Zapisuj wszystkie pomysły

514597d95c1cee87372db36437d8f217Bardzo niewielu ludzi jest w stanie skupiać się wyłącznie na wykonywanym zadaniu. Istnieje zatem duże prawdopodobieństwo, że w trakcie pracy będziesz odbiegać gdzieś myślami i że będą Ci przychodzić do głowy najróżniejsze pomysły i przemyślenia związane z innymi projektami i zadaniami, co w konsekwencji będzie Cię rozpraszać.

Nie ma sensu nawet próbować z tym walczyć (usiłowałeś kiedyś

o czymś nie myśleć? Po prostu się nie da!). Lepiej więc zapisywać swoje myśli w notatniku — papierowym lub elektronicznym. Kiedy wyrzucisz je z głowy i przeniesiesz na papier (lub ekran), mózg o nich zapomni i będziesz mógł wrócić do pracy.

Czynność: Trzymaj na biurku notatnik, żebyś zawsze mógł zapisywać myśli, które będą Ci przychodzić do głowy w trakcie pracy.

Możesz też wykorzystać program w rodzaju Evernote, aby robić

notatki na komputerze lub urządzeniu mobilnym.

Czas wykonania: Mniej niż minuta na pomysł.
Na podstawie: 

Piętrzenie nawyków. 97 małych zmian, które odmienią Twoje życie>>>


Deprywacja sensoryczna

mocne stronyZjawisko deprywacji sensorycznej

Aby dobrze funkcjonować, ludzki układ nerwowy potrzebuje w każdym momencie pewnej zdrowej dozy stymulacji bodźcowej.

Pozbawiony tej stymulacji zaczyna działać nieprawidłowo. Przypuszcza się, że w warunkach deprywacji sensorycznej, czyli w obecności monotonnych i ubogich bodźców, zaczyna produkować własną, wewnętrzną stymulację, odbieraną na poziomie świadomości jako wrażenia płynące z zewnątrz. Mówiąc wprost – jeżeli zdrowemu człowiekowi na wiele godzin zawiążemy oczy lub umieścimy go w pomieszczeniu całkowicie zaciemnionym, po pewnym czasie zacznie on doznawać halucynacji wzrokowych. Doznania te bywają tak żywe, że osoba je przeżywająca pozostaje wobec nich bezkrytyczna i z tego punktu widzenia możemy tu rzeczywiście mówić o omamach w pełnym tego słowa znaczeniu. Przypuszcza się, że zjawisko to wynika z obronnych mechanizmów układu nerwowego, który wytwarza sztuczne wrażenia zmysłowe w celu podtrzymania własnej aktywności i homeostazy (równowagi) czynnościowej w obrębie swoich struktur. Po powrocie do normalnych warunków bodźcowych człowiek poddany deprywacji sensorycznej znów funkcjonuje prawidłowo.

Ze zjawiska deprywacji sensorycznej wynikają najprawdopodobniej dobrze znane zawodowym kierowcom przypadki przeżywanych przez nich na drodze halucynacji wzrokowych. Po kilku (kilkunastu) godzinach monotonnej jazdy w ubogich bodźcowo warunkach, na przykład w nocy na autostradzie, kierowca miewa czasem niezwykłe wrażenie, że na drodze pojawiają się rozmaite przedmioty lub nawet ludzie. Znajomy kierowca ciężarówki opowiadał mi kiedyś, jak zmęczony długą i nudną jazdą samochodem, zbliżając się do skrzyżowania z przerażeniem zaczął gwałtownie hamować przed stojącą na światłach białą zastawą. Wyhamowawszy, z najwyższym zdumieniem stwierdził, że nie tylko nigdzie w pobliżu nie ma białej zastawy, ale że jest całkowicie sam na pustej drodze. Jest to dość niecodzienny, lecz nie patologiczny objaw wyraźnie wskazujący na konieczność przerwania jazdy i podjęcia co najmniej kilkugodzinnego odpoczynku. Inny znajomy, ceniony psycholog akademicki, opowiadał kiedyś o złudzeniach czy nawet halucynacjach, jakich doznawał po kilku dniach samotności w nieco monotonnym krajobrazowo środowisku górskim. Spragniony ludzkiej bliskości i towarzystwa nie mógł oprzeć się ciągle powracającemu złudzeniu, że w pobliżu słychać wesołe rozmowy wędrujących turystów, co niezmiennie okazywało się niezgodne z prawdą.

Zobacz: Zaburzenia psychiczne i emocjonalne. Przewodnik popularnonaukowy Wojciech Jerzy Imielski>>> 


Stosuj zasadę dwóch minut

514597d95c1cee87372db36437d8f217Często odkładamy nieprzyjemne zadania lub rzeczy, które nie wiążą się bezpośrednio z naszymi projektami, nawet jeśli ich wykonanie zajmie nam tylko dwie minuty. W ten sposób tworzą się zaległości, których nadrobienie zajmuje dużo więcej czasu.

Na przykład dużo korzystniej i dużo przyjemniej jest umyć po sobie talerz zaraz po jedzeniu, zamiast na koniec dnia walczyć ze zlewem pełnym brudnych naczyń.

Czynność: Jeśli dana czynność zajmie Ci maksymalnie dwie

minuty, wykonaj ją od razu i przejdź do kolejnego zadania.

Czas wykonania: Dwie minuty.

Zobacz całość: 

Piętrzenie nawyków. 97 małych zmian, które odmienią Twoje życie>>>


Jak wychować szczęśliwe dzieci

Spróbuj mnie zrozumieć - Izabela Pufal - okładkaWychowanie dziecka – w sensie psychologicznym – wcale nie zaczyna się od działań podejmowanych wobec tej nowej osoby, która właśnie pojawiła się w naszej rodzinie. Wychowanie naszego dziecka zaczęło się dawno, dawno temu. Tak dawno, jak dawno temu zaczęła się historia naszej rodziny.

Na podstawie: Jak wychować szczęśliwe dzieci ZOBACZ>>>

   Sposób wychowywania dzieci był w tej rodzinie przekazywany przez lata, z pokolenia na pokolenie. Dlatego to, jak sami wychowujemy nasze dzieci, zależy w ogromnej mierze od tego, jak nas wychowywano i w jaki sposób przetrwało to w naszej pamięci, naszym doświadczeniu.

   Gdy więc zabieramy się do wychowywania dzieci, najpierw musimy w sobie odkryć to, co psychologowie nazywają naszym wewnętrznym dzieckiem. Musimy je odkryć, odchuchać, zatroszczyć się o nie. Jeśli tego nie zrobimy, nieuchronnie będziemy przenosić na dzieci własne doświadczenia z dzieciństwa. Innymi słowy – będziemy traktować nasze dzieci tak samo, jak nas traktowano. Nawet jeśli nasze intencje będą zupełnie inne.

   Bardzo często ludzie mówią: „zrobię wszystko, żeby moje dzieci nie zaznały tego, co było moim udziałem”. Na przykład jeśli dzisiejszy ojciec czy matka byli jako dzieci zaniedbywani, opuszczeni przez rodziców – bardzo chcą o własne dzieci dbać, nie odstępują ich na chwilę, chronią je. Wydaje im się, że się o te dzieci troszczą, że ich nie zaniedbują, nie opuszczają. A w istocie fundują im takie samo doświadczenie jak ich własne. Sami jako dzieci nie doświadczyli prawdziwej troski i to, co teraz próbują dać dziecku, też nie jest troską, choć tak bardzo się starają. W psychologicznym sensie ich dziecko jest tak samo opuszczone jak oni kiedyś.

   Bo ci rodzice nie umieją naprawdę zobaczyć swojego dziecka?

   Nie mogą, nie umieją zobaczyć jego prawdziwych potrzeb. Nie umieją zobaczyć w swoim dziecku tego wszystkiego, czego i w nich kiedyś nie zobaczono. Ich nadmierna nadopiekuńczość, a co za tym idzie, i nadmierna kontrola sprawiają, że dziecko jest psychologicznie w takiej samej sytuacji jak oni kiedyś. Jest ignorowane, nie ma w rodzicach oparcia, nie ma przestrzeni do życia i rozwoju. Jest wychowywane zgodnie z teoretycznym, wymyślonym projektem, który tylko w mniemaniu rodziców stanowi przeciwieństwo tego, czego sami w dzieciństwie doświadczyli.

Niełatwo przyjąć receptę, którą proponujesz. Bo jak to – myśli ojciec czy matka – nie wystarczy, że się staram? Że czytam mądre książki? Że poświęcam na to tyle czasu? Jeszcze do tego wszystkiego mam się zająć własnym dzieciństwem, własnym „środkiem”? Po co?

   Właśnie po to, żeby to, co chcę dać mojemu dziecku, było zakorzenione w moich doświadczeniach. Żeby nie wynikało tylko z teoretycznego projektu. W tym, co sami przeżyliśmy, czegośmy doświadczyli, co „mamy w kościach”, tkwi ogromna siła. Wiedza czerpana z najlepszych książek może tylko w niewielkim stopniu zmodyfikować siłę naszego własnego doświadczenia.

   Znam wiele osób, które będą się upierać, że wystarczy różne rzeczy wiedzieć, wystarczy „używać głowy”, żeby dobrze wychować dziecko. Bez grzebania się we własnych, zwykle niezbyt przyjemnych doświadczeniach.

Wielu z nas nie chce uwierzyć, że naprawdę mamy podświadomość i nieświadomość. I że to, co przeżywamy jako świadomą część nas samych, jest tylko czubkiem góry lodowej.

   Nie chcemy uwierzyć, że póki nie zajmiemy się poszerzaniem pola własnej świadomości – tak, by obszary podświadome i nieświadome były uświadamiane, włączane w obręb tego, co możemy zrozumieć – naszym życiem kierują z ukrycia siły zupełnie nam nieznane.

   Dlatego tak ważne jest przypomnienie sobie i włączenie w obręb naszego dorosłego doświadczenia tego, co przydarzyło nam się w dzieciństwie, a o czym próbowaliśmy – często skutecznie – zapomnieć.

   Schemat jest taki: jacyś tam jesteśmy w dzieciństwie, rodzice jakoś na nas reagują i najczęściej są to dla nas doświadczenia trudne. Mało kto ma przyjemne, spokojne dzieciństwo – raczej słyszymy „nie, nie rób, nie właź, nie skacz, nie garb się…”. To budzi w nas złość, żal. Ale bardzo chcemy kochać rodziców, więc bronimy się przed przykrymi uczuciami. Spychamy te uczucia w głąb nas samych. Czy właśnie z takich zepchniętych w głąb uczuć utkany jest obraz tego, co nazywa się wewnętrznym dzieckiem? Czy to właśnie dziecko nosimy w sobie już jako dorośli?

   To, o czym mówisz, to już wewnętrzne dziecko ukształtowane przez dorosłych. Jak mówią psychologowie – represjonowane.

   I tutaj dotykamy podstawowej kwestii: światopoglądowego założenia dotyczącego natury ludzkiej, a więc i natury dziecka.

   Istnieje tradycja konserwatywna, w obrębie psychoterapii najpełniej chyba wyrażana przez ortodoksyjną freudowską psychoanalizę, stwierdzająca – w dużym skrócie – że natura tego dziecka jest podejrzana. Dziecko to coś groźnego, co trzeba usocjalizować i trzymać w ryzach, bo inaczej nie będzie z człowieka żadnego pożytku dla społeczności.

   Ale istnieje biegunowo inna koncepcja. Według niej natura dziecka jest z gruntu dobra. Wszystkie kłopoty i cierpienia, które pojawiają się w życiu człowieka, wynikają z faktu, że dziecku nie daje się żyć. Że przystosowuje się je do społeczności w nadmierny, niemądry sposób, opierając się na braku zaufania, podejrzliwości, posługując się represyjnym systemem pedagogicznym.

  Czego uczy się dziecko, które wciąż czuje brak zaufania, podejrzliwość w zasadniczych kwestiach? Podświadomie uczy się lęku przed samym sobą, uczy się nie ufać sobie, staje się wobec siebie podejrzliwe, brak mu wiary w to, co jest podstawowym, instynktownym wyposażeniem. Uczy się podejrzliwości wobec głównego źródła siły w swoim życiu. Wie, że coś w nim jest i że jest to silne, a jednocześnie uczy się, że jest to podejrzane i złe. Musi żyć w ciągłym wewnętrznym konflikcie, w stanie wewnętrznego rozdarcia. I jakże takie dziecko może być szczęśliwym człowiekiem?

   Ależ jeśli powiesz człowiekowi wychowanemu w naszej kulturze, że żyje po to, by być szczęśliwym – w głębi ducha nie przyjmie tego. A jeśli przyjmie, zaraz wpadnie w sidła konfliktu wewnętrznego. Bo wartości akceptowane w naszej kulturze to altruizm, przeciwstawiony ostro egoizmowi, to służba innym, patriotyzm. Być szczęśliwym to okropnie podejrzane. I tak wartości podtrzymujące naszą kulturę zamykają nas w kole lęku, braku zaufania, podejrzliwości wobec tego, co naturalne.

   Myślę, że największym szczęściem dla człowieka jest poczuć się wolnym. W dużym skrócie można powiedzieć, że są co najmniej dwie zasadniczo różne drogi prowadzące do tego celu.

Według pierwszej człowiek wolny to taki, który okiełzna, podporządkowuje swojej woli, całą instynktowną, popędową, intuicyjną stronę siebie. Procedura ta zakłada wewnętrzny konflikt, walkę z samym sobą. Końcowy efekt nosi znamiona wyparcia i odcięcia się od tego, co w nas żywe i spontaniczne. Ludzie, którzy wybierają tę drogę, często sprawiają wrażenie zgorzkniałych i dogmatycznych.

   Według drugiej koncepcji człowiek wolny to ten, który w pełni poznał instynktowny, popędowy aspekt swojej natury, potrafił go zasymilować, włączyć w obręb własnego doświadczenia i używać we własnym życiu. Potrafi na przykład w pełni doświadczyć wściekłości – poczuć, jak wypełnia mu ramiona, barki, brzuch. I jest w stanie energię tego uczucia pomieścić w sobie i zdecydować, czy dać jej wyraz i w jaki sposób. To samo dotyczy przeżywania rozpaczy, radości czy własnej seksualności. Taki człowiek nie boi się swoich uczuć, nie boi się siebie. Nie podejrzewa wciąż siebie samego o najgorsze.

   Takie rozumienie wolności zaowocowało w psychologii tym, co zyskało nazwę psychologii humanistycznej. Humanistycznej, bo uwalniającej człowieka od podejrzeń i walki z samym sobą.

Sprawa, o której mówimy, ma jednak nie tylko wymiar psychologiczny, ale też religijny. Odzwierciedla kontrowersje między bardzo popularną wykładnią chrześcijaństwa a buddyzmem. Buddyzm opiera się na założeniu, że natura człowieka jest doskonała, pełna i dobra, że nie wymaga żadnej obróbki, lecz przeciwnie – uwolnienia, odkrycia, przebudzenia. Taka koncepcja jest mi bliska.

   Ale ta dobra, doskonała natura przynosi też światu wiele zła, okrucieństwa, cierpienia.

   Szaleństwo tego świata to szaleństwo nas samych. To trudne wyzwanie moralne, intelektualne i duchowe, które każe się zastanowić nad tym, czy przypadkiem najbardziej uczęszczana droga ku wyzwoleniu nie prowadzi na manowce.

Pobierz 3 darmowe raporty na temat wychowania:

Imię:
Adres email:

   Wielu ludzi pomyśli w tym miejscu „Zastanowić się? Zgoda. Ale w tym szaleństwie, wśród tego okrucieństwa – być szczęśliwym? Dlaczego?”.

   Na szczęście nawet jeden prawdziwie wolny człowiek może stać się dla wielu świadectwem tego, jak bardzo zbłądzili i że istnieje droga.

No a śmierć? Czy „wypada być szczęśliwym”, skoro ona jest?

   W naszym potocznym rozumieniu świata, które jest skażone dualizmem, wszystko musi zostać podzielone: życie i śmierć, ja i nie ja, dobre i złe. Dopóki nie przekroczymy tej dualistycznej perspektywy, zrozumienie tego, czym jest życie, a tym samym, czym jest śmierć, wydaje się niemożliwe.

   Z tej perspektywy: kiedy umiera ktoś mi bliski, nie powinnam być smutna, nie powinnam cierpieć?

   Gdy ktoś odchodzi, smutek jest zrozumiały. To ludzki odruch, związany z utratą kogoś, z kim nas coś wiązało, z kim przeżywaliśmy dobre i złe chwile, kto nas chronił, był blisko nas… To jest zrozumiałe i nie trzeba tego przekraczać.

   Zatem co?

   Śmierć, szczególnie gdy dotyczy kogoś bliskiego, konfrontuje nas z niezrozumiałą i przerażającą nieuchronnością własnej śmierci, z problemem przemijania. Dlaczego się urodziłem i dlaczego umrę? To są pytania, które stają przed nami w takiej sytuacji. Na ogół uciekamy przed nimi, mimo że istnieją.

   Od tysiącleci istnieją sposoby na to, aby się nimi zająć. Wszystkie poważne praktyki duchowe służą rozwiązaniu tego problemu. Propozycje są różne i możemy wybrać taką, która nam najbardziej odpowiada. Bywa tak, że wystarcza nam droga, która budzi wiarę i nadzieję. Bywa tak, że chcemy znaleźć rozwiązanie ostateczne i wtedy podążamy stromą i prostą ścieżką, która nie wiedzieć czemu nosi podejrzaną nazwę „mistycyzmu”.

   Nasz strach przed śmiercią musi ważyć na naszych zachowaniach wobec dzieci. Bo póki nie znamy rozwiązania, póki nie uda nam się tego strachu przekroczyć, wszelkie nasze działania – także wobec dzieci – są w pewien sposób „skażone”.

   W naszych działaniach często przejawia się panika, której źródła nie jesteśmy świadomi, a która wynika właśnie z lęku przed przemijaniem.

Nadopiekuńcze postawy rodziców wobec dzieci mają swoje bardzo konkretne źródła, ale źródłem podstawowym jest ten najważniejszy lęk: przed śmiercią. „Dziecku coś się może stać, więc ja muszę je nieustannie ochraniać, a jak będę ochraniać, to ochronię”. Tak?

   Powtórzę to jeszcze raz: jeśli chcemy pomóc naszym dzieciom, pomóżmy sobie. W przeciwnym razie życie dzieci stanie się terenem zastępczej rozgrywki, zastępczym polem bitwy z naszym własnym lękiem, z naszymi nierozwiązanymi problemami. Z tym wszystkim, co jest w nas nieświadome, wyparte, za co nie jesteśmy w stanie wziąć odpowiedzialności w swoim życiu

   Czy myślisz, że po tym, co powiedzieliśmy, można się mniej bać odkrywania w sobie wewnętrznego dziecka? Bo to, że się w ogóle boimy, jest naturalne – nie znamy go przecież.

   Może tak. Ale powiedzmy jeszcze wyraźnie: wewnętrzne dziecko to metafora. To nie dziewczynka w krótkiej sukience z warkoczykami, to nie chłopiec w krótkich spodenkach.

Wewnętrzne dziecko jest tym wszystkim w nas, co wiąże się z naturalną popędowością człowieka, ze spontanicznym, naturalnym wyrażaniem uczuć, potrzeb.

   Wewnętrzne dziecko wiąże się z umiejętnością przeżywania wszystkiego – radości czy lęku – w sposób spontaniczny, głęboki, naturalny. Wewnętrzne dziecko jest tym w nas, co łączy się ze zmysłowością, seksualnością, ale i z umiejętnością stanowienia o sobie, stawiania granic, mówienia „tak” i „nie”.

   Wewnętrzne dziecko jest także tym wszystkim, co wiąże się ze świeżością i bezpośredniością doświadczania. Z intuicją i z intuicyjnym systemem wartości, który preferuje zawsze bycie tu i teraz, a nie kiedyś, potem, przedtem. Dla wewnętrznego dziecka ważne jest to, co jest teraz, co się teraz dzieje.

   Wewnętrzne dziecko wie, że najważniejsze na świecie są miłość, wolność i prawda.

       Skąd ono to wie? I dlaczego ty jesteś tego taki pewien?

   Wszystkie dzieci instynktownie reagują rozpaczą, oporem i gniewem wtedy, gdy dorośli swym zachowaniem kwestionują te wartości.

Mówisz teraz o małych dzieciach czy o tych dorosłych osobach, z którymi pracujesz od wielu lat i którym pomagasz podczas terapii dotrzeć do wewnętrznego dziecka w sobie?

   Mówię o jednych i o drugich.

   Spotykam wiele osób, które nigdy w życiu nie zaznały miłości i wolności. Zawsze towarzyszy temu rozpacz. Często zadawałem im pytanie: „Skoro nigdy tego nie zaznałeś, to skąd rozpacz? Skąd wiesz, za czym tęsknisz?”. Odpowiedź była zawsze prosta „Po prostu wiem. Wiem, że to nie powinno tak być. Wiem, czuję, że stała mi się wielka krzywda, że obrabowano mnie z moich przyrodzonych praw”. Z prawa do bycia kochanym, prawa do kochania, prawa do wolności i prawdy.

   Czy twoje wieloletnie doświadczenie terapeutyczne można podsumować tak właśnie: cierpimy przede wszystkim dlatego, że nie dostajemy od swoich rodziców miłości, wolności i prawdy?

   Tak. Wynika to z podstawowego założenia naszej kultury – że dziecko jest czymś podejrzanym. Ktoś, kto jest podejrzany, a więc w gruncie rzeczy zły, nie zasługuje na traktowanie w duchu prawdy, miłości i wolności. Nasza instynktowna rodzicielska miłość jest nieświadomie filtrowana przez podstawowy aksjomat o podejrzanej naturze człowieka… I tak to się przenosi z pokolenia na pokolenie, ponieważ każdy z nas, rodziców, też był w dzieciństwie takim podejrzanym osobnikiem. Błędne koło.

   Pojawia się więc pytanie, jak to błędne koło przerwać? I tu wracamy do początku naszej rozmowy, do tego, żeby z całą czułością i troską, na jaką nas stać, zająć się naszym wewnętrznym dzieckiem. Znaleźć okoliczności, sytuację, dzięki której sami będziemy mogli załatwić tę sprawę. Dać własnemu wewnętrznemu dziecku to, czego nie miało okazji dostać od swojego otoczenia, gdy było dzieckiem.

   Mówisz „zrobić to dla siebie” i brzmi to krótko, prosto. Ale oboje wiemy, że po pierwsze – czasem jest to długi proces, a po drugie – nie zawsze da się to zrobić w samotności. Potrzebny jest terapeuta lub grupa terapeutyczna, czyli grupa ludzi, którzy spotykają się po to, aby dzielić się swoimi trudnymi doświadczeniami i pomagać sobie w rozumieniu i przekraczaniu ograniczeń, będących rezultatem tych doświadczeń. Często do terapeuty jest za daleko, często brakuje nam pieniędzy. Czy jest jakiś bezpieczny sposób, by zająć się tym w samotności, samemu?

   To rzeczywiście trudne i zależy przede wszystkim od tego, jak bardzo nasze wewnętrzne dziecko było przez dorosłych ograniczane…

   Może jednak spróbuj podsunąć jakiś sposób, by czytelnik tej książki zobaczył w sobie tę dziewczynkę z warkoczykami czy chłopca w krótkich spodenkach, żeby mógł wykonać jakiś wewnętrzny ruch w stronę tej osoby, jeśli ma na to ochotę. Zdaje się, że jestem teraz trochę nadopiekuńcza – pewnie dlatego, że nie doświadczyłam kiedyś prawdziwej troski – i bardzo bym chciała zadbać o to, żeby nasz czytelnik nie wystraszył się, nie rzucił tej książki do kąta. Więc czy możesz zaproponować coś, co byłoby bezpiecznym początkiem drogi?

   Ten wewnętrzny ruch nie musi być niczym skomplikowanym. Można na przykład spróbować zdać sobie sprawę z ograniczeń związanych z wyrażaniem uczuć. Zadać sobie pytanie: „Czy ja potrafię się śmiać, czy potrafię krzyczeć, szaleć z radości, czy potrafię naprawdę płakać, tak jak płaczą dzieci – bez zahamowań, bez połykania płaczu? Czy potrafię wyrażać miłość i ciepłe uczucia, tak jak to robią dzieci? Czy potrafię, tak jak dzieci, ufnie oddać się jakiejś sytuacji albo ufnie przytulić się do kogoś?”.

   Moja młodsza córka wchodzi czasem o pokoju, w którym ja coś robię, i z nieprawdopodobną radością mówi do mnie: „Jestem”. Mnie by do głowy nie przyszło przyjść tak do kogoś i obwieścić to z taką naturalnością.

   Spróbuj się od niej tego nauczyć.

   A wracając do naszych pytań – jeśli na któreś z nich odpowiemy: „Ja nie potrafię, bo mi tego nie wolno, bo się boję, bo to jest niewyobrażalne, niekulturalne czy jeszcze inne, bo tak się nie robi…”, to wszystkie te odpowiedzi wskazują, że jakiś ważny aspekt naszego wewnętrznego dziecka został w przeszłości mocno ograniczony. Można też zacząć przyglądanie się naszemu wewnętrznemu dziecku od innej strony. Można spojrzeć na swoje autodestrukcyjne przyzwyczajenia i zadać sobie pytanie: „Czy ja w ogóle umiem troszczyć się o siebie i jak ja się o siebie troszczę?

Czy potrafię tak organizować sobie życie, żebym mógł spać, odpoczywać, kiedy jestem zmęczony? Czy mam czas, żeby pobyć na świeżym powietrzu? Czy mam czas, żeby trochę pobiegać, pograć w coś, porobić głupstwa? Czy mam czas żeby pobyć z ludźmi, którzy mnie kochają? Czy potrafię zadbać o swoje pożywienie i o to, aby się nie truć – na przykład nikotyną czy alkoholem?”.

   Kiedy zadamy sobie takie lub podobne pytania, z reguły okazuje się, że nasze wewnętrzne dziecko jest bardzo zaniedbane.

   A ten, kto stawiał pytania, często zaczyna płakać?

   Czasami tak. Dochodzą do głosu uczucia, które przeżywaliśmy w dzieciństwie. Rozpacz zdrady, zaniedbania, odrzucenia, upokorzenia.

   Więc gdyby ktoś płakał, odpowiadając sobie na te pytania, to dobrze?

Tak, bo dociera do zrozpaczonego dziecka w sobie, odbiera pierwszy ważny sygnał, że to dziecko wciąż jest i czegoś potrzebuje. Że trzeba się nim zająć, wysłuchać go, poświęcić mu trochę czasu. Zauważyć je.

Na podstawie: Jak wychować szczęśliwe dzieci ZOBACZ>>>


Złudzenia zmysłowe

zadowolonaLudzki system poznawczy jest wysoce zaawansowanym biologicznie mechanizmem, w normalnych warunkach umożliwiającym orientację w otaczającym świecie, gromadzenie i przechowywanie wiedzy o nim oraz aktywne i twórcze tego świata przekształcanie.

Ostatecznym odbiorem i analizą wszelkich informacji płynących ze świata zewnętrznego zajmuje się ośrodkowy układ nerwowy (OUN).

Pełni on rolę centralnego zarządcy wszelkich innych wchodzących w skład ludzkiego organizmu układów i, metaforycznie: jest odpowiednikiem centralnego procesora w komputerze multimedialnym.

Narządy zmysłów stanowią pierwszą bramkę, przez którą przechodzi każda płynąca ze świata fizycznego informacja. Zarówno w samej informacji, jak i w pracy narządów zmysłów zdarzają się drobne nieprawidłowości i przekłamania powodujące, że powstające w OUN wrażenie nie do końca odpowiada rzeczywistemu zdarzeniu czy zjawisku. W taki sposób powstają rozmaite złudzenia: wzrokowe, słuchowe, dotykowe, węchowe czy smakowe. W przypadku człowieka zdrowego psychicznie prędzej czy później (zazwyczaj zresztą prędzej niż później) następuje krytyczna refleksja i konstatacja, że zaobserwowane zjawisko było tylko złudzeniem, rzeczywistość zaś ma się zgoła inaczej. Zdrowy układ nerwowy jest poza tym wyposażony w wypracowane w toku ewolucji zaawansowane mechanizmy kontrolne i korekcyjne, umożliwiające ocenianie na bieżąco rzeczywistości zmysłowej i skuteczne odróżnianie prawdy od fałszu.

Warto tutaj rozróżnić złudzenie i halucynację (omam): złudzenie jest natychmiast jednoznacznie oceniane jako fałszywe, halucynacjom zaś nie towarzyszy krytyczny osąd prowadzący do przekonania o ich nieprawdziwości (więcej na ten temat w rozdziale dotyczącym psychoz, patrz także rozdział Podręczny słownik psychopatologii).

Nieco anegdotycznie można powiedzieć, że pacjent skarżący się lekarzowi: „Panie doktorze, mam dziwne halucynacje” zdradza jednocześnie, że tak naprawdę nie doświadcza omamów.

Zapisz się na newsletter:
Imię:
Adres email:

Do najpowszechniej występujących złudzeń należą bez wątpienia złudzenia wzrokowe. Liczne rodzaje najpowszechniejszych „przywidzeń” znane są najprawdopodobniej każdemu z życia codziennego.

Wystarczy podać przykład złudzenia kałuży wodnej na suchej drodze, częstego zwłaszcza w słoneczną pogodę – z pewnej odległości wydaje się nam, że na drodze znajduje się kałuża, w której odbijają się nawet jak w lustrze pobliskie przedmioty. Im bliżej owej „kałuży”, tym wyraźniej widać, że droga jest sucha i czysta.

Wrażenie to spowodowane jest szczególnym zjawiskiem optycznym i jest doskonałym przykładem złudzenia wzrokowego, wobec którego wszyscy jesteśmy zazwyczaj krytyczni.

Inną kategorią niezwykłych zjawisk wzrokowych są tzw. powidoki.

Jako przykład można podać wrażenie optyczne powstające bezpośrednio po spojrzeniu wprost na świecącą żarówkę – długo

potem w polu widzenia utrzymuje się jasny i wyraźny obraz żarzącego się łuczywa. Zjawisko to jest najprawdopodobniej spowodowane pewną bezwładnością procesów nerwowych – silne pobudzenie wzrokowych narządów zmysłowych utrzymuje się przez jakiś czas po ustaniu bezpośredniej stymulacji bodźcowej. Szczególnym przykładem powidoku jest wrażenie przemieszczania się nieruchomego otoczenia, jeśli obserwator siedzi w pojeździe, który zatrzymał się po długim czasie ruchu. Można tego doświadczyć zwłaszcza w pociągu – jeżeli pasażer przez dłuższy czas obserwował otoczenie za oknem, po zatrzymaniu się pociągu na stacji odnosi wrażenie,że ziemia i inne widoczne elementy krajobrazu przemieszczają sięw kierunku przeciwnym do tego, w którym poruszał się pociąg.

Innych przykładów złudzeń wzrokowych można by podać wiele.

Złudzenia, jakich doświadczamy w życiu codziennym, dotyczą też innych zmysłów. Niewątpliwie każdemu z nas zdarza się słyszeć dziwne dźwięki, melodię lub odgłosy przypominające rozmowę, gdy w najbliższym otoczeniu nie ma źródeł mogących generować bodźce tego rodzaju. Mówimy wówczas, że „coś nam się przesłyszało”.

Podobnie jak złudzenia wzrokowe, zjawiska takie są normalnym stanem rzeczy i nie powinny nikogo niepokoić. To samo można powiedzieć o drobnych wrażeniach dotykowych, węchowych czy smakowych. Należy pamiętać, że każdy z nas ma w układzie nerwowym nieskończoną niemal liczbę zakodowanych informacji, na przykład na temat smaku i zapachu potraw czy substancji chemicznych, i że wrażenie tak naprawdę nigdy nie powstaje w ustach, w nosie czy na skórze, ale zawsze w odbiorczych i kojarzeniowych obszarach ośrodkowego układu nerwowego. Stąd, nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której pewne okolice kory mózgowej z różnych przyczyn generują spontaniczną aktywność elektryczną – wrażenie powstaje wówczas zupełnie niezależnie od cech obiektywnej, otaczającej nas w tym momencie rzeczywistości zmysłowej. Z tematem tym łączy się także zjawisko synestezji, czyli przenikania się zmysłów – wystarczy zwrócić uwagę na przypadki, kiedy widząc zdjęcie znanej potrawy przez ułamek sekundy czujemy jej zapach, a nawet smak. Jest to doskonały przykład wpływu bodźców wzrokowych na wrażenia smakowe i zapachowe. Wrażenie zapachu i smaku powstaje tu zupełnie bez udziału substancji chemicznych, które w normalnej sytuacji uzasadniałyby przeżywane odczucia zmysłowe.

Na podstawie: Zaburzenia psychiczne i emocjonalne. Przewodnik popularnonaukowy Wojciech Jerzy Imielski >>> 


Panie doktorze, czy ja jestem normalny?

emocje„Panie doktorze, czy ja jestem normalny?” – problem nieprawidłowości psychologicznego funkcjonowania u ludzi zdrowych psychicznie Tak, tak – odpowiedział Faria z gorzkim uśmiechem – tak, to ja uchodzę za wariata; moim to kosztem bawią się od dawna tak wyśmienicie mieszkańcy tego więzienia i byłbym igraszką dla dziatwy, gdyby dzieci przemieszkiwały w tym siedlisku beznadziejnej męki. Aleksander Dumas, Hrabia Monte Christo Zarówno w psychologicznej, jak i lekarskiej praktyce klinicznej, a nawet w sytuacjach prywatnych zdarza się często, że pacjent, członek rodziny pacjenta lub inna osoba wyraża obawy o stan własnego zdrowia psychicznego. Ludzie martwią się czasem stanem swoich władz umysłowych, obserwując u siebie niepokojące i dziwne w ich mniemaniu objawy.

W rzeczywistości należy pamiętać zwłaszcza o tym, że krytycyzm chorobowy i niepokój o własne zdrowie niezwykle rzadko występują u osób rzeczywiście zaburzonych psychicznie. Ujmując rzecz kolokwialnie: sam fakt, że dana osoba martwi się swoim stanem psychicznym wskazuje, że najprawdopodobniej nie dzieje się z jej psychiką nic szczególnie groźnego – będzie o tym mowa m.in. w rozdziale dotyczącym zaburzeń psychotycznych. Niemniej jednak nie należy lekceważyć drobnych, niepokojących stanów pogorszenia funkcjonowania psychologicznego, zwłaszcza jeżeli nie ustępują przez dłuższy czas lub gdy w sposób istotny utrudniają radzenie sobie w codziennych sytuacjach życiowych. Zazwyczaj bywa tak, że chory trafia do specjalisty za namową, pod naciskiem lub wręcz pod przymusem ze strony najbliższych bywają jednak i tacy pacjenci, którzy sami zgłaszają się do lekarza czy psychologa, dotyczy to jednak raczej zaburzeń emocjonalnych „lżejszego kalibru”.

W tym rozdziale zostaną szczegółowo opisane przypadki drobnych i niegroźnych, a jednocześnie często niepokojących dla przeżywającej je osoby zaburzeń w zakresie funkcjonowania psychologicznego. Podane przykłady wydadzą się zapewne znajome i bliskie wszystkim Czytelnikom. Wynika to z faktu, że nie ma na świecie osoby całkowicie wolnej od problemów natury psychicznej czy emocjonalnej, podobnie jak – z drugiej strony – nie istnieje człowiek całkowicie i do reszty zaburzony psychicznie, osoba, w której kondycji mentalnej nie istniałyby obszary względnie dobrego przystosowania i funkcjonowania. W szerszej perspektywie pojawia się w tym momencie odwieczny dylemat „jeszcze zdrowie czy już choroba?”, czyli pytanie o granicę pomiędzy zdrowiem a chorobą psychiczną. Tak naprawdę dylemat ten bywa często nie do rozwiązania – na nieskończonym kontinuum procesów i zjawisk psychicznych, uczuciowych i duchowych istnieje bowiem taka rozmaitość najróżniejszych przypadków i możliwości, że niejednokrotnie nie jesteśmy w stanie z całą pewnością stwierdzić, czy mamy do czynienia ze stanem prawidłowym czy patologicznym.

12ee1f93969946fb1d2f1b907ae26d39Granica pomiędzy zdrowiem a zaburzeniami psychicznymi jest bowiem zawsze płynna i nieostra. Warto także podkreślić, że to, co w danym kraju czy kręgu kulturowym, a nawet środowisku uznawane jest za nieprawidłowe czy chorobliwe, niekoniecznie musi takie być w innej kulturze i odwrotnie. Jako przykład podać można chociażby gotowość czy skłonność do dokonywania samookaleczeń – w kulturze europejskiej takie tendencje uważane są za objaw poważnych zaburzeń emocjonalnych, istnieją jednak narody, w których rozmaite akty autoagresji są elementem zaawansowanych praktyk religijnych i duchowych o głębokim znaczeniu i sensie i jako takie są zjawiskiem nie tylko normalnym, ale i pożądanym. Stąd, ani na gruncie psychologii, ani medycyny do dziś nie zostało stworzone żadne precyzyjne narzędzie pomiarowe, które w przypadkach spornych i niepewnych, a o takich tu mowa, pozwalałoby udzielić jasnej i jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o to, czy w przypadku konkretnej osoby badanej drobne nieprawidłowości są już stanem chorobowym i wymagają interwencji specjalistycznej, czy też mamy do czynienia z chwilowym i przemijającym obniżeniem sprawności umysłowej.

W psychologicznej diagnostyce klinicznej specjaliści posługują się zazwyczaj mniej lub bardziej zaawansowanymi i skomplikowanymi metodami testowymi, pozwalającymi na, ściślejszą niż wywiad i obserwacja, ocenę ewentualnych dysfunkcji w zakresie funkcjonowania psychologicznego. Rola tych narzędzi jest jednak raczej pomocnicza – pozwalają one na skrócenie i uproszczenie psychologicznego procesu diagnostycznego oraz na uzyskanie usystematyzowanych i konkretnych danych na temat konstrukcji osobowościowej i kondycji mentalnej badanego pacjenta. Nie należy bowiem zapominać, że ludzka natura i konstrukcja psychiczna są zagadnieniami zbyt skomplikowanymi, zmiennymi i wieloaspektowymi, by można było je badać i opisywać w kategoriach bezwzględnych i jednoznacznych. Tak wśród pacjentów, jak i wśród uczestników badań, a nawet wśród specjalistów innych niż psychologia dyscyplin naukowych powszechne jest natomiast oczekiwanie, że wynik psychologicznego badania kwestionariuszowego, zazwyczaj przedstawiony w formie efektownego wykresu (nazywanego psycho- lub profilogramem), pozwoli udzielić precyzyjnej odpowiedzi na pytanie o wszelkie psychologiczne cechy i obszary ewentualnych zaburzeń zainteresowanego. Również wielu diagnostom towarzyszy przesadna ufność i wiara w nieomylność psychologicznych narzędzi pomiarowych.

Tymczasem podkreślić należy, że narzędzia te są niezwykle podatne na najrozmaitsze przekłamania i zafałszowania, zaś otrzymany w wyniku badania rezultat należy traktować wyjątkowo ostrożnie i w ramach podejmowanej interpretacji łączyć otrzymany wynik z wiedzą pochodzącą ze wszelkich innych dostępnych źródeł informacji, takich jak wywiad, obserwacja, rozmowa z najbliższymi osobami pacjenta i inne. Tylko przyjęcie odpowiednio szerokiej i popartej rzetelną teoretyczną i praktyczną wiedzą o ludzkiej naturze (a zwłaszcza o zaburzeniach psychicznych) perspektywy badawczej daje szansę uzyskania możliwie jasnego i użytecznego obrazu sytuacji. Wracając do drobnych nieprawidłowości psychologicznych u ludzi zdrowych, należy przede wszystkim jeszcze raz podkreślić, że nie istnieją jednostki całkowicie wolne od problemów natury psychicznej czy duchowej. Z drugiej strony doświadczenie codzienne uczy, że niektóre osoby radzą sobie w życiu znacznie lepiej niż inne. Zdarzają się nawet ludzie sprawiający wrażenie psychologicznie doskonałych – są to osoby dojrzałe, dobrze przystosowane, o jednolitej i zintegrowanej strukturze osobowości i wypracowanych skutecznych psychologicznych mechanizmach radzenia sobie z przeciwnościami losu.

Szczegółowy opis cech dobrego przystosowania psychologicznego zawarłem w rozdziale dotyczącym podstawowych zasad higieny psychicznej. W tym miejscu zapewnię tylko, że również takie osoby miewają momenty gorszego samopoczucia, załamania odporności emocjonalnej czy poczucia zupełnej bezradności w obliczu trudnej sytuacji życiowej.

Problem nie polega więc na tym, co zrobić, żeby nie mieć problemów natury psychologicznej – taka sytuacja jest niemożliwa, a z pewnych względów nawet niepożądana – lecz na tym, jak skutecznie radzić sobie w sytuacjach zagrożenia zdrowia i równowagi psychicznej. Podsumowując, należy powiedzieć, że najbardziej użyteczną i praktyczną kategorią oceny własnej kondycji psychicznej jest kategoria jakości radzenia sobie w różnych sytuacjach życia codziennego – problem zaczyna być niepokojący wówczas, kiedy w znacznym stopniu utrudnia lub uniemożliwia codzienne funkcjonowanie. Nie mniej ważna jest odpowiedź na pytanie, czy obserwowane zaburzenia powodują cierpienie i dyskomfort osoby je przeżywającej lub kogoś z otoczenia. Jeżeli pokonanie problemu lub przetrwanie trudnego okresu wykracza poza zdolności adaptacyjne danej osoby, nieuchronnie dochodzi do zaburzenia stanu psychicznej homeostazy (równowagi) organizmu. To z kolei pociąga za sobą mniej lub bardziej poważne załamanie się ludzkich możliwości przystosowania i wówczas konieczna staje się interwencja psychologiczna i/lub medyczna. Warto dodać, że gotowość do zwrócenia się o wsparcie i korzystania z pomocy specjalistycznej też jest pewnym wskaźnikiem dojrzałości i zaradności życiowej – osoba zagrożona ma pełne prawo i obowiązek szukać rozwiązania swoich trudności, wykorzystując wszelkie dostępne zasoby i środki. Niestety – w społeczeństwach cywilizowanych do dzisiaj pokutuje czasem przekonanie, że człowiek zwracający się o pomoc do psychologa, czy – nie daj Boże! – psychiatry, jest osobą słabą, nieradzącą sobie, która w pewien sposób zawiodła. Przekonanie to powoli, ale skutecznie zmienia się zresztą, podobnie jak zmienia się epidemiologia zaburzeń psychicznych i emocjonalnych. Problemy natury psychologicznej w cywilizowanym świecie stają się coraz bardziej powszechne, coraz częściej też ludzie się- gają po pomoc specjalistyczną. Na przestrzeni dziejów ludzkiego gatunku nieodłączne problemy i bolączki życia codziennego zawsze skłaniały ludzi do szukania rady czy wsparcia u osób w tym wyspecjalizowanych, niezależnie od tego, czy był to szaman plemienny, ksiądz, lekarz czy psycholog. W razie jednak, gdy człowiek radzi sobie w życiu codziennym świetnie, a pomimo tego jest zaniepokojony stanem swoich władz umysłowych, warto poznać podstawowy zestaw powszechnych i popularnych, drobnych dysfunkcji psychologicznych niebędących wskazaniem do poszukiwania wsparcia specjalistycznego. W dalszej części rozdziału zawarto opis i zwięzłą analizę takich stanów.

Na podstawie: 

Zaburzenia psychiczne i emocjonalne. Przewodnik popularnonaukowy Wojciech Jerzy Imielski  Zobacz>>>


Kontroluj czas poświęcany na różne czynności

zadowolonaCzy zdarzyło Ci się kiedyś, że pod koniec dnia miałeś wrażenie, że pracowałeś cały dzień, ale efektów nie widać? Większość ludzi jest przekonanych, że poświęca na pracę znacznie więcej czasu niż w rzeczywistości, podczas gdy tak naprawdę zaskakująco dużą jego część marnują na różne niewymagające myślenia aktywności.

Kontrolując czas, zaczynasz mieć większą świadomość tego, na co tak naprawdę go poświęcasz, i możesz dostrzec w swoim codziennym zachowaniu pewne powtarzające się wzorce, które zmniejszają Twoją wydajność.

Czynność: Masz do dyspozycji różne aplikacje śledzące upływ czasu lub możesz po prostu zapisywać, o której godzinie zaczynasz daną aktywność i o której ją kończysz.

Zapisz się na newsletter:

Imię:
Adres email:

RescueTime4 to bardzo przydatne oprogramowanie, które śledzi, w jaki sposób spędzasz czas przy komputerze. Działa w tle i wysyła na koniec tygodnia raport, który wyszczególnia, ile czasu spędziłeś na użyciu różnych programów i stron. Mówiąc bardzo łagodnie: taka informacja otwiera oczy.

Czas wykonania: Jeśli korzystasz z aplikacji, wystarczy, że ją

uruchomisz i możesz o niej zapomnieć. Zapisywanie zadań w ciągu całego dnia zajmie Ci zapewne maksymalnie pięć minut.

Na pdstawie: Piętrzenie nawyków. 97 małych zmian, które odmienią Twoje życie>>>


Stres męski

emocjeStresy typowe dla mężczyzn, niezależnie od tego, czy ich objawy są widoczne jak na dłoni, czy też oddziałują z ukrycia i niepostrzeżenie, wiążą się z pięcioma obszarami:

Organizm

Dla chłopców liczą się wzrost, waga i sprawność fizyczna (przede wszystkim jednak – jak pokazują to wszystkie badania – wzrost). Dodajmy do tego troskę młodych mężczyzn o własne możliwości seksualne i troskę mężczyzn w wieku średnim o to, czy mają dostatecznie dużo wigoru. Innym przedmiotem troski jest własne zdrowie. I nie bez powodu. Mężczyźni, mimo że są silni fizycznie, niekoniecznie żyją długo. Liczba poczętych chłopców jest większa niż liczba poczętych dziewczynek, ale odsetek śmiertelności płodów męskich jest wyższy niż żeńskich – ten wzorzec śmiertelności dotyczy wszystkich przedziałów wieku. Gdy mężczyźni przekraczają sześćdziesiąty piąty rok życia, kobiety przewyższają ich liczebnie o 33%!

Praca

Już od najwcześniejszych lat większość chłopców zmaga się z pytaniem dotyczącym tego, kim chce być, kiedy dorośnie. Nie jakim chce się stać człowiekiem ani w jaki sposób ma żyć, ale właśnie kim być. Wizja przyszłej kariery i przygotowania do niej mogą im całkowicie przesłonić horyzont. Źródło dochodu często staje się dla mężczyzny także źródłem tożsamości zewnętrznej, a sukces finansowy staje się miarą oceny własnej wartości. Chłopcu od najmłodszych lat wpaja się, że powinien pracować na rodzinę, być produktywny, dokonywać wyborów i panować nad każdą sytuacją. Kiedy jest już mężczyzną, a w pracy pojawiają się nieprzewidziane okoliczności lub coś wymyka się spod kontroli, kiedy upragnione potwierdzenie sukcesu nie nadchodzi, kiedy oczekiwaniom brak realizmu, co w rezultacie się pojawia? Stres! A kiedy jedyną odpowiednią decyzją byłaby rezygnacja z chęci panowania nad wszystkim, mężczyzna zaś nie jest w stanie jej podjąć – jeszcze większy stres!

 Rodzina

 Jak to jest zostać mężem po dwudziestu i więcej latach przyuczania do roli syna? Jak to jest zostać ojcem raz, dwa, a nawet trzy razy w ciągu zaledwie dziesięciu lat, kiedy to z szeregowego pracownika firmy ktoś przeobraża się w osobę pracującą na własny rachunek i w końcu posiadającą własny dom? Jak to jest, gdy otrzymuje się prawo do „odwiedzania” własnych dzieci, kiedy się żyje już z kimś innym? Bycie mężem i ojcem w XXI wieku jest zjawiskiem nader nieprzewidywalnym i może się wiązać z poważnymi wyzwaniami natury fizycznej, psychicznej i finansowej.

Życie osobiste

Kompulsywna potrzeba współzawodnictwa, przekonanie, że w danym wieku powinno się już w życiu osobistym i zawodowym osiągnąć to czy tamto, presja, by zapewnić byt rodzinie, strach przed impotencją, chorobą i śmiercią – wszystko to są typowe źródła męskiego stresu. Niestety większość mężczyzn nie ma pojęcia, jak bardzo są one typowe. Lata wysłuchiwania: „musisz być mężczyzną” i „powinieneś polegać przede wszystkim na sobie” mogą zaowocować latami stoicyzmu i kanalizowania emocji bądź zupełnego braku zaangażowania emocjonalnego (w Stanach Zjednoczonych na przykład po tragedii z 11 września pojawiło się wyraźne oczekiwanie, by przeciętny mężczyzna był silny i odważny). Wiara we własne siły wydaje się ważniejsza niż posiadanie powierników. Stąd wynika pragnienie, by radzić sobie bez pomocy innych, które powstrzymuje mężczyzn przed szukaniem porady u terapeuty. Wielu mężczyzn, którzy odpowiedzieli na moją ankietę, właśnie terapii, obok operacji i śmierci, bało się najbardziej. Gdy mężczyzna nie chce rozmawiać o swoich osobistych problemach, wkrótce stają się one problemami głęboko skrywanymi, przez co jeszcze bardziej zaprzątają jego umysł i w większym stopniu go izolują.

Sytuacja na świecie

Wielkie ataki terrorystyczne z początku XXI wieku zmusiły mężczyzn do myślenia o swoim miejscu w świecie. Nagle takie sprawy, jak koszt nowego samochodu dla żony albo szkolne oceny dzieci, stały się mniej ważne wobec zagrożeń zewnętrznych, które mogą zmazać czyjeś życie równie łatwo jak wiadomość zapisaną kredą na tablicy. Ochrona własnej rodziny stała się dla mężczyzn priorytetem, kobiety natomiast – jak wynika z relacji w mediach – zaczęły przywiązywać mniejszą wagę do ich wrażliwości, a bardziej doceniać ich odwagę.

Na podstawie: Stres męski – nowe spojrzenie Georgia Witkin>>>


Inteligencja serca

szczescie 1Inteligencja serca to umiejętność rozwiązywania problemów, jakie niesie życie, inni ludzie, nagłe pojawienie się bolesnych doświadczeń, cierpienie, choroby, a także obecność śmierci. Aby inteligencja emocjonalna mogła się w pełni rozwinąć, wymaga dobrego panowania nad lękiem, złością i smutkiem, w które obfituje codzienne życie.

   Inteligencja serca pozwala stawić czoła wyzwaniom człowieczeństwa, pozwala nam się rozwijać, nadać sens życiu, łagodzić konflikty z innymi, pokonywać codzienne trudności życia z odwagą i mądrością. Pomaga nam ona zrealizować plany, znaleźć własną drogę oraz spełnienie. Jest niezwykle ważna na co dzień oraz w przełomowych momentach życia.

Inteligencja społeczna jest oczywiście bardzo silnie związana z inteligencją emocjonalną, ale celowo wprowadzam tutaj rozróżnienie. Zdolność do tworzenia więzi i ich utrzymywania, do kochania, do budowania związków oraz do ich podtrzymywania, do rozumienia innych, a także do rozwiązywania konfliktów będzie tematem mojej kolejnej książki. W niniejszej pracy skoncentruję się na inteligencji emocjonalnej.

Pobierz 3 darmowe raporty na temat wychowania:

Imię:
Adres email:

   Szanować emocje dziecka to pozwolić mu, aby czuło, kim jest, aby miało świadomość samego siebie tu i teraz. Oznacza traktować je podmiotowo, pozwolić mu być innym niż my sami. To traktować je jak osobę, a nie jak przedmiot, to dać mu możliwość udzielenia własnej odpowiedzi na pytanie „kim jestem?”. To pomagać mu się realizować, pozwolić mu dostrzec jego „dzisiaj” w relacji z jego „wczoraj” i „jutro”, to pozwolić mu być świadomym jego możliwości, mocnych i słabych stron, to pozwolić mu zobaczyć, jak idzie naprzód własną drogą.

Dzieci uczą się przede wszystkim od rodziców. Postawa wychowawcza w stosunku do dziecka ma decydujące znaczenie w rozwoju jego inteligencji emocjonalnej. Dziecko naśladuje rodziców i zwykle spontanicznie podąża za ich przykładem bardziej niż za ich radami!

   Nieświadome przekazy mają taką samą siłę oddziaływania, jeśli nie większą, co nasze świadome czyny czy wypowiedzi.

   Pomagając dzieciom w rozwinięciu ich EQ („ilorazu” inteligencji emocjonalnej), nie zapominajmy o rozwijaniu własnego. Pomagać dziecku wzrastać to znaczy dbać też o własny wzrost. Nasze dzieci są zwierciadłami naszej wewnętrznej rzeczywistości, a także każą nam skonfrontować się z naszymi ograniczeniami i uczą nas kochać. Są wspaniałym przewodnikiem duchowym, choć tak rzadko ich słuchamy.

   Posiadać inteligencję serca to umieć kochać i budować siebie poprzez różne życiowe doświadczenia.

Na podstawie: W sercu emocji dziecka Isabelle Filliozat>>>

 


Pracuj w niewielkich blokach czasowych

coachingJak już mówiłem, nasze mózgi nie reagują zwykle zbyt pozytywnie na myśl o dużych, trudnych zadaniach. Możemy jednak przechytrzyć samych siebie i sprawić, że zadania te staną się bardziej przyjazne, dzieląc je na mniejsze porcje. Jeśli powiesz sobie, że będziesz pracować przez trzy godziny, Twój umysł się zbuntuje i z dużym prawdopodobieństwem zaczniesz odkładać sprawę w czasie. Lepiej podzielić pracę na mniejsze bloki, przedzielone przerwami.

Technika Pomodoro to chyba najbardziej znana wersja tej metody.

Polega ona na tym, aby po 25 minutach pracy zrobić sobie pięć minut przerwy. Jednak nie u każdego sprawdzi się akurat 25 minut, warto więc eksperymentować i przekonać się, kiedy Twoja koncentracja słabnie.

Czynność: Nastaw minutnik na 25 minut (lub najlepszy Twoim zdaniem czas na wykonanie danej partii pracy). Możesz użyć zwykłego czasomierza kuchennego lub aplikacji. Istnieje kilka aplikacji Pomodoro dostępnych na Androidzie i iPhonie, możesz też skorzystać ze strony typu e.ggtimer.com.

Czas wykonania: Mniej niż minuta, aby nastawić czasomierz.

Na podstawie: Piętrzenie nawyków. 97 małych zmian, które odmienią Twoje życie