzą, że dzieci, które dorastały z psem, w dorosłym wieku zazwyczaj rzadziej borykają się z alergiami i astmą. Kontakt z psem oraz substancjami pochodzenia roślinnego, gromadzącymi się w jego sierści, może rzeczywiście we wczesnym wieku tak „podkręcić” układ odpornościowy dziecka, że później potrafi sobie on poradzić z takimi czynnikami.

Istnieje jednak prawdopodobieństwo, że zwierzę w domu może zaognić już istniejące alergie i astmę. Omów z lekarzem wszelkie wątpliwości i pamiętaj, że alergia nie oznacza, że nie możesz mieć psa. Do wyboru masz różne możliwości leczenia, na przykład tak proste jak przyjmowanie leków przeciwalergicznych. Poważniejsze przypadki mogą wymagać comiesięcznych zastrzyków.

Jeśli członek Twojej rodziny cierpi na alergię, pewne rasy psów trzeba wyeliminować już na etapie rozeznania. Jednak i tak masz do wyboru kilka innych ras, spełniających Twoje wymagania. Psy wymagające mniej pielęgnacji, takie jak psy o sierści pozbawionej podszerstka, czy też rasy krótkowłose, często świetnie się nadają, ponieważ zrzucają bardzo mało sierści.

Kiedy są brudne, można je szybko wytrzeć i wysuszyć dosłownie w kilka minut. Pewne rasy psów o sierści składającej się z podszerstka i włosa okrywowego, na przykład pudle, zazwyczaj też są bardziej „przyjazne” dla alergików.

Znam wielu alergików, którzy, dokładając trochę starań przy ścieraniu kurzy, odkurzaniu i praniu, cieszą się towarzystwem psa bez żadnych ubocznych skutków.

Czy stać Cię na utrzymanie psa?

Szczeniaki nie są tanie. Zależnie od pochodzenia szczeniaka i popularności rasy, przy kupnie psa musisz liczyć się z wydatkiem pomiędzy 200 a 3000 zł.

Jeśli nawet jednorazowy wydatek na zakup szczeniaka nie stanowi dla Ciebie problemu, nie zapominaj o innych wydatkach, które będziesz musiał ponieść przed przyprowadzeniem szczeniaka do domu. Kilkaset złotych wydasz na początku na pierwsze wizyty u weterynarza, na szczepienia, podatek, jedzenie, posłanie i zabawki. Pies wymaga również corocznych wizyt u weterynarza.

Nawet jeśli w ciągu tego roku pies nie będzie miał problemów ze  zdrowiem, trzeba go zaszczepić, odrobaczyć i dokonać ogólnego „przeglądu”.

Jak wynika z tabeli na str. 35, posiadanie psa jest kosztowne. Jeśli nie jesteś na to przygotowany, koszty i odpowiedzialność mogą Cię czasem przytłoczyć. Jeśli dysponujesz ograniczonym budżetem, możesz rozważyć skontaktowanie się z organizacją ratującą zwierzęta lub udać się do renomowanego schroniska albo innej fundacji, działającej na rzecz zwierząt, by przygarnąć mieszańca. To rozwiąże problem jednorazowego wydatku przy zakupie zwierzęcia, ale i tak musisz być przygotowany na zapewnienie psu dobrego jedzenia i dobrej opieki weterynaryjnej przez resztę życia. Psy na to wszystko zasługują.

Czy Twoje małżeństwo jest zdrowe?

Może wydaje Ci się, że to nazbyt intymna kwestia, ale musisz zadać samemu sobie to pytanie. Pies to dodatkowy czynnik stresogenny, ponieważ wymaga uwagi, karmienia i ruchu. Jeśli chodzisz z małżonkiem do poradni małżeńskiej, powinieneś odłożyć temat psa do czasu, gdy Wasza sytuacja będzie bardziej stabilna. Jeśli Ty i Twój współmałżonek zdecydujecie się rozejść, nowy pies tylko dodatkowo wszystko skomplikuje. Często okazuje się, że najwięcej traci na tym pies.

Czy planujecie powiększyć rodzinę?

Jeśli wraz ze współmałżonkiem planujecie zostać rodzicami, dobrze byłoby odłożyć temat psa do czasu, gdy dziecko będzie miało co najmniej siedem lat. W tym wieku większość dzieci jest już w stanie pojąć podstawowe zasady dotyczące psa, np. że nie wolno go ciągnąć za uszy czy ogon. Zarówno małe dziecko, jak i szczeniak wymagają poświęcenia im czasu, a jeśli tego czasu brak, to traci na tym pies. Pies potrzebuje czasu, by dopasować się do swojej nowej rodziny, oraz szkolenia, by wykształcić zachowania społeczne.

Jeśli w tej chwili nie planujesz dzieci, ale myślisz, że w przyszłości będziesz chciał je mieć, wówczas wybierając psa, miej na względzie dzieci. Starszy, mniej aktywny pies lub mniej aktywna rasa to może być najwłaściwszy wybór.

Małym szczeniakom często zdarza się popchnąć dziecko na stolik lub przypadkowo je przewrócić, co może skończyć się urazem. Nie będzie to pozytywnedoświadczenie dla żadnego członka rodziny. Dorosły pies natomiast jest bardziej zrównoważony i zazwyczaj mniej się ekscytuje. Średni pies, na przykład rozmiaru epagneul breton, owczarka szetlandzkiego czy szpica wilczego, może najlepiej pasować do Twojej rodziny.

Czy jesteś samotnym rodzicem?

Samotni rodzice małych dzieci mogą być uzależnieni od pomocy dalszej rodziny lub przyjaciół. Praca, którą trzeba włożyć w szkolenie i socjalizację psa, to dodatkowe brzemię poza zawożeniem dziecka na trening piłkarski czy lekcje gry na pianinie. Jeśli masz wątpliwości, czy dasz sobie radę, może lepiej poczekać z decyzją o psie, aż dzieci będą na tyle dojrzałe, by trochę Ci w tym pomóc.

Rodziny powinny starać się jak najintensywniej włączać psa do rodzinnych zajęć, bez względu na to, czy jest to dzień spędzony w parku, piknik czy wizyta u babci. Dzieci muszą nauczyć się tego, że nawet jeśli idą z wizytą do przyjaciół rodziny, muszą posprzątać po swoim psie. To obowiązek odpowiedzialnego właściciela psa. Zdziwisz się, jak świetnie dadzą sobie radę Twoje dzieci, gdy tylko zrozumieją, jak ważne są ich zadania. Uświadom im, że ich obowiązki mają wpływ nie tylko na psa, ale również na innych ludzi w ich otoczeniu.

Podstawowa zasada zaangażowania

Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości co do Twoich możliwości wywiązania się ze wszystkich obowiązków związanych z posiadaniem psa — zaczekaj!

To niewłaściwy moment. Kiedy będziesz miał psa, jego życie w kwestii jedzenia, schronienia, opieki medycznej i towarzystwa spoczywać będzie w Twoich rękach. Upewnij się, czy jesteś na to gotowy.

Zobacz całość: Proszę, kup mi psa! Co robić, gdy nasza pociecha chce mieć czworonoga>>>

Nie można utrzymać związku, kiedy się nie kontroluje własnych emocji

Zdarza się, że gdy ludzie są zestresowani, wolą o niczym nie myśleć, a to właśnie wtedy najbardziej powinni się zastanowić.

       BILL CLINTON

Cały poradnik tu: Projekt Szczęśliwe Małżeństwo>>>

SUZDzięki Facebookowi (vel „pożeraczowi czasu”) mam teraz „kontakt” z wieloma „przyjaciółmi” na czterech kontynentach. Wystarczy kilka kliknięć i ruchów myszką, żebym mógł  natychmiast porozumieć się ze wszystkimi interesującymi ludźmi, którzy kiedykolwiek stanęli na mojej drodze. Odnowiłem ostatnio znajomość z kolegą ze studiów. Swego czasu zrobiliśmy niezły numer: obsypaliśmy naszego współlokatora sproszkowanym purée ziemniaczanym, kiedy brał prysznic. Niedawno zaznajomiłem się z południowokoreańskimi fanami Magnolii (mojego ulubionego filmu). Mogę nawet dołączyć do rosnącego w siłę ruchu Świadomych Fanów Baseballu Protestujących Przeciwko Zastępowaniu Miotacza!  Najwyraźniej Facebook i reszta coraz bardziej popularnych portali społecznościowych dobrze mnie zna. To samo dotyczy mojego operatora komórkowego. Zdaje się, że wszyscy oni wiedzą o mojej głębokiej, choć nie w pełni uświadomionej tęsknocie za czymś. I potrafią nazwać przedmiot tej tęsknoty.  Kontakt. My, istoty ludzkie, pragniemy tego, co nazywamy kontaktem, tak bardzo, że jesteśmy gotowi poświęcić dużą część miesięcznych zarobków czy czasu, żeby go posmakować. Dążenie do kontaktu jest potężne szczególnie w erze cyfrowej. Łączymy się  z internetem, by odnaleźć przyjaciół ze szkoły średniej. Korzystamy z sieci bezprzewodowej, żeby się porozumiewać z kręgiem znajomych za pośrednictwem głosu lub wiadomości tekstowych. Zapuszczamy się nawet na czaty, żeby nawiązać znajomość z przypadkowymi ludźmi  z całego świata. Kontakt. Nigdy wcześniej nie kontaktowaliśmy się na tak wiele sposobów. Dlaczego w takim razie wciąż pragniemy więcej? Uważam, że rosnące możliwości kontaktowania się za pośrednictwem technologii nie tylko nie zmniejszyły lęku, że zostaniemy rozłączeni, ale wręcz gwałtownie go nasiliły. Pomyślcie o podróżowaniu. W tym tygodniu opuściłem mój dom w Atlancie  i pojechałem razem z rodzinami wojskowych do pracy w Colorado. Sto lat temu taka podróż pociągiem lub wozem zajęłaby około tygodnia, a potem potrzeba byłoby kolejnego tygodnia, żeby moja rodzina otrzymała pocztówkę z wiadomością, że bezpiecznie dotarłem na miejsce. Pomyślcie tylko, jak długo musieliby czekać i zamartwiać się o mnie!  Tymczasem obecnie natychmiast po wylądowaniu samolotu po zaledwie trzygodzinnej podróży wyciągamy smartfony, by poinformować ukochane osoby, że bezpiecznie dotarliśmy na miejsce. Nie jest to jednak prawdziwy, mający działać uspokajająco kontakt, lecz osłabiająca zaufanie powierzchowna lina ratunkowa z około stu czterdziestu znaków.

W czym więc tkwi problem? I, co ważniejsze, jak go rozwiązać? Cóż, wszystkie te płytkie pseudokontakty za pośrednictwem technologii nie mogą zaspokoić naszych najgłębszych pragnień. Nie mają na to najmniejszych szans. Elektroniczni twórcy więzi międzyludzkich coraz lepiej radzą sobie z tworzeniem iluzji prawdziwych bliskich związków, zdolnych ukoić lęki i wynieść nas na szczyt, jednak to, co w erze cyfrowej nazywamy więzią, tak   naprawdę jest tylko znajomością. Zawieramy więcej niż kiedykolwiek znajomości, ale wszystkim nam zależy na czymś głębszym, bardziej intymnym i wyjątkowym. Zawsze tak było. ROZWIĄZANIEM JEST… MAŁŻEŃSTWO? Ludzie od zawsze łączą się  w pary i tworzą szczególną więź zwaną małżeństwem. Na każdym kontynencie i w każdej kulturze, na każdym etapie historii ludzie pragnęli związać się z tą jedną, szczególną osobą i wiele temu poświęcali. Jaskiniowcy ryli o tym obrazki na skałach, w każdym języku stworzono na ten temat poezję. Zawsze dążyliśmy do nawiązania intymnej, wyjątkowej więzi z drugą osobą i, rzecz jasna, nadal tak jest. Chcemy kogoś wybrać i wiedzieć, że ten ktoś także wybrał nas. Tęsknimy za niezwykłym związkiem, który przezwycięży każdy kryzys, przyćmi inne zobowiązania i uczyni nas silniejszymi. Kontakt. Wiem, co możecie sobie pomyśleć: nie każdy do tego dąży. Może czytacie tę książkę właśnie dlatego, że nie jesteście pewni, czy małżonek nadal chce być z wami. A być może sami nie wiecie, czy właśnie na tym wam zależy, i zastanawiacie się, czy kiedykolwiek doświadczyliście takiej prawdziwej więzi w obecnym związku albo czy jej w ogóle doświadczycie. Rozumiem to. Przez cały czas będę miał na względzie wasz ból i wątpliwości. Pamiętajcie jednak, nawet jeśli one was dręczą, że możecie być pewni jednego:      zależy wam na więzi. Wierzę, że waszym małżonkom też na niej     zależy. Tak jak nam wszystkim. Skąd o tym wiem? Wystarczy spojrzeć na wyniki ostatnich badań, które są zbieżne z moim doświadczeniem klinicznym terapeuty małżeńskiego i rodzinnego. Przeważająca większość mężczyzn i kobiet deklaruje silne pragnienie bliskiego emocjonalnego kontaktu. Właśnie tak: mężczyźni uważają głęboką emocjonalną więź za swoje główne marzenie. Może trudno wam będzie w to uwierzyć, bo sądzicie, że wszyscy mężczyźni myślą jedynie  o połączeniu prostytutki ze służącą, ale fakty mówią same za siebie. Z jakiego innego powodu ponownie by się żenili, mając za sobą okropny rozwód i świadomość, że 60–70% drugich  i trzecich małżeństw kończy się fiaskiem? Dlaczego wszystkie badania potwierdzają, że żonaci mężczyźni są szczęśliwsi, odnoszą większe sukcesy materialne i żyją dłużej? Podobnie kobiety nadal deklarują, że  w związku najbardziej zależy im na bliskim emocjonalnym kontakcie. Mimo wszystkich feministycznych osiągnięć ostatnich czterdziestu lat kobiety nie zaprzestały starań o stworzenie intymnej więzi ze swoim partnerem. Z jakiego innego powodu tyle kobiet nadal marzyłoby o białej sukni i domu z płotkiem, mimo że, jak wykazały badania,   mężatki są mniej zdrowe i szczęśliwe oraz umierają szybciej niż ich samotne koleżanki? Istnieje też inny sposób, by potwierdzić, że wszyscy pragniemy kontaktu – wystarczy włączyć telewizor. Producenci i reklamodawcy dokładnie wiedzą, że najbardziej marzymy o intensywnej romantycznej więzi. Po co bowiem kupowalibyśmy określony dezodorant? Z jakiego innego powodu oglądalibyśmy idiotyczne reality show poświęcone wymyślnym sposobom wybierania kobiety przez mężczyznę? Po co łykalibyśmy błękitną pastylkę powodującą czterogodzinną erekcję? Kontakt. Chcemy przygotować na niego nasze ciała, lubimy o nim fantazjować, podpatrując innych, i jesteśmy gotowi zaryzykować życie, a także… hm… pewną ważną część ciała, by zyskać szansę na ów kontakt.  W tym miejscu do akcji wkracza małżeństwo jako powszechna odpowiedź na pytanie: „Co mamy zrobić z tym długoletnim nienasyconym pragnieniem prawdziwego, świadomego wzajemnego kontaktu?”. Powinniśmy wziąć ślub, rzecz jasna,  a później cieszyć się tą wspaniałą więzią przez resztę swoich dni. Prawda? Mimo to właśnie piszę tę książkę, zakładając, iż rzesze poślubionych już ludzi – lub tych, którzy wkrótce staną na ślubnym kobiercu – nadal usiłują nawiązać więź i ją podtrzymać. Nawet ja, człowiek uznawany za małżeńskiego eksperta, staram się czynić to samo.

flatecover (2)Wy zaś prawdopodobnie należycie do osób, które już nawiązały kontakt, a mimo to wciąż świadomie rozmyślacie nad obecnym związkiem – i szukacie przekazu, który pomógłby wam otworzyć drzwi do przemiany i szczęścia. Skoro więc i wy, i ja jesteśmy po ślubie, dlaczego ciągle szukamy pomocy? Rodzina, historia i kultura wmawiają nam, że małżeństwo stanowi ostateczną odpowiedź na naszą tęsknotę. Czyżby więc coś było nie tak z naszymi związkami, a może z samą instytucją małżeństwa? Czy istnieje coś, co nie pozwala nam odczuwać tego szczególnego rodzaju więzi, na której tak nam zależy, i cieszyć się nią? Wybaczcie mi śmiałość, ale owszem, coś jest nie tak. I temu właśnie chcę poświęcić tę książkę. Problem polega na tym, że wszyscy za dużo krzyczymy. Krzyczymy na małżonków, wyrzucając swój gniew na zewnątrz, albo na siebie, tłumiąc go w środku, w reakcji na rozdrażnienie naszym związkiem i daną sytuacją. Krzyczymy, ponieważ nie wiemy, jak inaczej poradzić sobie z dzielącymi nas różnicami. Chcemy być blisko z drugim człowiekiem, więc bierzemy  z nim ślub. Następnie chcemy się do niego jeszcze bardziej zbliżyć  w nadziei, że dzięki temu wyeliminujemy lęk wywołany różnicami. Ironia polega na tym, że kiedy niepokoimy się dzielącym nas dystansem, zaczynamy krzyczeć, a krzyk nie sprawia, że się do siebie zbliżamy; wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej się oddalamy. Oczywiście możliwy jest też przeciwny scenariusz. Domaganie się przestrzeni w odpowiedzina poczucie nadmiernej bliskości także zwykle obraca się przeciwko nam, gdyż tworzy się niespokojna atmosfera, w której się dusimy. Wiem, co niektórzy z was pomyślą:

„Ależ ja nigdy nie krzyczę na swojego partnera!”. Sam tak kiedyś sądziłem. Jednak pisząc o krzyku, nie mam na myśli wyłącznie podnoszenia głosu. „Krzyk” jest terminem używanym przeze mnie do określenia największego wroga, jakiemu wszyscy musimy stawić czoła: reaktywności emocjonalnej. Ten poważny kliniczny termin opisuje proces, w którym pozwalamy, aby niespokojne emocje odebrały nam jasność myślenia. Bycie reaktywnym emocjonalnie oznacza, że kierujemy się w wyborze najgorszymi lękami lub troskami zamiast szlachetnymi przesłankami. A gdy pozwalamy na to, by kierowały nami obawy, zwykle uzyskujemy właśnie taki rezultat, którego od początku staraliśmy się uniknąć.

Moja wiedza na ten temat nie jest czysto kliniczna. Wiem o tym wszystkim z własnych doświadczeń. Pozwólcie, że cofnę się z wami o siedemnaście lat, do czasów, kiedy Bill Clinton został prezydentem, serial Z Archiwum X okrzyknięto nowym telewizyjnym hitem, a ja byłem bliski podjęcia decyzji o rozwodzie zaledwie po trzech dniach małżeństwa.  PROBLEMY W RAJU W roku 1993 potrzebowałem trzech dni, by zdać sobie sprawę, że rzeczywiście wziąłem ślub. Wiem, że to brzmi idiotycznie, ale taka jest prawda. Oto razem z moją piękną świeżo upieczoną żoną Jenny zajadałem homara w restauracji pod gołym niebem na Hawajach. Rzecz jasna, jedzenie było pyszne, miejsce wspaniałe, pogoda idealna, a Jenny fantastyczna. Kiedy jednak dotarło do mnie, że naprawdę jestem żonaty, wszystko to przestało się liczyć.

W mojej głowie kołatała tylko jedna myśl: uciec stamtąd. Kilka słów wyjaśnienia. Musicie wiedzieć, że w dniu składania przysięgi małżeńskiej Jenny i ja byliśmy właściwie dzieciakami. Ja miałem dwadzieścia jeden lat, ona o rok mniej.

Wzięliśmy ślub jako pierwsi spośród naszych znajomych, co dla takiego jak ja narcyza było czymś absolutnie wspaniałym. Pławiłem się w całej tej poświęcanej nam uwadze i z przyjemnym dreszczykiem czekałem na ów brzemienny w skutki dzień. Nie potrafiłem zrozumieć, jak ktokolwiek może w takiej sytuacji umierać ze strachu. Ochoczo rzuciłem się w wir przygotowań, od planowania menu, przez szukanie dla nas mieszkania, aż po szczegóły podróży poślubnej. Tak więc po całym tym oczekiwaniu  i przygotowaniach nie mogłem przestać myśleć o naszym wspólnym życiu, marzyć o nim i je planować. Pragnąłem tylko być razem przez cały czas. Jenny miała do tego całkowicie odmienne podejście. Nie czuła przerażenia (w końcu wychodziła za mnie!), lecz jej uwagę pochłaniały kwestie finansów i przemiany dwojga wolnych studentów w podstawową komórkę społeczną oraz myśli o tym, czy jej mąż bierze wszystko dostatecznie poważnie. Kochała mnie, ale nie była pewna, czy będzie dobrą żoną, zdolną darzyć mnie takim uczuciem… eee… przez resztę swoich dni.

Właśnie dlatego potrzebowała nieco przestrzeni. Chciała spędzić trochę czasu beze mnie i zadać sobie pytanie: „Czy rzeczywiście jestem gotowa zostać czyjąś partnerką na całe życie?”. Oczywiście, że nie była. Jak słusznie zauważył doktor David Schnarch w książce Passionate Marriage (Małżeństwo pełne namiętności), nikt nie może być gotowy na małżeństwo, zanim weźmie ślub, ponieważ nic go do niego nie przygotowuje. Jenny przynajmniej zadawała sobie właściwe pytania. To, co mnie interesowało, dotyczyło tylko samego wydarzenia, koncentrowałem się wyłącznie na nadaniu naszemu związkowi oficjalnej formy. Myślałem o tym, że po ślubie staniemy się jednym i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Nie miałem więc czasu na stawianie sobie pytań takich jak: „Czy dorosłem do bycia mężem?” lub „Czy widzę siebie w roli męża jednej kobiety przez resztę swoich dni?”. Takie refleksje mogłyby mi pomóc zatrzymać się na moment, wyciszyć rzeczywiste lęki i uniknąć nieprzyjemnej sytuacji, jaką wkrótce miałem stworzyć. Wróćmy do miesiąca miodowego. Wreszcie byliśmy razem, a ja czułem się niewiarygodnie szczęśliwy… przez trzy dni. Później znaleźliśmy się w restauracji, gdzie rozkoszowaliśmy się pysznym homarem, i nagle ogarnął mnie taki strach, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Ni stąd, ni zowąd straciłem grunt pod nogami. Opowiadam wam o tym z całą powagą, na jaką potrafię się zdobyć. Spanikowałem. Spojrzałem przed siebie i zobaczyłem Jenny       – po raz pierwszy naprawdę ją dostrzegłem. Nie była już tylko moją dziewczyną, lecz żoną, tą jedną jedyną, póki śmierć nas nie rozłączy. Serce zaczęło mi walić jak szalone, oblał mnie zimny pot, a jej twarz zaczęła się zamazywać. Miałem wrażenie, że Jenny coraz bardziej się ode mnie oddala, tak jak drzwi w jednej ze scen z filmu Duch. W mojej głowie zaroiło się od pytań. „Czy rzeczywiście uda mi się wytrwać przy tej cudownej i pięknej kobiecie do końca życia? Co ja sobie wyobrażałem? Mam tylko dwadzieścia jeden lat! O Boże, czy ja naprawdę dopiero co się… ożeniłem?”. Wszystkie te kwestie, które powinienem był rozstrzygnąć w ciągu miesięcy poprzedzających ceremonię, nagle do mnie dotarły. Wtedy właśnie gwałtownie wstałem od stołu  i zwróciłem się do swojej ślicznej młodej żony z najgorszym pytaniem, jakie można zadać podczas podróży poślubnej.

        Co ja zrobiłem?!

Jenny wpatrywała się we mnie z przekrzywioną głową, uniesionymi ze zdziwienia brwiami, kęsem homara na widelcu i śliniakiem szeleszczącym na wietrze. Usiłowała nadać sens temu, co właśnie usłyszała. Później widelec wysunął mi się z palców, uderzając z brzękiem o talerz, czym ściągnąłem na siebie uwagę pozostałych gości. Nie dbałem jednak o to – chciałem tylko się stamtąd wyrwać i, jak śpiewała w latach osiemdziesiątych kapela A Flock of Seagulls, „uciekłem jak najdalej”. Zostawiłem moją świeżo poślubioną żonę z niedokończonym homarem, niezapłaconym rachunkiem i bardzo niepewną przyszłością. Trzy dni po ślubie. Witajcie  w małżeństwie. Oczywiście nie jest to koniec tej historii. Na jednej z ulic Honolulu zatrzymałem się dla złapania oddechu. Usiłowałem opanować panikę, przemawiając do samego siebie: „Wszystko w porządku, Hal, potrzebujesz tylko nieco przestrzeni i czasu. Musicie od siebie odpocząć. Wszystko się ułoży”. Rzecz jasna, tamtego dnia nie mogłem liczyć ani na czas, ani na przestrzeń. Jenny bowiem pobiegła za swoim świeżo upieczonym mężem i w końcu mnie dogoniła. Jako że sama czuła obezwładniającą panikę i niepewność, zaczęła na mnie krzyczeć. A ja odwróciłem się i zrobiłem to samo. „Nie wiem, czy sobie z tym poradzę! Nie wiem, czy zdołam być z tobą cały czas, i to już na zawsze! Czuję się tak, jakbym lada chwila miał stracić rozum! – krzyknąłem, gdyż właśnie utrata rozumu przytrafiła mi się na wyspie Oahu. – Rany boskie, próbuję od ciebie uciec, a ty zjawiasz się tuż za moimi plecami!”. W tym momencie dotarło do mnie, że wciąż mam na sobie idiotyczny plastikowy śliniak do jedzenia homarów, który dostałem w restauracji. Śliniak pasował do tej sytuacji jak ulał, bo niewątpliwie zachowywałem się jak dziecko. Robiłem to, na co pozwala sobie w związkach tak wielu ludzi: byłem niedojrzale emocjonalnie reaktywny. A reaktywność emocjonalna jest największym wrogiem tworzenia wspaniałych związków. Pozwólcie, że powtórzę:

reaktywność emocjonalna jest największym wrogiem tworzenia wspaniałych związków! Widzicie, reaktywność emocjonalna, którą sam nazywam „krzykiem”, nie tylko pogarsza sprawę, lecz daje dokładnie takie rezultaty, jakich nie chcemy. No bo co w tej panice starałem się osiągnąć? Próbowałem zapewnić sobie przestrzeń, której, szczerze mówiąc, potrzebują wszyscy – nawet pary w podróży poślubnej. Ale ponieważ byłem niepokojąco uwiązany przez cały okres przygotowań do ceremonii, reaktywnie uciekłem w drugie przeciwieństwo, kiedy tylko dostrzegłem pierwsze sygnały klaustrofobii. Spanikowałem i wziąłem nogi za pas. Czy jednak zyskałem przestrzeń, której tak rozpaczliwie pragnąłem? Oczywiście, że nie! Jak w ogóle mogłem na to liczyć? Jak mogłem się spodziewać, że tak niedojrzałe zachowanie jak ucieczka nie obróci się przeciwko mnie? Swoją krańcową reaktywnością właściwie kazałem Jenny, aby za mną pobiegła. Na tym polega siła krzyku. Wyzwala on jeszcze większą reaktywność zestrony współmałżonka, a to z kolei prowadzi do sytuacji, których od początku mieliśmy nadzieję uniknąć. POTĘGA KRZYKU Prawda jest taka, że wszyscy „krzyczymy” w naszych małżeństwach, ponieważ stajemy się niepokojąco reaktywni. A ta reaktywność może przybrać kilka form agresji, takich jak wrzask, złość, a nawet przemoc. Może się także przejawiać zachowaniem pasywno-agresywnym, na przykład zamykaniem się w sobie i niedopuszczaniem partnera do siebie. Mamy tu do czynienia z różnymi, lecz równie potężnymi wyrazami krzyku.  Mężowie krytykują was publicznie, a wy od razu im się odpłacacie jeszcze bardziej kąśliwą uwagą. Albo zamykacie się w sobie i nie dopuszczacie ich do siebie przez kolejny  tydzień. Żony skarżą się, że nie angażujecie się dostatecznie w prace domowe, a wy wygłaszacie obszerną tyradę obronną na temat tego wszystkiego, co robicie, żeby spłacić ten dom. A może zachowujecie się zupełnie inaczej i składacie słabym głosem obietnicę w rodzaju „tak, kochanie”, której nie macie najmniejszego zamiaru dotrzymać?  Wszystko to są przykłady emocjonalnych reakcji, odruchowych zachowań, które w danym momencie wydają nam się naturalne, jednak nie mogą one pomóc stworzyć tego rodzaju związku, jakiego w istocie pragniemy. Właśnie dlatego tyle o nich piszę. Określam je wszystkie mianem „krzyku”, ponieważ krzyk jest najpopularniejszą formą reaktywności emocjonalnej.  Jednak zrozumienie nazwy zjawiska nie jest tak ważne jak dostrzeżenie jego wpływu na nasze związki. Czy kiedykolwiek spotkaliście się ze stwierdzeniem: „Byłem tak wściekły, że nie potrafiłem jasno myśleć”? Jest w nim sporo psychologicznej prawdy. Jak zauważa doktor Robert Bolton w swojej książce People Skills (Umiejętności interpersonalne): Podminowanie emocjonalne czyni nas innymi ludźmi od tych, którymi jesteśmy w chwilach większego spokoju. Kiedy się złościmy lub jesteśmy przestraszeni, doznajemy przypływu adrenaliny, a nasza siła wzrasta o około 20%. Dopływ krwi do części mózgu odpowiedzialnej za rozwiązywanie problemów jest poważnie ograniczony, ponieważ w wyniku stresu większa ilość krwi zostaje odprowadzona do kończyn. [Poza tym zwiększona] adrenalina tłumi aktywność frontowych obszarów mózgu odpowiadających za pamięć krótkotrwałą, koncentrację, samokontrolę i racjonalne myślenie. W konsekwencji tych mentalnych procesów możemy szybko zareagować [na konflikt]: stanąć do walki lub uciec. Z drugiej strony, pogarsza się nasza zdolność do racjonalnego rozwiązania problemu.  Za każdym razem, gdy poddajemy się naturalnym obawom związanym z małżeństwem („Czy już zawsze tak będzie?”, „Czy jej w ogóle jeszcze na mnie zależy?”, „Czy on mnie zdradza?”), utrudniamy naszym mózgom sprawne funkcjonowanie.

A kiedy nasze mózgi przestają działać, zaczynamy w tej czy innej formie krzyczeć. I wiecie co? Krzyk sprawia, że te pierwotne lęki nabierają bardziej realnych kształtów.  Na przykład kiedy zaczniecie suszyć żonie głowę o to, że zbyt późno wraca do domu, szybko zauważycie, że im więcej marudzicie, tym później ona wraca, a na dodatek jest bardziej

rozżalona. Wasza reaktywność emocjonalna tylko pogorszyła sprawę, ponieważ nikt nie ma ochoty spieszyć się do domu, w którym czeka stale niezadowolony małżonek.  To samo dotyczy kwestii „Czy on mnie zdradza?”. Powiedzmy, że mąż wspomina o nowej koleżance z biura, z którą świetnie się dogaduje. Właśnie wyznaczono ich do pracy nad ważnym zadaniem, co będzie się wiązało ze spędzaniem wspólnie wielu godzin i bliskim kontaktem, więc zaczynacie się martwić. Opanowane, zgodne z naszym projektem zachowanie polegałoby na spokojnym podzieleniu się obawami z mężem, kiedy tylko one się pojawią. (A ta książka pomoże wam się nauczyć, jak tego dokonać). Jednak taka postawa jest sprzeczna z tym, co podpowiada wam lęk. Wybuchacie, oskarżając męża o zdradę i/lub o to, że was już nie kocha. Albo też zaczynacie w pasywno-agresywny sposób spędzać więcej czasu z dala od męża, szczególnie wtedy, kiedy on chce być blisko, w nadziei, że zranicie go tak samo, jak on zranił was. Możecie także – nie potrafię zliczyć, ile razy widziałem takie sytuacje – napaść na tamtą kobietę, uciekając się do wyzwisk, oskarżeń i gróźb. Jaka logiczna konkluzja wypływa z tej historii? Oczywiście taka, że jesteście mniej atrakcyjne dla męża, jest na was wściekły i coraz więcej czasu spędza w pracy, ze swoją nową koleżanką. W swojej reaktywności spowodowałyście, że teraz mąż nie ma ochoty być blisko was, chyba że z litości lub poczucia obowiązku, i, o ironio, pragnie być bliżej niej. Krzyk sprawił, że wasze obawy stały się bardziej realne.

Oto niewiarygodna siła reaktywności emocjonalnej, siła krzyku.  Postarajmy się więc zapamiętać z tej książki jedną rzecz: nauka opanowania się, kiedy wszystko wewnątrz i wokół nas skłania do krzyku, jest pierwszym i najważniejszym krokiem prowadzącym do zrewolucjonizowania związku. Zachowanie zimnej krwi zawsze położy kres reakcji reaktywnej i da początek czemuś pozytywnemu. Zawsze. Opanowanie jest podstawą rewolucyjnej formuły, którą poznacie w rozdziale trzecim. Ale chodzi nie tylko o opanowanie, lecz także nauczenie się, jak zachować spokój i jednocześnie pozostać zaangażowanym. Niektórzy z nas z łatwością panują nad sobą, najzwyczajniej w świecie uciekając od sytuacji, unikając jakiegokolwiek konfliktu. Jednak takie zachowanie nie jest zgodne z tym, czego uczymy  w Projekcie Szczęśliwe Małżeństwo. Opanowanie  i jednoczesne zaangażowanie się oznaczają zmierzenie się z konfliktem  i przedstawienie swojego stanowiska, a także sprzeciw wobec wewnętrznego krzyku i zgodę na spokojne dążenie do tego, na czym najbardziej nam zależy: szczerości i bliskości. Co najważniejsze, zachowanie zimnej krwi i poczucia więzi sprawia, że przestajemy się koncentrować na małżonku, a zaczynamy na sobie. NIE CHODZI O CIEBIE,  LECZ O MNIE Najlepszą rzeczą, jaką możecie zrobić dla swojego małżeństwa, jest nauczenie się koncentrowania na sobie. Tak, naprawdę uważam, że powinniście stać się bardziej   egocentryczni. Każde wspaniałe małżeństwo jest związkiem egocentrycznym, potrzeba bowiem w nim dwóch skoncentrowanych na sobie silnych indywidualności, które aktywnie pracują nad sobą z korzyścią dla partnera, niekoniecznie wymagając od niego tego samego. Tacy ludzie nie boją się rozłączenia ani bycia razem, lecz dbają o osiągnięcie równowagi między tymi dwoma stanami. Większą uwagę zwracają na własne zachowanie, które potrafią kontrolować, niż na zachowanie małżonka, którego na szczęście nadzorować nie mogą.

Tylko przy takim podejściu możemy doświadczyć tego, na czym tak nam zależy: prawdziwej intymności w związku z drugą oddzielną i zagadkową duszą, która świadomie dzieli z nami życie, wybory, nadzieje i marzenia. Rozumiem, że możecie nie znać takiego modelu małżeństwa. Pewnie przez całe życie byliście zasypywani naukami  o poświęceniu, kompromisach, wzajemnym spełnianiu potrzeb i ciągłym dążeniu do zgodności. W rozdziale drugim rozprawimy się z kłamliwymi teoriami wszystkich tych doradców małżeńskich, którzy koncentrują się bardziej na waszych małżonkach aniżeli na was – taka postawa jest nie tylko niewłaściwa, lecz przede wszystkim krzywdząca.

Cały poradnik tu: Projekt Szczęśliwe Małżeństwo>>>

Przyczyny niepłodności. Jak wyeliminować szkodliwe czynniki, które wpływają na płodność

Niektóre przyczyny niepłodności:

– zanieczyszczenie środowiska,

– stres i przemęczenie,

– źle dobrana dieta,

– alkohol,

– otyłość,

– palenie papierosów,

– rodzaj wykonywanej pracy.

Niepłodność i problemy z zajściem w ciąże dotykają wielu par. I jest to problem, który narasta. Stan zdrowia, styl życia i środowisko wokół nas negatywnie wpływają na płodność i możliwości zajścia w ciążę. Problemy pojawiają się zarówno u mężczyzn, jak i kobiet.

Insemin to preparat skomponowany z naturalnych składników specjalnie pod kątem pomocy z zajściem w ciążę. Składniki zawarte w Insemin MEN, takie jak witamina C, l-karnityna, cynk i wyciąg z pestek winogron, wpływają na ruchliwość plemników, pomagają im odpowiednio się rozwijać , zwiększają ilość i poprawiają ich morfologię. Skład Insemin WOMAN, oparty na wyciągu z kwiatów koniczyny, żeń-szeniu, witaminie E i kwasie foliowym, wpływa dodatnio na uregulowanie cyklu miesiączkowego kobiety, pozytywnie oddziałuje na układ hormonalny, zwiększa produkcję estrogenu i wspomaga funkcjonowanie macicy, co znacznie ułatwia zajście w ciążę i ma pozytywny wpływ na prawidłowy rozwój dziecka.

INSEMIN WOMEN

  • pozytywnie wpływa na układ hormonalny
  • reguluje cykl miesiączkowy
  • zwiększa produkcję estrogenu
  • wspomaga funkcjonowanie macicy
  • Wyciąg z kwiatów koniczyny łąkowej – wpływa na szybkość produkcji żeńskich hormonów i przyczynia się do odpowiedniego działania układu hormonalnego.
  • Witamina C – to ważny przeciwutleniacz, wpływający na płodność kobiety. Poprawia jakość śluzu szyjkowego, który ułatwia dostanie się plemnikom do komórki jajowej.
  • Witamina E – nazwana „witaminą płodności”. Usuwa wolne rodniki i korzystnie wpływa na płodność.
  • PABA – przyczynia się do zwiększenia produkcji estrogenu.
  • Żeń-szeń syberyjski – ma wpływ na poziom hormonów i odpowiednie funkcjonowanie macicy.
  • Kwas foliowy – poprawia płodność, przygotowuje organizm do poczęcia i wpływa na prawidłowy rozwój dziecka w czasie ciąży.

INSEMIN MEN

  • wpływa na ruchliwość plemników
  • zwiększa ilość i poprawia morfologię plemników
  • pomaga plemnikom odpowiednio się rozwijać
  • zwiększa produkcję spermy
  • L-karnityna – ma wpływ na ruchliwość, ilość i morfologię plemników. Pełni ważną funkcję w ich metabolizmie energetycznym. Dzięki niej plemniki mogą prawidłowo się rozwijać.
  • Witamina C – to ważny przeciwutleniacz, który jest istotny w rozwoju plemników.
  • Wyciąg z pestek winogron – usuwa z organizmu wolne rodniki, które mogą przyczyniać się do procesów ograniczających zdolność do rozrodu.
  • Maca – przyczynia się do zwiększenia ruchliwości plemników.
  • Cynk – zwiększa żywotność plemników i wpływa na funkcjonowanie prostaty. Bierze udział w procesie produkcji spermy.
  • Selen – odpowiada za prawidłową budowę i ruchliwość witki plemnika.

Jeśli marzy wam się dobre, długotrwałe małżeństwo, musicie nauczyć się zachowywać zimną krew

SUZZachowanie zimnej krwi nie oznacza prostych technik w opanowywania gniewu. Nie, w mojej książce oznacza ono życie w zgodzie ze swoim najprawdziwszym „ja” – i zdobycie się na odwagę, by otwarcie dążyć do spełnienia swoich autentycznych pragnień – nawet pośród najpoważniejszych konfliktów. Oznacza chętne i spokojne stawianie czoła naturalnym trudnościom oraz prawdziwe dojrzewanie  i zbliżanie się do siebie.  Wchodzenie w konflikty z podniesioną przyłbicą nie jest proste i wcale nie powinno takie być. Małżeństwo, którego podstawą jest namiętność, zaangażowanie i głębokie uczucie, wymaga nawiązania relacji z drugim człowiekiem w całkowicie nowy sposób. Trzeba zachowywać zimną krew w obliczu sporów, które wcześniej mogły wyzwalać w nas agresję, a także zachować wierność wobec swoich najgłębszych pragnień i odważnie się odsłaniać… niezależnie od tego, jak współmałżonek zareaguje. Na stare małżeńskie wzorce należy patrzeć w taki sposób, aby nie postrzegać ich dłużej jako dowodu niemożliwych do pogodzenia różnic, lecz raczej jako szansę przekształcenia swojego związku. Nie jest to wyprawa dla lękliwych, lecz bez wątpienia warto czekać na nagrodę. REWOLUCJA BEZ KRZYKU W książce Wychowanie bez krzyku po raz pierwszy pisałem o potędze spokoju, o tym, że trzeba zachować zimną krew i podtrzymywać więź z dziećmi, kiedy się je wprowadza w dorosłość. Koncentrując się mniej na zachowaniu dzieci, a znacznie bardziej na własnym, nauczyliśmy się,      jak przestać brać za nie odpowiedzialność i zacząć wypełniać   nasze zobowiązania wobec nich. Ta przełomowa zmiana podejścia nie miała na celu wyeliminowania naturalnych trudności – miała za to pomóc rodzicom dostrzec szansę na odzyskanie kontroli nad własną rodziną i przywrócenie równowagi w swoich domach. Na tym też opiera się idea Projektu Szczęśliwe Małżeństwo. W tej książce poproszę was  o to, byście skoncentrowali się na sobie i odzyskali spokój, a także wykorzystali naturalne małżeńskie konflikty w procesie dojrzewania i osiągania większej bliskości. W pierwszej części nauczycie się nowej, rewolucyjnej metody rozwiązywania nawet najtrudniejszych problemów. Być może wyda wam się ona irytująca czy bezcelowa, ponieważ bardzo różni się od tego wszystkiego, co do tej pory słyszeliście. Jednocześnie jest tak prosta, iż łatwo możecie zwątpić w jej przełomowość, a co za tym idzie – użyteczność. Rzecz jasna, osobiście uważam ją za niewiarygodnie ważną. Każdego dnia obserwuję skutki działania tej metody w życiu par z najprzeróżniejszymi doświadczeniami, kłopotami i wzorcami zachowań. Kiedy jedno z partnerów decyduje się z niej skorzystać, historia ich obojga rozpoczyna się na nowo, problemy znajdują rozwiązanie, a wzorce zachowań… no cóż, zmieniają się raz na zawsze.

Prawda jest taka, że nie musicie zawsze wypowiadać odpowiednich słów we właściwym momencie, by wasze małżeństwo działało bez szwanku. Nie musicie znać małżonka na wylot i całkowicie się dla niego poświęcać.  Wkrótce przekonacie się, że jedyne, co musicie zrobić, to zadbać o więcej spokoju, dojrzałości bliskości.

Projekt Szczęśliwe Małżeństwo. Zobacz poradnik>>>

6 fundamentalnych prawd na temat małżeństwa

SUZOdrzućcie fałszywe teorie na temat małżeństwa i otwórzcie się na fundamentalne prawdy:

  • Nie można utrzymać związku, kiedy się nie kontroluje własnych emocji, ponieważ największą przeszkodą na drodze do stworzenia prawdziwej więzi między małżonkami nie jest brak czasu ani wspólnych zainteresowań, lecz ich emocje. Umiejętność trzeźwego myślenia jest pierwszym i najważniejszym krokiem w stronę prawdziwej bliskości.
  • Najistotniejsze jest nie to, co was łączy, lecz to, co macie w środku, gdyż wspólne zainteresowania i jednomyślność są fundamentem powierzchownej przyjaźni, podczas gdy podstawą głębokiego, długotrwałego małżeństwa jest uczciwość wobec siebie w stale zmieniających się warunkach. 
  • Jedyną umiejętnością, której powinniście się nauczyć, jest szczere wyrażanie siebie (SWS), ponieważ prawdziwa więź opiera się na pokazywaniu słowem i czynem swojego ja (swoich myśli, upodobań, opinii, intencji), żeby partner przynajmniej miał szansę was poznać.
  • Lepiej poczuć się dotkniętym, niż niczego nie poczuć, gdyż otwarty konflikt zawsze lepiej służy prawdziwej bliskości niż tak zwane ciche dni, szczególnie jeśli zależy wam na związku pełnym ognia (a może nawet nieziemskim, pełnym krzyku seksie).
  • Jeśli pragniecie dobrego małżeństwa, musicie przejść przez ogień. Każda para, niezależnie od kultury i czasów, w jakich żyje, pokonuje wiele nieuchronnych przeszkód, a ci partnerzy, którzy potrafią zachować zimną krew i wyjść z tarapatów obronną ręką, mają największe szanse na serdeczny, bliski związek. 
  • Intymność zawsze zaczyna się od „ja”. Odważne zaprezentowanie partnerowi swojego wnętrza, najgłębszych uczuć i pragnień – krótko mówiąc, własnego „ja” – jest jedynym sposobem na osiągnięcie bliskości oraz niczym nieskrępowanej, wręcz duchowej intymności, do której wszyscy dążymy.

ZOBACZ CAŁY PORADNIK: Projekt Szczęśliwe Małżeństwo>>>

 

7 cech samca Alfa

SUZSamiec Alfa:

  1. Gotowy zaoferować pomoc, ale nie protekcjonalny.
  2. Pewny siebie, ale nie bezczelny
  3. Próżny, ale nie pyszałkowaty
  4. Dumny, ale nie arogancki
  5. Skromny, ale nie próbujący umniejszać własnego znaczenia
  6. Tolerancyjny, ale nie słaby
  7. Zaangażowany, ale wolny od obsesji

Pochodzi z: Facet 2.0. Droga do fizycznej i mentalnej przemiany w samca alfa ZOBACZ>>>

I co Wy na to, panowie i panie?!

Coaching i doradztwo zawodowe

514597d95c1cee87372db36437d8f217Podobno aż 90% ludzi nie lubi swojej pracy. Nie wszyscy jednak mają możliwość, żeby ją zmienić na inną, w której będą się lepiej czuli.

Inni z kolei będą jednak zmieniać pracę częściej, niż mogły to sobie wyobrazić wcześniejsze pokolenia. Bardzo często nie będzie to tylko miejsce pracy, ale również zawód. Po prostu nastały takie czasy…

Jak się w tym odnaleźć? Czy na pewno wiesz jakie są Twoje słabe i mocne strony zawodowe? Dlaczego źle się czujesz w aktualnej pracy? Nie zauważasz swoich dotychczasowych sukcesów? A może nie wiesz jak zmienić pracę? Jak podejść do rozmowy kwalifikacyjnej, a potem zaadaptować się w nowym miejscu? Może boisz się nowych wyzwań zawodowych?

A być w ogóle nie wiesz co chcesz robić w swoim życiu?

Jeśli jakieś pytania pojawiają się także w Twoim myśleniu, to znaczy, że może Ci pomóc coach. Taki trener w zakresie dotyczącym właśnie kariery zawodowej i pracy. Obiektywne spojrzenie, takie z zewnątrz, bez emocji, które targają Tobą i Twoimi bliskimi, może okazać się przełomem.

Może polubisz pracę? Zaczniesz odnosić w niej sukcesy. A może z sukcesem zmienisz pracę i w końcu poczujesz się na swoim miejscu?

Pamiętaj, że praca to jedna z podstawowych ludzkich aktywności. Zajmująca znaczną część naszego czasu i wpływająca na nasze samopoczucie, samoocenę, poczucie własnej wartości.

Nie warto zaniedbywać tej sfery życia, bo zemści się to i wpłynie negatywnie na całe życie i inne jego obszary.

Zobacz, to Ci nie zaszkodzi, a może pomóc>>>

Główne zasady racjonalnego odżywiania się

schudnąćPodstawowa sprawa: kontroluj liczbę spożywanych kalorii i zadbaj o to, by poprzez ćwiczenia konsekwentnie powodować w swoim organizmie deficyt kaloryczny (tym sposobem trening pomoże Ci w spalaniu tłuszczu).

 Jedzenie to paliwo na kolejną sesję treningową albo na następne 3 godziny — dostarczaj go organizmowi w kontrolowanych dawkach.

 Jedzenie zawiera materiał budulcowy dla mięśni, kości i narządów wewnętrznych, które wymagają codziennej regeneracji.

 Narzuć sobie ograniczenia w ilości spożywanych pokarmów poprzez kontrolowanie wielkości porcji.

 Komponuj potrawy w ten sposób, by zyskać poczucie sytości, mimo że będą one uboższe w kalorie.

 Każdego wieczora rób sobie sprawdzian, obliczając budżet kaloryczny wykorzystany w ciągu całego dnia: ile kalorii jadłeś, a ile spaliłeś (a także witamin, minerałów i protein).

 To Ty decydujesz: dobierz sobie jakąś metodę kontrolowania swoich postępów: strony internetowe, aplikacje na komórkę, oprogramowanie do monitorowania wagi ciała.

 Sekretem dobrego samopoczucia jest utrzymywanie odpowiedniego poziomu cukru we krwi, dzięki czemu uda Ci się utrzymać motywację.

 Jedz co 2 – 3 godziny.

 Nigdy nie mów nigdy — nie rezygnuj całkowicie ze swoich ulubionych potraw, tylko je racjonuj.

 Przez cały dzień, w tym do posiłków, pij wodę albo inne napoje o małej bądź zerowej liczbie kalorii, by dłużej zachować poczucie sytości.

 Podstawowa zasada uzupełniania zapasów energii po treningu: dostarcz organizmowi 100 – 300 kalorii w ciągu 30 minut od zakończenia treningu (pod postacią posiłku złożonego w 80 procentach z węglowodanów prostych, a w 20 procentach z protein).

Zobacz całość: 

Optymalna dieta dla biegaczy. Jedz zdrowo i biegnij po sukces Jeff Galloway, Nancy Clark>>>