Pokolenie Ja Niezdolni do relacji

„Pokolenie Ja” to książka autorstwa Michaela Nasta. Stała się bestsellerem, została wydana w wielu krajach, również w Polsce.

O czym jest ta książka i dlaczego sprzedała się w tak dużym nakładzie?

Michaela Nast postanowił zająć się swoimi rówieśnikami  (30-40 lat) i oczywiście sobą w kontekście relacji w różnych formach i  z różnymi ludźmi. Już podtytuł mówi wiele co autor sądzi na ten temat: niezdolni do relacji. Wymienia problemy z jakimi borykają się ludzie w relacjach i próbuje dość do przyczyn tych problemów. Od razu napiszę: nie jest to książka naukowa. Nast pisze prostym, przyjaznym językiem. Stawiane tezy ilustruje przykładami z własnego życia, a także życia jego przyjaciół i znajomych. Czyta się lekko, a dzięki przykładom można wiele zapamiętać.

Tematy tych felietonów są różnorodne: miłość, czym ona właściwie jest a jak ją rozumiemy, single i ich filozofia życiowa, spełnianie marzeń a rzeczywistość, niedojrzałość dorosłych ludzi, którzy nie radzą sobie w życiu i chcą na zawsze pozostać dziećmi, relacje męsko- damskie, religia samodoskonalenia, praca a pasja i wiele innych.

Nie oznacza to, że książka jest o wszystkim i o niczym. Autor trzyma się współczesnego życia jego rówieśników. Obraz jaki wyłania się z jego obserwacji nie jest zbyt optymistyczny. Ludzie błądzą w życiu, mają problemy z uczuciami i emocjami, z wzięciem odpowiedzialności za własne i innych życie, nie chcą i nie umieją  tworzyć trwałych związków, inni boją się siebie, innych i życia. Część zjawisk pojawiła się dopiero z wejściem w życiu młodych pokoleń, wychowywanych w zupełnie innym świecie i w innych warunkach, niż pokolenia wcześniejsze. Michaela Nast diagnozuje problemy, ale nie pozostawia czytelnika z nimi, ponieważ próbuje również znaleźć ich rozwiązania.

Ciekawie czyta się te spostrzeżenia i obserwacje bystrego i analizującego życie człowieka. Zachęcam do lektury nie tylko osoby z Pokolenia Ja, ale zarówno młodszych jak i starszych.

Książka Pokolenie Ja Niezdolni do relacji Zobacz>>>

©Przemysław Pufal

Mity, pół-prawdy i kłamstwa. Wierzysz we wszystko, co Ci radzą?

Problem nieprawdziwych, niesprawdzonych treści, kłamstw świadomych i nieświadomych dotyczy właściwie wszystkich tematów. Również tych związanych z poradami, poradnictwem na temat związków, zdrowia, wychowania i czego tam jeszcze nie wyszukujemy w internecie.

Nie uważam, że w tylko internecie znajdziemy tylko same bzdury. Głupoty zawarte są również w książkach, więc nie jest to problem jedynie treści zamieszczanych w sieci. Ogromna rzesza ludzi wierzy we wszystko, co zobaczą, zarówno w książkach (które i tak czyta coraz mniej ludzi), a szczególnie w internecie.

Na stronie, blogu, portalu społecznościowym można zamieścić dowolną bzdurę, w która uwierzą dziesiątki, setki, a czasami steki tysięcy ludzi. Mity, pół-prawdy i kłamstwa przelatują nam przed oczami, przyzwyczajamy się do ich istnienia. Nie zawsze mamy ochotę, czas czy możliwości, żeby weryfikować informacje.

Wypadałoby jednak, abyśmy przynajmniej te treści, które sami zamieszczamy, czy to na własnej stronie czy te, które podajemy dalej w social media, sprawdzali pod kątem wiarygodności treści w nich zawartych. Czasami wystarczy poszperać w sieci, żeby zorientować się, że ktoś napisał kompletne głupoty. Czasami trzeba będzie zajrzeć do książki, albo zapytać fachowca, profesjonalistę czy to, o czym czytamy (lub oglądamy) jest prawdą.

Wystarczy sobie uświadomić, że to, co napisaliśmy, pokazujemy na filmie, czy udostępniamy w sieciach społecznościowych, ktoś czyta, ogląda, podaje dalej. Oznacza to, że ileś tam osób będzie wprowadzona w błąd. Jeśli nic z tym nie zrobią, to pół biedy. Gorzej, jeśli niesprawdzone porady będą próbowali wcielić w życie. W przypadku tak wrażliwych tematów jak zdrowie, wychowanie czy związki może to prowadzić nawet do tragedii.

Odpowiedzialność za to, co zamieszczamy w sieci powinna dotyczyć wszystkich, bez wyjątku. Niestety oszukiwanie i okłamywanie internautów jest dość powszechne. Najczęściej przyczyną są pieniądze, które można na tym zarobić, sława i rozpoznawalność lub kariera polityczna. Świadome okłamywanie innych w tematach, które wymieniłem wyżej, jest niestety również częste. Można stracić zdrowie lub skrzywdzić innych korzystając z rad różnych kłamców, hochsztaplerów, oszustów, ale również osób, które po prostu podają niesprawdzone informacje.

Najlepiej być po prostu ostrożnym, weryfikować informacje, częściej słuchać profesjonalistów i osoby doświadczone. Oczywiście, tacy ludzie również czasami żerują na ludzkiej naiwności, ale częściej również boją się utraty dobrego imienia, pracy, stopnia naukowego i dlatego rzadziej wprowadzają w błąd świadomie.

Zobacz też:

Rozwój osobisty – mity, kłamstwa, grzechy, przekłamania, manipulacje

Wszyscy są omylni, dlatego nie ma linczować tych, którym zdarza się popełnić po prostu zwykły, ludzki błąd. Ale nie może być pobłażania dla zachowań tych osób, które świadomie zamieszczają mity, pół-prawdy i kłamstwa i próbują nam wmawiać, że to prawda.

POBIERZ DARMOWY RAPORT „6 mitów, które uniemożliwiają Ci dokonanie zmian”


Akceptuję politykę prywatności

 

Inni mogą, a ja nie

Taki dzień prędzej czy później nadejdzie.

Dzieciak wrócił ze szkoły i mówi z pretensją w głosie, że jego koledzy mogą robić wszystko kiedy chcą i nie muszą pytać o to rodziców!

To jest oczywiście argument totalny, , empirycznie weryfikowalny, nie do podważenia i nie do obalenia. Tak myśli dziecko.

A rodziców trafia szlag. A potem wpadają w czarną rozpacz, bo jak tu wytłumaczyć dziecku, że dla jego dobra ono naprawdę nie może robić czego tylko zapragnie?

Bo oczywiście jest to prawda: część kolegów Dzieciaka może robić właściwie co im się żywnie podoba. My wiemy, że nie powinni, widzimy już teraz, jakie są konsekwencje takich zachowań. Łatwo możemy przewidzieć już teraz negatywne konsekwencje pozwalania przez rodziców na wszystko i niezabraniania niczego, które objawią się w postaci różnych problemów w przyszłości. Widać to w zachowaniu, rozwoju emocjonalnym, społecznym, intelektualnym, wynikach w nauce.

Dlaczego rodzice są aż tak nierozsądni, żeby pozwalać swoim dzieciom na nieograniczoną właściwie niczym egzystencję? Powodów może być wiele, ale te najczęstsze są następujące:

– wzór wyniesiony przez rodziców z własnego domu,

– brak wiedzy na temat wychowania,

– brak chęci angażowania się w wychowanie własnych dzieci,

– lenistwo,

– brak czasu.

Wszystkim tym przyczynom można jakoś zaradzić. Skupmy się jednak na sytuacji kryzysowej: jak wytłumaczyć dziecku, że my jako rodzice nigdy nie będziemy pozwalać na realizację wszystkich jego pomysłów?

To bardzo trudne, w większości przypadków dzieci nie przyjmą do wiadomości argumentów, które tafią do dorosłych.

My wiemy, że stawianie granic sprawia, że dzieci czują się bezpieczne, że uczą się dzięki temu bezpiecznych, odpowiedzialnych zachowań, że w ten sposób rodzice przejawiają swoją miłość i  troskę, że będzie to pozytywnie procentować w przyszłości.

Dziecko jednak chce TU i TERAZ wiedzieć dlaczego może mniej, niż inni!

Możecie:

– przywoływać jednak w rozmowie z dzieckiem powyższe argumenty, ale stosując język dla niego zrozumiały,

– powoływać  się na przykłady, które dziecko zna z Waszego życia, bliskie mu,

– wymyśleć takie zastępcze formy działań dziecka, żeby nie tylko były akceptowalne przez dziecko i Was, ale również atrakcyjne dla niego i oczywiście bezpieczne,

– bądźcie wzorem mądrych zachowań dla Waszych dzieci.

No cóż, nie będzie to proste, ale wystarczy przecież przypatrzeć się dorosłym, którzy również chcą robić to, co inni, mieć to, co inni. I robią wszystko, łącznie z głupimi, niedozwolonymi, niebezpiecznymi zachowaniami, żeby to osiągnąć.

Tak, może to być trudne. Trzeba więc cierpliwości, gdy dziecko będzie się buntować, przywoływać wciąż nowe przykłady rówieśników, którzy robią, co chcą. Bądźcie również konsekwentni, wytrwali, testujcie, jaki rodzaj argumentów działa na Wasze dziecko. Czasami również wystarczy poczekać, aż dziecko zajmie się tym, co jest dla niego bezpieczne i akceptowalne przez Was…

©Przemysław Pufal