KOBIETA 50+

zadowolonaKsiążka KOBIETA 50+  Ewa Danuta Białek  powstała w efekcie obserwacji kobiet 50+ i dotyczy ich obrazu w Polsce, choć przyglądałam się kobietom w różnych krajach, aby dokonywać porównań. Mimo że widoczne są wyraźne zmiany na korzyść, to nadal pozostaje wiele do zrobienia w celu uświadomienia kobietom ich wielkich możliwości transformacji. Odnosi się to nie tylko do sfery postrzegania siebie, ale przede wszystkim zadbania o swój dobrostan na wielu poziomach siebie. Obserwuje się bowiem ostatnio „głód” kobiet 50+ do coraz silniejszego zaspokajania „apetytów” konsumpcyjnych w celu upiększania siebie, ale dotyczy to zwykle ubioru. Ten apetyt powraca wraz ze zmieniającymi się porami roku. Dotychczas kobiety w tym wieku skupiały uwagę raczej na zaspokajaniu potrzeb domowników. Tymczasem obecnie zaczynają zwracać się ku sobie, aby zaspokajać swoje potrzeby, choć może tylko zachcianki, jednak głębsze potrzeby pozostają nadal zakryte. Wynika to z jednej strony z budzenia się świadomości dotyczącej swojej kobiecej odrębności płciowej, w stosunku do dominującej przez lata czy nawet epoki pozycji mężczyzn. Z drugiej zaś strony odnosi się to do zalewu rynku coraz to nowymi fasonami, kolorami czy modelami odzieży, co wiąże się z otwarciem granic handlu na wszystkie kraje, a szczególnie kraje wschodnie. Tego rodzaju odzież jest tańsza i barwniejsza, często wykonywana z przyjaźniejszej dla ciała bawełny. Dostępna jest ona na bazarach, gdzie w przeważającej większości zakupy są dokonywane przez kobiety. Im bardziej jest ona zachwalana przez sprzedających i im niższa jej cena, tym cieszy się coraz większym zainteresowaniem kobiet 50+.

   Polskie kobiety stały się bardziej pewne siebie, akceptują swoją kobiecość i eksponują ją, bywa, że zupełnie bezkrytycznie, zakładając obcisłe i krzykliwe elementy ubioru, często zupełnie nie pasujące ani do ich sylwetek, ani tym bardziej wieku i indywidualnego stylu.

Przeważająca większość kobiet 50+ ma problemy z nadwagą. Przez ostatnie kilkanaście lat co prawda, media lansowały wizerunek kobiet pulchnych, prezentując zdjęcia celebrytek, będących na topie w różnych sferach kultury. Kształtowały one gust przeciętnych kobiet, które, niezależnie od wagi, zaczęły ubierać się czasem wyzywająco, eksponując te elementy swojej sylwetki, które, niestety, zatraciły rozmiary i proporcje. W modzie tej gubił się więc podstawowy model kobiety o proporcjonalnych kształtach, mimo upływającego czasu, co wskazywało na jej dbałość o siebie, styl życia, który pozwalał jej zachować zgrabną sylwetkę na długie lata.

   Tymczasem nadmierna waga nie świadczy wcale o dbaniu o siebie. Wprost przeciwnie, pokazuje zaniedbanie, a także te sfery, które się pod tym kryją. Nadwaga jest często ignorowana i to zarówno przez same kobiety, jak i przez lekarzy, gdy pacjentka zgłasza się do nich z jakimiś objawami chorobowymi. Lekarz zajmuje się z reguły tylko nimi, nie wiążąc ich z całością metabolizmu i funkcjonowania organizmu, nie zwracając uwagi na zachowanie i postawy. W ten sposób umyka z pola widzenia najważniejsza przyczyna wszelkich problemów zdrowotnych, jakimi są złe nawyki, przekonania, sposób myślenia, nadmierna reaktywność emocjonalna i wiele innych problemów, dotyczących właśnie postaw i zachowań, często pokoleniowych.

   Tak więc kobiety 50+ eksponują publicznie, zamiast swoich przymiotów, swoje braki i niedoskonałości, nie przejmując nad nimi kontroli. Nie koncentrują się na tym, co powinno być przede wszystkim widoczne – niepowtarzalnych przymiotach ducha. Eksponują jedynie to, co dalekie jest od ideału, gdyż dla nich ciągle ważniejsze jest ciało niż dusza. Jest to właśnie ta chwila, aby zwrócić uwagę kobietom 50+ na konieczność edukacji tego, mało dotychczas eksponowanego wymiaru siebie, który właśnie w drugiej połowie życia usiłuje się wydobyć. Ponadto ten okres życia ma służyć harmonizowaniu całości siebie, poprzez odpowiedni do tego okresu styl życia, a w konsekwencji dobrostan na kolejne lata. Jest to bowiem spojrzenie prospektywne, samokrytyczne i konstruktywne, niezbędne do rozpoczęcia świadomych działań pro-zdrowotnych, naprawczych i profilaktycznych, a także (niestety) terapeutycznych.

   Można by powiedzieć, że „od zawsze” zabrakło właściwej edukacji wspierającej rozwój w drugiej połowie życia ważnych dla kobiety sfer życia. Dotyczy to znajdowania znaczenia i sensu jej życia, integrowanie doświadczeń i wydobywanie życiowej mądrości, aby mogła ją przekazać kolejnym pokoleniom. Ponadto kobiety 50+ doświadczają też problemów odnoszących się do często dalekich od zdrowych zachowań i postaw, które przez lata zagnieździły się już w ciele kobiety i wymagają teraz nie tylko leczenia, lecz wręcz uzdrowienia. Ignorowanie ich w kolejnych latach może spowodować zaburzenia zarówno fizycznego ciała, jak i coraz mniejszą mobilność, ale także poczucie bezsensu życia, depresyjne nastroje, co jest przyczyną psychosomatycznych chorób i coraz gorszej jakości życia. Widać to zresztą na ulicach po tym, jak kobiety poruszają się (bujanie sylwetki lub pociąganie nogami), także nieustannej konieczności siadania, a w późniejszych latach używania lasek czy balkoników, będących w kolejnych latach substytutami normalnego chodzenia. Jest to zresztą także konsekwencja chemizacji środowiska, diety, czy wreszcie lekomanii, która niestety jest obecnie społeczną plagą i chorobą zarówno młodych ludzi, jak i kobiet 50+.

   Dzięki nowoczesnej aparaturze możemy badać kondycję ciała. W efekcie tych badań można wykryć obecność w organizmie nie tylko kalejdoskopu chemicznych trucizn, ale także tysiące pasożytów, grzybów, bakterii i wirusów. Jest to efekt nie tylko niewłaściwego diagnozowania i nieskutecznego leczenia, ale również wynik nieustannego przemieszczania się po świecie, a w konsekwencji zakażania i nosicielstwa różnego rodzaju makro- i mikroorganizmów. Jest to także związane ze zmieniającymi się obyczajami i trybem życia, zezwalającym na wielość partnerów seksualnych, co prowadzi do nosicielstwa i zakażenia nie identyfikowanymi w codziennej diagnostyce różnego rodzaju patologiami. To samo dotyczy zresztą problemów tzw. chorób rodzinnych czy rodowych, które nie leczone i nie rozpoznane, a będące przyczyną zgonu członka rodziny, są obecne w kolejnych pokoleniach, czasem w formie zmutowanej. Takie choroby ujawniają się nawet w 3 pokoleniu, choć nie występują w drugim albo pojawiają się w zmienionej formie. Żyjemy obecnie w czasach totalnej konsumpcji wszystkiego, co dostępne w życiu (włącznie z zaspokajaniem „apetytów seksualnych”). Jednak przede wszystkim ignorujemy tego rodzaju problemy nie tylko w medycynie, ale przede wszystkim w codziennym życiu. Traktujemy je jako „normalność”, pozwalając także własnym dzieciom na opisane wyżej praktyki lub nie zdając sobie sprawy, że one istnieją, dopuszczamy „podwójną moralność” wyznawaną w domu i poza nim.

   Tak więc „tylnymi drzwiami” wpuszczamy do życia każdego człowieka skrywane często problemy pokoleniowe innych ludzi, współżyjących z nami jak w stadzie. Ponadto, z powodu ukierunkowania współczesnego leczenia jedynie na objaw, ignorujemy przyczyny problemów zdrowotnych i nie eliminujemy ich z linii genetycznych. Żyjemy też w pełnym szkodliwych substancji środowisku, zatruwając się same. Ignorujemy, zarówno to co jemy, pijemy, czym oddychamy, jak i to, w jakim otoczeniu funkcjonujemy. Dotyczy to także wielu zakamuflowanych praktyk producentów żywności, którzy nie informują, że ich produkty są naszpikowane chemią, obecną zarówno w roślinach (warzywa, owoce), jak i zwierzętach, żywionych chociażby zmutowanymi paszami czy antybiotykami.

   Świadomość siebie i świata staje się więc obecnie koniecznością. Pozwoli nie tylko przetrwać nam, jako kobietom, jak i populacji, ale umożliwić życie do końca swoich dni w maksymalnie wspieranym przez siebie zdrowiu i dobrostanie, na miarę swoich możliwości, usprawniając ciało, dbając o myślenie, emocje i ducha, spełniając się we własnym życiu i realizując swoje potencjały. Zamiast eksploatować siebie, dawać siebie do ostatniego tchu innym, szczególnie bliskim, których przyzwyczailiśmy do brania z nas, kosztem nas – kobiet, mamy znaleźć w sobie pasje, talenty i dary ducha, które mamy wyrazić poprzez siebie, w swój własny, wyjątkowy sposób. Taka transformacja będzie tym, co możemy dać innym, bez wysiłku, bez kosztów własnych, wyrażając zarówno siebie, jak i darowując to światu, otrzymując także za to finansową gratyfikację. Te swoje dary ducha, mają bowiem stać się dla nas kobiet „pracą życia”, tym, czym możemy dzielić się ze światem, wnosząc do niego swoje pasje.

   Proces znajdowania pasji i wyrażania siebie wymaga specjalnej, społecznej edukacji kobiet 50+. Domaga się on nieustannej, całożyciowej edukacji całego społeczeństwa (także w wieku 50+), które nie realizuje zwykle swojego potencjału, stając się potem rodzinnym i społecznym ciężarem.

   Jestem kobietą uwrażliwioną na inne kobiety i na ich istniejące potrzeby, przez lata ignorowane, bywa, że od dzieciństwa. To kobiety, obecnie 50+, były i często nadal są eksploatowane w rodzinie jako „przedmioty” do używania i wykorzystywania. Mam tego przykłady w swojej codziennej praktyce, konsultując kobiety, ich problemy rodzinne, zawodowe, zdrowotne czy życiowe. To jest konieczność, aby zacząć zmieniać stereotypy roli kobiet i ich społecznego wkładu w życie rodziny, społeczności i świata. Każde środowisko musi o siebie zadbać. Ja robię to poprzez swój wkład osobisty, pomagając indywidualnym osobom, grupom, poprzez książki, wykłady i pogadanki w różnych grupach wiekowych i zawodowych. Mimo że mężczyźni „krzyczą” bardziej o uwagę, bo ten wiek i lata późniejsze stają się dla nich dramatyczną koniecznością zmiany, ale muszą się tym zająć sami, gdyż w świecie dominacji kobiet pod względem płci, mogą niebawem zaginąć. Tymczasem chodzi o równe prawa dla wszystkich, aby wszystkim żyło się lepiej i aby świat stawał się przyjemniejszym miejscem dla życia. Z każdym rokiem jest jednak coraz gorzej i sami ludzie szykują sobie zagładę, przez ignorowanie siebie i innych. Trzeba to zmienić. Ta zmiana musi zacząć się od każdego osobno – każdej z nas, aby wszystkim żyło się lepiej w lepszym świecie. Temu właśnie dedykuję kolejną książkę, zachęcając do inspirowania się, bycia bardziej świadome. Obyśmy, jako kobiety, wyciągnęły ze swojego życia stosowne lekcje. Tutaj pokazuję przykłady dla inspiracji.

   Autorka  KOBIETA 50+  Ewa Danuta Białek  

 

African Mango

2016-08-22 09_46_15-CIPAfrican Mango to, jak sama nazwa wskazuje, owoc z gatunku Irvingia gabonensis. I pochodzi oczywiście z Afryki, gdzie miejscowa ludność spożywa ten owoc ze względu na miąższ, który zawiera białko. Ale także z uwagi na sam smak african mango.

W toku badań stwierdzono, że owoc ten posiada szereg właściwości, które wpływają na odchudzanie:

– przyspiesza metabolizm,

– zmniejsza apetyt,

– daje uczucie sytości,

– obniża poziom cukru,

– obniża cholesterolu LDL we krwi,

– pomaga szybko utracić wagę,

– redukuje tkankę tłuszczową.

Jak więc widać, african mango to fajny sposób na odchudzanie. Niestety nie każdy ma możliwość jedzenia świeżego owocu… Ale można skorzystać z preparatów, które w 100% składają się z ekstraktu z afrykańskiego mango.

W Polsce dostępny jest preparat AfricanMango900, który przyspiesza odchudzanie. Jedyną substancją aktywną w preparacie jest naturalny wyciąg z afrykańskiego mango. Podczas stosowania AfricanMango900 nie stwierdzono występowania żadnych skutków ubocznych. Nie zaleca się jednak przyjmowania preparatu kobietom w ciąży, karmiącym oraz osobom niepełnoletnim.

Pozostałe osoby mogą śmiało spróbować odchudzania AfricanMango900. A ponieważ problem z nadwagą i otyłością narasta u wielu osób, to każda podpowiedź, jak schudnąć, jest na wagę zdrowia.

Tu można kupić African Mango>>>

Rodzaje samobójstw

emocjeNajważniejszym twórcą typologii samobójstw jest Durkheim. Wyróżnił on cztery typy sytuacji prowokujących zachowania samobójcze, z których każdy jest związany ze szczególnym rodzajem interakcji między jednostką a społeczeństwem, a mianowicie:

  samobójstwo egoistyczne;

  samobójstwo altruistyczne;

  samobójstwo anomiczne;

  samobójstwo fatalistyczne [O’Connor, Sheehy 2003].

Samobójstwo egoistyczne popełniane bywa w sytuacji, kiedy jednostka zostaje zepchnięta na margines, otrzymuje za mało społecznego wsparcia i jest słabo związana z miejscem zamieszkania, lokalnym środowiskiem i społeczeństwem. Jednostka nie jest z nim zintegrowana i cierpi z powodu nadmiaru indywidualizmu. Do takiego samobójstwa może dojść po przeprowadzce na nowe miejsce zamieszkania, gdzie człowiek nie ma przyjaciół, rodziny, a pojawia się doświadczenie izolacji społecznej.

Durkheim twierdził, iż „liczba samobójstw jest odwrotnie proporcjonalna do integracji grupy, do której jednostki należą, jako ich części składowe” [cyt. za: Kawula 2007, s. 109].

Samobójstwo altruistyczne zostaje popełnione ze względu na dobro grupy społecznej, do której samobójca należy. Stanowi ono wynik oczekiwań społeczeństwa pod jego adresem. Jest przeciwieństwem samobójstwa egoistycznego oraz wynika z nadmiernej integracji ze społeczeństwem [O’Connor, Sheehy 2003]. Taki charakter miały więc bohaterskie ataki na nieprzyjaciela w czasie II wojny światowej, podejmowane np. przez japońskich kamikadze. Współcześnie czynią toterroryści islamscy i inni. Dokonując samobójstwa altruistycznego, jednostka wskazuje na daleko idącą socjalizację [Kawula 2007].

Samobójstwo anomiczne jest podobne w swej istocie do samobójstwa egoistycznego. Jak twierdzą O’Connor i Sheehy [2003, s. 64–65], ten rodzaj samobójstwa „wyjaśnia się w kategoriach regulacji społecznej i jest skutkiem gwałtownych zmian społecznych i poczucia alienacji, którego może na przykład doświadczać ktoś, kto stał się zbędny, ma kłopoty z prawem czy wygrał los na loterii”. Status społeczny jednostki uległ nagłej zmianie, uległa również zmianie struktura więzi w społeczeństwie, do którego osoba ta należy. Jednostka czuje się zagubiona w świecie, w którym nie ma w stosunku do niej wyraźnych oczekiwań, a jej obowiązki nie są jednoznacznie zdefiniowane. Jest to sytuacja anomii indywidualnej lub społecznego wykluczenia czy marginalizacji [Kawula 2007]. Odsetek samobójstw rośnie w czasie ekonomicznej zapaści oraz podczas gospodarczego boomu. Ludzie znajdują się wówczas w stanie moralnego rozregulowania, anomii (braku zwyczajowych standardów społecznych), który nie chroni przed samobójstwem [O’Connor, Sheehy 2003]. Samobójstwo fatalistyczne popełnia człowiek, który traci kierunek w życiu i ma poczucie, że nie panuje nad własnym losem. Taka sytuacja jest przeciwstawna anomii – życie ludzi zostaje skrajnie uregulowane. Przykładem samobójstwa fatalistycznego jest samobójstwo niewolnika. Współcześnie ma ono niewielkie znaczenie, choć jest interesujące z historycznego punktu widzenia [tamże].

Zdaniem Hołysta „zachowania suicydalne obejmują ciąg reakcji, jakie wyzwolone zostają w człowieku z chwilą, gdy w jego świadomości samobójstwo pojawia się jako antycypowany, pożądany stan rzeczy, a więc jako cel” [cyt. za: Wieczorek 2009, s. 39].

Wyróżnia on jednocześnie cztery typy tego zachowania, które można nazwać rodzajami samobójstw:

  samobójstwo wyobrażone (myśl);

  samobójstwo upragnione (cel);

  samobójstwo usiłowane (próba samobójcza);

  samobójstwo dokonane (udana próba).

Samobójstwo wyobrażone powstaje w momencie, kiedy w umyśle człowieka tworzą się możliwości rozwiązania problemów życiowych poprzez odebranie sobie życia. U znacznej większości osób myśl ta zostaje odrzucona i bezpowrotnie przemija, jednak u niektórych takie działanie nabiera charakteru upragnionego, docelowego. Tego rodzaju zachowanie suicydalne nosi nazwę samobójstwa upragnionego. Bywa, że pragnienie odebraniasobie życia doprowadza do prób dokonania zamachu samobójczego, czyli samobójstwa usiłowanego. Zamach kończący się śmiercią nosi nazwę zamachu dokonanego [Kaszubowski, Świerczewski 2002].

Płużek [1972, s. 949] uważa, że „zagrożenie życia, cała sytuacja samobójcza, stanowi pewne continuum – od myśli samobójczych, poprzez tendencje samobójcze do aktu samobójczego. Niektóre osoby mają ochotę popełnić samobójstwo, rozmyślają o śmierci, o swoim pogrzebie, robią rozrachunki z bliźnimi, tak jak gdyby rzeczywiście chciały pozbawić się życia. Do aktu samobójczego nigdy jednak nie dochodzi. W tendencjach samobójczych mamy już wyraźne planowanie akcji, a stopień zagrożenia życia jest duży i pogotowie samobójcze wysokie.

Tendencje samobójcze mogą, lecz nie muszą realizować się w postaci aktu samobójczego”.

Carr [2008] zachowania autodestrukcyjne człowieka przedstawia m.in. jako:

intencję samobójczą – występuje wtedy, gdy np. nastolatek pragnie popełnić samobójstwo, opracowuje plany szczegółowe odebrania sobie życia i stara się, aby nie wyszły one na jaw;

parasamobójstwo – bywa różnie definiowane, według Carra jest to pozorowanie próby samobójczej.

Intencja samobójcza jest związana z zachowaniem samobójczym jednostki. Jednostka swoim zachowaniem wskazuje, czy w czasie epizodu pragnie umrzeć, czy też epizod nastąpił, choć wcale nie chciała ona umrzeć i wierzyła, że śmierć nie może nastąpić w wyniku działań, które podejmuje [Fox, Hawton 2009]. Pozwala to podzielić pacjentów na trzy kategorie: tych, którzy chcą umrzeć; tych, którzy nie chcą umrzeć; tych, którzy mają postawę ambiwalentną wobec życia i śmierci.

Dowiedz się więcej: Ryzyko samobójstwa u młodzieży

Samobójstwo

emocjeSamobójstwo jest problemem, który nurtuje wielu naukowców, o czym świadczy wielość istniejących definicji dotyczących tego pojęcia.

Mnogość definicji samobójstwa wynika przede wszystkim z różnego podejścia do tego problemu. Filozofowie i teolodzy koncentrują się na jego ocenie etycznej. Klinicyści interesują się głównie czynnikami determinującymi zachowania rezygnacyjne. Psychologowie zajmują się osobowością sprawców, drążąc głównie kwestię motywów leżących u podstaw zamachów samobójczych. Z kolei socjologowie za podstawę swoich rozważań biorą społeczne uwarunkowania samobójstwa.

Samobójstwo (suicide) znalazło w literaturze kilka zbliżonych definicji. Już ponad 100 lat temu (1897 r.) jedną z nich podał Émile Durkheim w następującym brzmieniu: „Samobójstwem nazywa się każdy przypadek śmierci będący bezpośrednim lub pośrednim wynikiem działanialub zaniechania przejawianego przez ofiarę zdającą sobie sprawę ze skutków swego zachowania” [cyt. za: Kawula 2007, s. 106].

W Encyklopedii Powszechnej [1988, s. 432] samobójstwo zostało zdefiniowane jako „celowe i świadome pozbawienie się życia; często jest skutkiem poważnych zaburzeń psychicznych (depresja, alkoholizm) lub wynikiem głębokiego kryzysu emocjonalnego, na tle nieuleczalnych chorób, nieporozumień rodzinnych, zawodu miłosnego i in.”. Definicja ta, mimo że powstała w 1988 r., nadal pozostaje aktualna.

 Używana współcześnie definicja określa próbę samobójczą jako działanie podjęte bez tragicznego zakończenia życia, w którym jednostka rozważa: albo zapoczątkowanie nietypowego zachowania bez udziału osób trzecich, mogącego doprowadzić do samouszkodzenia, albo przyjęcie substancji w dawce większej niż terapeutyczna w celu osiągnięcia zmiany poprzez aktualne lub oczekiwane fizyczne konsekwencje [Brzeski,Sodolski, Woźnica 2008; Gmitrowicz, Rosa 2007; Makara-Studzińska, Koślak 2009; Marciniak, Koba, Bursa 2006; Młodożeniec 2008; Nowak, Berdej-Szczot, Dawiec 2006; Krawiec, Miedzkowska, Pac-Kożuchowska 2011].

 „Samobójstwo – pisze Hołyst (1978, s. 19–20) – nie jest jedynie przypadkiem tragicznego samounicestwienia się, lecz trwającym niekiedy całymi latami ciągiem wzajemnie ze sobą powiązanych myśli i czynów.

Dlatego też wprowadza się do niniejszych rozważań taki termin jak «zachowanie suicydalne». Przez określenie to rozumie się ciąg reakcji, jakie wyzwolone zostają w człowieku z chwilą, gdy w jego świadomości samobójstwo pojawia się jako antycypowany, pożądany stan rzeczy, a więc jako cel […] owo pragnienie wyzwala pierwsze próby dokonania zamachu samobójczego, pierwsze usiłowania, a więc ciąg tych zachowań, których celem jest pozbawienie się życia. Ten etap na drodze zachowania suicydalnego nazywa się powszechnie samobójstwem usiłowanym.

Kończący się śmiercią zamach na własne życie to ostatni etap działania samobójczego, czyli samobójstwo dokonane”.

Według Gmitrowicz [2001, s. 37] „samobójstwo to przemyślane, zamierzone działanie zagrażające życiu, podjęte samodzielnie, którego następstwem jest śmierć”.

Samobójstwo jest wyrazem szczególnie nasilonej agresji. Nawet jeśliagresja jest kierowana ku sobie, to należy ją traktować także jako agresję wobec otoczenia [Sulska, Sumiła 2006]. Adler definiował samobójstwo jako reakcję zemsty, która dotyka wprawdzie nas samych, alejednocześnie na zawsze obarcza innych wyrzutami sumienia [tamże].

O’Connor i Sheehy [2003, s. 22] zdefiniowali samobójstwo jako „wybrane dobrowolnie zachowanie, które w możliwie najkrótszym terminie ma spowodować własną śmierć”, akt samobójczy określili jako „czyn niezakończony zejściem śmiertelnym, w którym jednostka świadomie dokonuje samouszkodzenia lub zażywa jakąkolwiek substancję w ilości znacznie przekraczającej wszelkie zalecenia lekarskie albo ogólnie uznane dawki terapeutyczne” [tamże, s. 22–23], fantazje samobójcze zaś – jako „wszelkie myśli na temat podejmowania zachowań samobójczych, o których po czasie wspomina zainteresowany” [tamże, s. 23].

Autorzy podkreślają, iż samobójstwo nie wydarza się w społecznej próżni.

Przesłanka ta, sformułowana przez Durkheima, przyczyniła się do rozwoju naukowych badań nad samobójstwem i przydała im ram społecznych. Od opublikowania książki Durkheima samobójstwo zaczęto powszechnie uważać za problem społeczny, rozumiejąc je jako efekt relacji między jednostką a społeczeństwem (uwzględniający stopień zaburzenia regulacji). Izolacja i ucisk jednostek w społeczeństwie znalazły się wśród najważniejszych przyczyn samobójstw [O’Connor, Sheehy 2003]. Podobnie u Podgóreckiego – samobójstwo jest przejawem indywidualnej patologii człowieka, ale zawsze akt ten obejmuje kontekst lub relacje społeczne [Kawula 2007].

Według Stengela „zamachem samobójczym jest taki rozmyślny akt samouszkodzenia, który przed popełnieniem wyklucza w świadomości sprawcy pewność przeżycia” [Hołyst 1983, s. 26]. W myśl tej definicji potencjalni samobójcy świadomie odrzucają możliwość dalszego życia.

Czasami jednak zamiar samobójczy jest świadomym zabiegiem instrumentalnym, służącym osiągnięciu jakiegoś życiowego celu, którym może być np. zdobycie akceptacji otoczenia [Śliz 2003].

Dla Bielickiego, będącego reprezentantem podejścia psychospołecznego do problemu samobójstwa, „samobójstwem jest każdy zgon wynikły z autoagresywnego (uświadomionego lub afektywnego) zachowania człowieka nastawionego na unicestwienie swojej psychofizycznej struktury, zdeterminowanego endogennymi i egzogennymi czynnikami współkształtującymi sytuację suicydogenną, która jest przez niego w taki sposób percypowana, że niweczy naturalną skłonność do samozachowania” [Bielicki 2005, s. 25].

Definicję tę autor traktuje jako projektującą. Zawiera ona jednak znamiona definicji indukcyjnej, wyrażające się w twierdzeniach:

  1. „Samobójstwo jest to każdy skutek śmiertelny wynikły z autoagresywnego zachowania się człowieka;
  2. Zachowanie to może mieć charakter emocjonalny lub umotywowany (ukierunkowany na cel);
  3. Zawsze jest ono zdeterminowane czynnikami sytuacji, w jakiej znajduje się samobójca;
  4. Determinująca funkcja tych czynników posiada większą nośność suicydogenną od siły skłonności do samozachowania samobójcy;
  5. Ponieważ nie wszyscy ludzie znajdujący się w analogicznej sytuacji popełniają samobójstwa, przeto wyjaśnienia różnic w ich zachowaniu w analogicznej sytuacji należy upatrywać w indywidualnej percepcji struktury ich sytuacji życiowej;
  6. Indywidualna percepcja uwarunkowana jest m.in. typem układu nerwowego, doświadczeniem ontogenetycznym, zinternalizowanymi systemami wartości i innymi jeszcze czynnikami” [tamże].

Samobójstwo jest procesem długotrwałym i wieloetapowym. Najczęściej rozpoczyna się już w dzieciństwie i „stanowi wypadkową psychospołecznej sytuacji jednostki, jej pozycji i ról pełnionych w poszczególnych kręgach środowiskowych, a także wewnętrznej, subiektywnej percepcji rzeczywistości i własnej wartości” [Bałandynowicz 2003, s. 8].

Podstawową strukturę aktu samobójczego daje się odtworzyć jako proces składający się z czterech następujących po sobie faz:

  „autouprzedmiotowienie/obiektywizacja,

  akt negatywnego autowartościowania siebie lub własnej sytuacji,

  akt aksjologicznej samonegacji,

  decyzja samobójcza” [Pietrzak 2003, s. 41].

Pierwszym i najistotniejszym krokiem, który podejmuje osoba wchodząca na ścieżkę samobójczą, jest dokonanie aktu uprzedmiotowienia siebie oraz własnej sytuacji życiowej. Jednostka zajmuje określone miejsce w społecznej rzeczywistości, odgrywa pewne role społeczne, jest uwikłana w przeróżne związki z innymi podmiotami, pozostaje pod wieloma względami odgrodzona od możliwości pełnej obiektywizacji status quo.

Autouprzedmiotowienie jest procesem, wskutek którego jednostka dokonuje przełamania barier stojących na drodze do obiektywnej oceny siebie i własnej sytuacji życiowej. Wtedy staje się sama dla siebie przedmiotem obserwacji i krytycznego namysłu [tamże].

Druga faza procesu samobójczego polega na dokonaniu przez jednostkę negatywnej oceny własnej osoby i sytuacji, w którą jest uwikłana. Może ona polegać na stwierdzeniu, że przeżywając życie, osiągając cele (bądź ich nie osiągając), nie realizuje żadnej wartości pozytywnej, uświadamia sobie bezsens własnego życia bądź jego wartość negatywną. W tej fazie może pojawić się ból istnienia oraz ból fizyczny. Jednostka stwierdza, że jej życie od tego momentu będzie polegało jedynie na realizacji określonej antywartości, którą w tym przypadku jest ból.

Trzecia faza procesu samobójczego polega na dokonaniu czegoś w rodzaju bilansu, pozwalającego przyznać, że rzeczywistość stałaby się lepsza, gdyby usunąć z niej moją osobę. Innymi słowy: byłoby lepiej, gdyby mnie nie było. Wtedy dokonuje się przejście od sądu: „Moje życie jest bezwartościowe” albo „Moje życie jest złe” do sądu: „Lepiej by było, gdybym nie istniał”. Jednostka przechodzi tutaj od stwierdzenia zaistniałej sytuacji („tak jak jest, jest źle”) do stwierdzenia dotyczącego sytuacji pożądanej („lepiej będzie, jeśli przestanie być tak, jak jest”). Innymi słowy, od stwierdzeń o faktach dochodzi do stwierdzeń kontrfaktycznych.

Ostatnim aktem w łańcuchu samobójczym jest podjęcie decyzji o samounicestwieniu. Okazuje się to decyzją mającą za podstawę nie tyle preferencję co do uznawanych wartości, ile raczej pewien obiektywny sąd o wartościach. Decyzja ta nie jest wyborem życiowym jednostki, ale pewnego rodzaju wyrokiem, wydanym na samego siebie. „Samobójca” wysuwa twierdzenia dotyczące własnej osoby, własnej sytuacji życiowej i wywodzi z nich radykalne konsekwencje [tamże].

Zobacz: 

Ryzyko samobójstwa u młodzieży>>>

Autodestrukcja

emocjeNa podstawie:

Ryzyko samobójstwa u młodzieży>>>

Autodestrukcją nazywamy zachowania agresywne,  niekorzystne, bezpośrednio albo pośrednio zagrażające zdrowiu lub życiu. Różne są kryteria klasyfikacji zachowań autodestrukcyjnych. Autoagresja to działanie lub rozmaite zachowania mające na celu spowodowanie psychicznej albo fizycznej szkody; jest to rodzaj agresji skierowanej „do wewnątrz”.

 W literaturze pojęcia „autodestrukcja”, „autodestruktywność” oraz „autoagresja” odwołują się do tych samych zachowań i występują zamiennie.

 Autoagresja jest zjawiskiem rozpoznawanym od czasów Freuda, a nawet i wcześniej [zob. Durkheim 1897, za: Kawula 2007], jednak do tej pory nie opracowano dla niej kryteriów diagnostycznych.

 Samouszkodzenia to wszelkie działania bez skutku śmiertelnego [Fox, Hawton 2009], w których jednostka zmierza do wyrządzenia sobie natychmiastowej szkody bez zamiaru samobójczego [Favazza 1996; Favazza, Rosenthal 1993; Babiker, Arnold 2002], podjęte w sytuacji silnego napięcia i polegające m.in. na zadawaniu ran ciętych skóry, jej przyżeganiu substancjami żrącymi, przypiekaniu lub przypalaniu bądź rzadziej połykaniu przedmiotów czy substancji trujących [Eckhardt 1998; Orzechowska i wsp. 2008]. Tak sformułowana definicja odzwierciedla podejście preferowane przez większość autorów, choć niezgodne z propozycją Światowej Organizacji Zdrowia (World Health Organization, WHO), która pod nazwą parasamobójstwa łączy samouszkodzenie z próbą samobójczą [WHO 2002].

 Problem w zakresie terminologii i kryteriów wiąże się z koniecznością uznania interdyscyplinarnego podejścia do samobójstwa [Hołyst 2012].

Klasyczny podział zachowań autodestrukcyjnych, który nadal pozostaje w użyciu, zaproponował Farberow [1980]. Dokonał on rozróżnienia na pośrednie i bezpośrednie zachowania autodestrukcyjne. Jego klasyfikację uszczegółowili Pattison i Kahan [1983], którzy połączyli pojęcia bezpośrednich i pośrednich zachowań autodestrukcyjnych ze stopniem zagrożenia życia oraz liczbą epizodów. Walsh [2014] zmodyfikował wersję klasyfikacji tych autorów. Zaproponował listę bezpośrednich i pośrednich zachowań autodestrukcyjnych, na podstawie której można z łatwością dokonać oceny takich zachowań u każdego pacjenta.

 Bezpośrednie zachowanie autodestrukcyjne wiąże się z uszkodzeniem tkanek, a towarzyszący mu zamiar jest zazwyczaj jasny. Typ bezpośredni to „każda forma ataku na własne życie, zdrowie i ciało, o oczywistym związku i zasadniczo małym odstępie czasowym między działaniem a skutkiem. Jest ona z reguły intencjonalna, o zróżnicowanym stopniu uświadomienia, nieakceptowana kulturowo i społecznie” [Wycisk 2001, s. 36]. Ta kategoria zachowań dotyczy osób, które z rozmysłem wyrządzają sobie określoną krzywdę, i krzywda ta jest natychmiastowa. Do bezpośrednich zachowań autodestrukcyjnych Walsh [2014] zaliczył: próby samobójcze, poważne samouszkodzenia (wyłuszczenia gałki ocznej, autokastracja), samouszkodzenie nietypowe (okaleczenie twarzy, oczu, genitaliów), częste formy samouszkodzenia (np. przecinanie skóry nadgarstków, rąk, nóg, przypalanie skóry).

 Pośrednie zachowanie autodestrukcyjne to takie, którego skutki kumulują się i częściej są odroczone niż natychmiastowe. Ten typ autodestruktywności odnosi się do zachowań łączących się ze szkodliwym skutkiem w sposób nieoczywisty dla danej osoby i odległy w czasie. Jej zamiarem nie jest wyrządzenie sobie krzywdy, ale raczej dążenie do uzyskania konkretnych korzyści, których kosztem są negatywne konsekwencje. Częste pośrednie zachowania autodestrukcyjne to nadużywanie substancji psychoaktywnych, zaburzenia odżywiania się, prowadzące do utraty zdrowia somatycznego, oraz zachowania niebezpieczne (ryzykowne). Dzielą się one na trzy rodzaje: sytuacyjne, fizyczne oraz seksualne [Orbach i wsp. 1991; Orbach, Lotem-Peleg, Kedem 1995].

 Ze względu na prawdopodobieństwo wystąpienia szkody wyodrębniamy mocne formy autodestrukcji – czyli bezpośrednio zagrażające zdrowiu i życiu, formy łagodne oraz takie, które potencjalnie szkodzą, ale też przynoszą różne korzyści. Do mocnych form autoagresji należą: samobójstwo, samookaleczenia, uzależnienia (od substancji aktywnych) oraz autoagresywne formy odżywiania (anoreksja i bulimia). Łagodne formy to uprawianie hazardu, zakupoholizm i uzależnienie od sieci.

 Występuje także podział na autoagresję werbalną i niewerbalną.

Autoagresja werbalna polega na zaniżaniu swej samooceny poprzez wmawianie sobie własnej małej wartości, częstą krytykę siebie i swojego zachowania. Autoagresja niewerbalna – samookaleczenie – to uszkodzenie ciała, które może mieć formę zadawania sobie powierzchownych lub głębokich ran ciętych, wbijanie ostrych przedmiotów w ciało, połykanie ich, polewanie się kwasem, przypalanie, łamanie kości, uszkadzanie lub wycinanie fragmentów ciała, także narządów płciowych, powiek, gałek ocznych itp. Jest to agresja jawna. Od połowy lat 90. XX w. zmienia się nazewnictwo takich zachowań, jak przecinanie i przypalanie skóry, drapanie się, uderzanie się oraz rozdrapywanie ran. Wcześniej określano je jako „samookaleczenia”, lecz teraz bardziej rozpowszechnionym i częściej używanym terminem jest „samouszkodzenie” lub „samouszkodzenie bez intencji samobójczych” (non suicidal self-injury, NSSI).

 Dla większości osób, które dokonują samouszkodzeń, jest to zachowanie związane z radzeniem sobie z dyskomfortem psychicznym; oznacza to, że ma ono cechy przystosowawcze. Ponadto osoby te twierdziły, że większość ran zadawanych sobie samemu nie przynosi większego uszczerbku na zdrowiu, a na trwałe pozostawia najwyżej blizny [Simeon, Favazza 2001].

Samouszkodzenie według Walsha [2014] stanowi takie uszkodzenie własnego ciała, przeprowadzone z własnej woli, zamierzone i stanowiące niewielkie zagrożenie, które jest nieakceptowane społecznie. Zasadniczym celem takiego zachowania jest zmniejszenie dyskomfortu psychicznego i/lub zakomunikowania o nim.

 Słowo „zamierzone” odnosi się do tego, że samouszkodzenie jest zachowaniem umyślnym; nie ma charakteru przypadkowego, a jego intencja jest jednoznaczna. Samouszkodzenia człowiek dokonuje „z własnej woli”, choć niekoniecznie „własnoręcznie”, gdyż wiele osób dokonuje samouszkodzeń z pomocą innych. Zdarza się, zwłaszcza wśród nastolatków, że dwie lub więcej osób kolejno lub jednocześnie rani się nawzajem. Dla niektórych więc samouszkodzenie jest doświadczeniem z dziedziny relacji międzyludzkich [tamże].

 Samouszkodzenie obejmuje te formy autodestrukcji, które doprowadzają do niewielkich obrażeń fizycznych i stanowią nikłe zagrożenie dla życia bądź nie stanowią go wcale.

Definicja mówi, że samouszkodzenie „nie jest akceptowane społecznie”, gdyż należy tu podkreślić jego społeczny kontekst. Favazza [1996] szeroko omawia najrozmaitsze modyfikacje ciała, spotykane na całym świecie. W większości kultur modyfikacja ciała ma znaczenie symboliczne i jest społecznie akceptowana. Może mieć np. głębokie znaczenie religijne i stanowić element złożonego rytuału „przejścia”.

 Nie ma o tym mowy w przypadku samouszkodzenia, bo choć może ono mieć wiele znaczeń dla dokonującej go osoby, nie znajduje akceptacji w środowisku kulturowym. Samouszkodzenia mogą mieć charakter działań bezpośrednich (powierzchowne, stereotypowe, znaczne) oraz pośrednich (nałogi, szkodliwe nawyki żywieniowe, zachowania ryzykowne).

 W literaturze zachowania autoagresywne dzieli się na planowane, tj. cechujące się kontrolą działania, i impulsywne, pozbawione owej kontroli, w których władzę nad czyimś działaniem przejmują emocje.

Polegają one zwykle na stosunkowo płytkim nacinaniu skóry ostrymi narzędziami (np. żyletką), zadawaniu sobie uderzeń prowadzących do powstania sińców, wyrywaniu włosów, drapaniu, gryzieniu lub nakłuwaniu ciała, zazwyczaj pod wpływem trudnego do zniesienia napięcia psychicznego [Wycisk 2006].

 Niekiedy sporadyczne akty okaleczania się są spowodowane okresowym przeżywaniem trudności lub odpowiedzią na przejściowy kryzys i wtedy określa się je mianem epizodycznych. Jeżeli natomiast występują one często i stają się sprawdzonym sposobem niwelowania silnych napięć, przechodząc niekiedy w nawyk i stanowiąc istotny element tożsamości danej osoby, to uznaje się je za nawracające czy chroniczne. Taki rodzaj samookaleczeń występuje częściej u dziewcząt i kobiet [tamże].

 Do samouszkodzenia dochodzi przede wszystkim dlatego, że modyfikuje ono i zmniejsza dyskomfort psychiczny. Zazwyczaj jego skuteczność jest znaczna i natychmiastowa, więc zachowanie to bywa często powtarzane. Nie jest ono zachowaniem samobójczym, ale pozostaje psychologicznie umotywowane. Nie da się go wyjaśnić wyłącznie w kategoriach biologicznych. Jest to bowiem zamierzona metoda redukowania cierpienia psychicznego.

Funkcje autoagresji

 Babiker i Arnold (2002) uważają, że zachowania autoagresywne spełniają różne funkcje, związane z:

  relacjami międzyludzkimi (komunikowaniem, wywieraniem wpływu, karaniem, chęcią zdobycia uwagi otoczenia, niezwerbalizowaną prośbą o pomoc);

  Ja (chęć uzyskania poczucia kontroli i autonomii, zatroszczenia się o siebie);

  radzeniem sobie i przetrwaniem trudnych sytuacji (redukcja lęku, gniewu lub cierpienia psychicznego);

  wcześniejszymi wydarzeniami traumatycznymi (np. ponowne przeżycie urazu lub wynikająca z niego ekspresja cierpienia);

  samodzielnym wymierzaniem sobie kary i byciem ofiarą (np. uwolnienie się od poczucia winy poprzez samokaranie).

 Przedstawione funkcje samookaleczenia z jednej strony wskazują na chęć określenia granic własnej tożsamości, z drugiej zaś na pragnienie porozumienia ze światem. Nieumiejętność werbalizacji uniemożliwia osiąganie konstruktywnych rozwiązań, każąc niektórym dorastającym postrzegać autoagresję jako jedyny dostępny środek porządkowania doświadczeń i adaptacji do stresu. Samookaleczenie jest zatem objawem poważnych trudności w przezwyciężaniu kryzysu rozwojowego adolescencji, normatywnie związanego z dorastaniem. Przejście od jednego etapu wzrostu do kolejnego polega każdorazowo na podjęciu nowych zadań i integracji poprzednich, czemu towarzyszą napięcia nazywane kryzysami rozwojowymi.

 U osób ze skłonnościami do samouszkodzeń nieumiejętność regulacji emocji sprawia, że sytuacje stosunkowo mało znaczące i powodujące początkowo  niskie pobudzenie, szybko zmieniają się w intensywne stany, których nie mogą one znieść. Irytacja przeradza się we wściekłość, smutek w rozpacz, rozczarowanie w beznadziejność, przytłaczając ciężarem zawsze zbyt wielkim, aby móc go udźwignąć [Kinecka 2006].

 Często po takich gwałtownych przypływach emocji pojawiają się odrętwienie, wyobcowanie oraz wewnętrzna pustka, która – gdy stanie się nie do zniesienia – może spowodować wystąpienie impulsu do zrobienia sobie krzywdy, będącego (w ocenie danej jednostki) ostatnią deską ratunku.

 Akt autoagresji przynosi niemal natychmiastową ulgę i uspokojenie, przez co istnieje duże ryzyko uzależnienia się od niego, zwłaszcza w przypadku młodzieży. Osoby działające w ten sposób starają się ukrywać ten fakt przed otoczeniem, gdyż boją się krytyki i niezrozumienia swoich motywów, co wydaje się dość prawdopodobne, gdyż większość z nas nie wie, skąd bierze się w człowieku chęć, aby w jakiś sposób uszkodzić swoje ciało.

 Samouszkodzenia są w zdecydowanej większości skrzętnie ukrywane przez młodzież i rodziny, które się o tym przypadkowo dowiedzą.

Samookaleczenie może stać się nawykiem, swoistym uzależnieniem, nad którym dorastający nie mają pełnej kontroli i które po jakimś czasie znika, o czym piszą nie tylko liczni autorzy [m.in. Eckhardt 1998; Kubacka-Jasiecka 2006], lecz także młodzież na forach internetowych w Polsce i na świecie [np. Babiker, Arnold 2002; Eckhardt 1998; Kubacka-Jasiecka 2006; Preti, Miotto 2005].

Dowiedz się więcej: 

Ryzyko samobójstwa u młodzieży>>>

Jak określić odpowiednią dawkę ziół dla dziecka?

szczescie 1Jednym z problemów przy stosowaniu różnych domowych leków od naparów ziołowych, nalewek począwszy, na syropach, olejkach eterycznych skończywszy, bywa określanie odpowiednich dawek. Dzieci zazwyczaj reagują na bardzo małe dawki ziół. Dlatego powinny one otrzymywać znacznie słabsze dawki niż dorośli.

   Kroplę, łyżkę czy filiżankę

   Najogólniej mówiąc, gdy dla dorosłego przewidziana jest szklanka naparu, to dla dziesięciolatka wystarcza połowa tej dawki. Dwu-, trzylatkowi podaje się łyżkę lub dwie. Z kolei niemowlakowi wystarczy nawet parę kropli dodanych np. do pitego mleka. Warto dodać, że na niektóre aromatyczne zioła, np. rumianek, albo dosyć silne specyfiki naturalne typu nalewka z kitu pszczelego, stosowane zewnętrznie, między innymi do zwalczania grzybic, mogą zdarzać się też uczulenia. Dlatego warto obserwować reakcje dziecka. Najtrudniejsze dla wielu osób staje się zazwyczaj przeliczanie znormalizowanych dawek podawanych coraz częściej w standardowych jednostkach mililitrach, gramach na kuchenne „mierniki”, jakimi są łyżki, łyżeczki, kieliszki czy szklanki.

Lepiej mniej niż więcej

   Nie zawsze wiadomo też, ile kropli wchodzi np. na łyżeczkę. Określanie odpowiednich dawek różnych domowych mikstur stwarza rozliczne problemy najczęściej w kuracjach dla małych dzieci, gdy ilości nawet domowych specyfików nie powinny być nigdy większe od zalecanych. Przestrzeganie tej reguły nie tylko zabezpiecza przed szkodami, jakie może wywołać przedawkowanie, ale także warunkuje skuteczność kuracji, zabiegów itp.

   Zasady przeliczania dawek leków

   Przeliczając dawki, trzeba zawsze pamiętać o kilku zasadach. Po pierwsze, współcześni projektanci już nie zawsze trzymają się tak ściśle miar jak dawniej, co najprościej oznacza, że kubek kubkowi, a szklanka szklance nie są równe co do pojemności. Często różnią się one w tym względzie dość znacznie. Jednak można najogólniej przyjąć, że w kubku i szklance wypełnionym do wysokości poniżej około 1 cm od krawędzi naczynia mieści się około 250 ml płynu, soku, herbaty, nalewki, oleju itp. Niekiedy w nazewnictwie operuje się też terminem filiżanka. W zasadzie to ceramiczne naczynie powinno być nieco mniejsze od szklanki czy kubka, ale obecnie często wielu autorów te trzy terminy stosuje zamiennie.

   Ile łyżek w szklance?

   Jeśli chcemy przeliczyć ilość płynu na łyżki, to w szklance, kubku mieści się od 16 nawet do 20 łyżek stołowych. Ta rozbieżność to głównie skutek różnego kształtu wgłębień łyżki. Najczęściej przyjmuje się, że duża łyżka stołowa zawiera 15 ml płynu, herbaty, wtedy na szklankę powinno wchodzić średnio około 16–17 łyżek. Z kolei jedna duża łyżka to 3 małe łyżeczki do herbaty płynu, czyli mała łyżeczka zawiera około 5 ml. Przejdźmy teraz do jeszcze mniejszych dawek.

   Ile kropel w łyżeczce?

   1 łyżeczka do herbaty zawiera około 80 kropli naparu, odpowiednio 40 kropli to pół łyżeczki naparu, czyli 2,5 ml albo 2,5 grama. Jeśli w domu używamy stale takich samych naczyń i sprzętów, warto sobie sporządzić własną, bardziej dokładną, podręczną tabliczkę przeliczników. Bardzo ułatwi nam ona życie i uspokoi przy dawkowaniu różnych domowych mikstur i specyfików.

Więcej informacji: 

Ziołowa apteczka na dziecięce choroby>>>

Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie

Wooden Cross with a Bright Blue Sky and Sun

Ubodzy i ubodzy w duchu

Na podstawie: 

Osiem stopni do szczęścia. Błogosławieństwa ewangeliczne Raniero Cantalamessa>>>

   W pierwszym błogosławieństwie napotykamy najpierw problem literacki, który bierze się stąd, iż to błogosławieństwo zostało nam przekazane w innej formie przez Mateusza niż przez Łukasza. Pierwszy używa mowy zależnej: Błogosławieni ubodzy, a drugi mowy niezależnej: Błogosławieni [jesteście], ubodzy; jeden mówi: ubodzy w duchu, a drugi po prostu: ubodzy.

   Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie dopuszcza istnienie wspólnego źródła zawierającego wyrażenie „ubodzy”, od którego zależny jest tak Mateusz, jak i Łukasz. Łukasz, zatroskany o zaakcentowanie także wymiaru społecznego tego określenia, zachowuje je takim, wzmacniając przez przeciwstawienie sobie wyrażeń: Błogosławieni [jesteście], ubodzy i Natomiast biada wam, bogaczom (Łk 6,20.24)[2]. Mateusz, któremu przyświeca cel katechetyczny, stara się wyjaśnić religijne znaczenie słowa ubodzy w duchowości judaistycznej i w nauczaniu Jezusa, dodając w duchu.

Wśród współczesnych komentatorów są tacy, którzy za Mateuszem podkreślają znaczenie religijne, i inni, którzy z Łukaszem akcentują znaczenie społeczne.

   Dla pierwszych określenie ubodzy w duchu wskazuje bardziej na postawę wewnętrzną, niż na status społeczny. Jezus – mówią oni – nie miał zamiaru beatyfikować jakiejś klasy społecznej. Tylko stan duchowy może być konfrontowany z rzeczywistością duchową, jaką jest królestwo niebieskie.

   To oczywiście prawda, że rzeczywiste ubóstwo jest uprzywilejowaną drogą do ubóstwa w duchu i Jezus mówi o tym na wiele sposobów. Jednakże nie należy sądzić, że w tym błogosławieństwie chodzi o proletariuszy czy o tzw. ludzi ziemi istniejących w ówczesnym judaizmie. Prawdziwie ewangeliczny ubogi to Boży hazardzista, który – kierując się wiarą- wszystko postawił na Boga. W judaizmie czasów Chrystusa słowo ubogi było praktycznie synonimem świętego (hasid) i pobożnego. Ojcowie Kościoła ubogiego w duchu określają synonimem „pokorny”.

Ci, którzy opierają się na tekście Łukasza, podkreślają społeczne znaczenie błogosławieństwa, widząc w słowie „ubodzy” określenie sytuacji społecznej, konkretnych warunków życia. Według nich tradycyjne tłumaczenie kładzie zbyt wielki nacisk na wewnętrzne nastawienie ubogiego i zbyt mały na naturę królestwa, które przychodzi. Błogosławieństwa – jak mówią – są przede wszystkim objawieniem miłosierdzia i sprawiedliwości, które charakteryzują królestwo Boże; objawiają bardziej Boga niż człowieka czy ubogiego. Słowo, którego używa Ewangelia dla określenia ubogich (ptochoí), oznacza ludzi potrzebujących, nieszczęśliwych, zgłodniałych, tych, którzy potrzebują jałmużny, żeby mogli żyć. Odpowiednik hebrajski anawîm w znaczeniu pierwotnym wskazuje osoby skrzywione, to znaczy zgięte, upokorzone, obciążone.

   Z jakiej racji – pytamy – osoby te miałyby być uprzywilejowane przez Boga? Nie ze względu na ich szczególne zasługi religijne – odpowiadamy – ani ze względu na ich dobre nastawienie, lecz dlatego, że Bóg, jako Król sprawiedliwy, chce bronić tych, którzy są pozbawieni obrony. W mentalności Starego Testamentu ubodzy są „strzeżonymi przez króla”.

W jaki sposób wytłumaczyć w takim razie ciągłe istnienie ubóstwa i ucisk ubogich w Izraelu, także wokół Jezusa, dla którego królestwo Boże już nadeszło? Mimo iż fakty temu przeczą, nie prowadzą do rezygnacji z przekonania o królewskiej sprawiedliwości Boga, ale rozciągają ją w przyszłość, na królestwo Boże czasów ostatecznych. To właśnie wtedy ubodzy odniosą zwycięstwo nad tymi wszystkimi, którzy ich uciskali, wtedy będą się prawdziwie cieszyć opieką Boga.

  1. Nie wystarczy wyjaśnienie

  „teologiczne”

   Przedstawiliśmy dwa główne sposoby rozumienia błogosławieństwa ubogich. Jeden, jak widać, kładzie nacisk na ubóstwo jako stan ducha, drugi na ubóstwo jako sytuację społeczną. W jednym i drugim przypadku nagrodą za nie jest królestwo Boże, ale w pierwszym przypadku wymaga ono wewnętrznej dyspozycji człowieka, a w drugim chodzi wyłącznie o wymaganie, jakie Bóg stawia sobie samemu. Żadna z tych tez nie jest zadowalająca, jeśli się je bierze oddzielnie. Jedna za bardzo wyklucza odniesienie do sytuacji społecznej, do rzeczywistości ubóstwa; druga w sposób drastyczny pomija wewnętrzne nastawienie ubogiego.

   Chciałbym w sposób szczególny podkreślić trudności, jakie niesie ze sobą to rozumienie ubóstwa, które przedstawia je jako problem teologiczny, uzależniony całkowicie od Boga. Interpretacja ta pomija ścisłą zależność, jaką ukazuje Ewangelia pomiędzy pojęciem ubóstwa i pokory, pomiędzy przywilejem ubogich i dzieci. Ponadto, jeśli rygorystycznie zastosujemy tę interpretację, to okaże się, że ona do niczego nie prowadzi. Wielką nagrodą dla ubogich w sensie socjologicznym powinno być królestwo Boże. Lecz analizując naturę tego królestwa, zauważamy, że nic nowego nie wnosi ono w ich rzeczywistą sytuację, ponieważ nie czyni ich ani bogatszymi, ani bardziej nasyconymi.

   Tak więc ta współczesna interpretacja tylko pozornie poświęca więcej uwagi wymiarowi społecznemu. Co więcej, zawiera pewne ryzyko nadużycia ubóstwa, czyniąc zeń jedynie okazję, która Bogu daje możliwość okazania swojej najwyższej sprawiedliwości. Pomijam fakt, że także w tym przypadku realizacja dokonywałaby się na płaszczyźnie zupełnie innej od obiecanej i oczekiwanej: ubogi otrzymuje obietnicę nagrody za swoje ubóstwo materialne, ale okazuje się w końcu, że ta nagroda ma charakter wyłącznie duchowy.

   Jezus z pewnością troszczy się o prawdziwych ubogich, ale czyni to nie wtedy, kiedy ich nazywa błogosławionymi, lecz kiedy mówi, że cokolwiek czynimy – lub nie – dla ubogich, to czynimy Jemu i kiedy grozi piekłem tym, którzy nie troszczą się o ubogiego, jak w przypowieści o bogaczu.

   W naszym przypadku trudność polega na zastosowaniu pojęcia zasług i cnót tam, gdzie należałoby mówić o wierze. To nie zasługi biednych czy ich dyspozycja moralna skłaniają Boga do działania na ich korzyść, lecz ich otwartość na wiarę. Bóg docenia w ubogich nie tyle to, co mają, lecz to, że brak w nich samowystarczalności, zamknięcia się w sobie, ambicji, by zbawić się o własnych siłach. Myśląc inaczej, twierdzilibyśmy, że królestwo Boże jest darowane najpierw celnikom i jawnogrzesznicom, ponieważ Bóg uprzywilejowuje taki stan, a nie dlatego, że są oni zdolni do opamiętania się, a fałszywi sprawiedliwi nie.

Nie chodzi o poznanie, czy Bóg działa w oparciu o jakąś naszą postawę poprzedzającą: jest jasne, że nie; chodzi o to, by zrozumieć, czy oczekuje czegoś w odpowiedzi. Ubogi musi uznać i przyjąć ten szczególny dar, tzn. musi uwierzyć. Bóg – mówi św. Jakub – wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze (por. Jk 2,5).

   Błogosławieństwo ewangeliczne: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie, trzeba odczytywać w świetle zestawienia łaska – wiara. Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę (Ef 2,8). W błogosławieństwie tym królestwo jest przedstawione jako dar łaski, a ubóstwo w duchu jako odpowiedź wiary. Ubodzy w duchu to ubodzy wierzący. Jezus zdaje się mówić: Błogosławieni wy, ubodzy, bo uwierzyliście (nie należy zapominać, że zwraca się On do konkretnych osób, które poszły za Nim, zaś biada kieruje do tych, którzy faktycznie Go odrzucili); lub też: błogosławieni wy, jeśli uwierzycie. Wiara stanowi tło każdego przemówienia Jezusa.

   Trzeba więc szukać rozwiązania trudności w połączeniu tych dwóch punktów widzenia. Trzeba łączyć, a nie przeciwstawiać sobie ubogich Łukasza i ubogich w duchu Mateusza. Ten ostatni, dodając do ubogich określenie w duchu, nie dokonał jedynie zabiegu katechetycznego, ale także hermeneutycznego: wydobył na światło dzienne element pojęcia ubogiego – ukryty, lecz rzeczywisty – w znaczeniu, w jakim używał go Jezus.

  1. Ubóstwo w życiu Chrystusa

   Najlepszą egzegezą błogosławieństwa ubogich jest samo życie Chrystusa. Święty Paweł pisze: Znacie przecież łaskę Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który będąc bogatym, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić (2 Kor 8,9). Nie ma wątpliwości, że jest tu mowa o materialnym ubóstwie Chrystusa. Taki jest sens tego zdania: Chrystus, będąc w sytuacji bogatego, stał się materialnie ubogi, aby nas duchowo ubogacić. „Znosił materialne ubóstwo – komentuje święty Tomasz – by nas obdarzyć duchowym bogactwem”. Nie przyszedł bowiem, aby ludzi uczynić bardziej bogatymi w dobra doczesne, lecz by ich uczynić dziećmi Bożymi i dziedzicami życia wiecznego.

Ubóstwo Chrystusa przyjmuje wyraz bardzo konkretny, życiowy, który mu towarzyszy od urodzenia aż do śmierci. Błogosławiona Aniela z Foligno napisała bardzo głębokie rozważania na temat tego ubóstwa Zbawiciela:

   „Istnieją trzy rodzaje ubóstwa. Pierwszym wymiarem doskonałego ubóstwa Chrystusa było to, że chciał On żyć i być ubogim we wszystkie dobra doczesne tego świata. Nie chciał posiadać domu ani pola, ani winnicy, ani żadnej własności, ani pieniędzy czy funduszy. Był ubogi, cierpiał głód, pragnienie, doskwierał mu upał, zimno i zmęczenie, doświadczał wielu braków i potrzeb. Nie posługiwał się rzeczami wyszukanymi i kosztownymi… Drugi wymiar ubóstwa to ten, że Jezus chciał być ubogim w krewnych i przyjaciół… Trzeci zaś to Jego chęć wyzbycia się samego siebie, uczynienia się ubogim w swoją boską moc, mądrość i swoją chwałę”[7].

   A wiec ubogi w rzeczy, ubogi we wsparcie, ubogi w znaczenie. Ten trzeci rodzaj ubóstwa jest najgłębszy, ponieważ dotyka obszaru bycia, a nie tylko posiadania. Dla Chrystusa przejawiło się ono w samym fakcie stania się człowiekiem, w ogołoceniu, jeśli nie ze swojej boskiej natury, to przynajmniej z tego wszystkiego, czego ta natura mogłaby się domagać, gdy chodzi o chwałę, bogactwo i splendor. „Cóż jest bardziej ubogiego dla Boga od postaci sługi? Cóż bardziej pokornego od zjednoczenia z naszą naturą?” – woła święty Grzegorz z Nyssy[8]. W Chrystusie jaśnieje ubóstwo w formie najdoskonalszej, polegające nie na tym, że się jest ubogim (co może być wynikiem konieczności lub dziedziczenia), lecz na stawaniu się ubogim z miłości, aby innych ubogacić.

   Jednakże w sprawie ubóstwa materialnego Chrystusa istnieją być może schematy, które należy zweryfikować w oparciu o uważne studium Ewangelii. Na ile nam wiadomo, Jezus nie należał, pod względem pozycji społecznej, do ówczesnego proletariatu, to znaczy do najniższej klasy społecznej. Był rzemieślnikiem i zarabiał na życie własną pracą, co stawiało Go oczywiście w lepszej sytuacji od tych, którzy byli zatrudniani przez pracodawców. Także w czasie działalności publicznej trudno mówić o Nim jako o ostatnim z ubogich, ponieważ cieszył się tytułem i autorytetem rabbiego, otrzymywał zaproszenia, także od ludzi dobrze sytuowanych, cieszył się takimi przyjaźniami, jak ta z Łazarzem i jego siostrami, otrzymywał pomoc od niektórych zamożnych kobiet (por. Łk 8,2n). Jego słowa: Lisy mają nory i ptaki podniebne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć (Łk 9,58), należy rozumieć raczej w kontekście warunków Jego życia jako wędrownego kaznodziei, bez stałego miejsca zamieszkania, niż braku dachu nad głową, choć i o to również może chodzić.

   Z materialnego punktu widzenia z pewnością było wiele osób uboższych niż On, rzesze ludzi wydziedziczonych, nad którymi tylko On się litował, widząc, że byli znękani i porzuceni (Mt 9,36). Wśród Jego przyszłych uczniów byli niektórzy asceci i eremici z pustyni, którzy przewyższali Mistrza w surowości i ubóstwie ściśle materialnym.

   Z powodu przypisywania nadmiernej wartości zewnętrznym przejawom ubóstwa Jezusa mogą rodzić się nieporozumienia. On nigdy nie dopominał się pierwszeństwa w ubóstwie, jak to czynił, jeżeli chodzi o miłość, mówiąc, że nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich (por. J 15,13). Zachował wolność w stosunku do własnego ubóstwa, tak jak był wolny w kwestii jedzenia i picia, nie przejmując się zbytnio tym, że uważano go za żarłoka i opoja. W kwestii umartwienia Jego poprzednik, Jan Chrzciciel, był o wiele bardziej wymagający niż On.

Jezus nie dał się złapać w pułapkę, tak jak niektórzy jego naśladowcy, którzy absolutyzowali ubóstwo materialne, mierząc nim stopień swojej doskonałości, i w ten sposób stali się bogatymi w to, co może być najgorszego: w samych siebie i we własną sprawiedliwość. Nie należy ustanawiać wartości absolutnych w oparciu o sprawy materialne – oto granice, poza które nie można wykroczyć. Choćby ktoś chciał być najuboższym z ubogich, odkryje zawsze, że jest ktoś bardziej ubogi od niego. Ubóstwo materialne nie ma dna.

   Tym, co nadaje wartość ubóstwu materialnemu jest motywacja, w oparciu o którą się je wybiera. W przypadku Chrystusa jest nią miłość: Dla was stał się… (2 Kor 8,9). Dar jest wartościowy przede wszystkim wtedy, kiedy stanowi owoc ogołocenia; kiedy pozbawiamy się tego, co ofiarowujemy. Słowo w pewnym sensie wyzbyło się swojego boskiego bogactwa, aby nam go udzielić. Ubóstwo Boga jest wyrazem Jego agape, Jego bycia miłością. W czasach Jezusa filozofowie – cynicy praktykowali ubóstwo materialne pod pewnymi względami surowsze niż Jego, ale nie wynikało ono z miłości do ludzi; było raczej wyzwaniem rzuconym im w twarz w celu ukazania niezależności i wyższości człowieka w stosunku do natury i rzeczy.

Całość: Osiem stopni do szczęścia. Błogosławieństwa ewangeliczne Raniero Cantalamessa>>>

 

Najpopularniejsze leki dla dzieci z ziołowej apteczki domowej

szczescie 1   Wiele jest ziół, prostych naturalnych kuracji, które działają stosunkowo łagodnie, i które z dobrym skutkiem można stosować u dzieci w każdym wieku.

   Herbatki z melisy i lipy

   Przede wszystkim warto mieć zawsze w domowej apteczce melisę i lipę. Te dwie herbatki serwuje się dzieciom przy nerwowości, bezsenności, drażliwości, niepokojach, lękach, w sytuacjach stresowych. Podobne zastosowanie ma herbatka z rumianku, którą również podaje się przy dolegliwościach żołądkowych, biegunkach, bólach głowy, gorączkach. Dzieci mogą również pić herbatki z nagietka, mięty pieprzowej, pokrzywy, zwłaszcza dla wzmocnienia i poprawy obrazu krwi.

   Anyżek i koper na trawienie

   Przy kłopotach z trawieniem doskonały jest anyżek, koper włoski; podaje się napary albo odwary. Przy biegunkach bardzo skutecznym lekiem są suszone owoce czarnej jagody. Można je podawać dzieciom do żucia albo przyrządzać z nich odwary i napary.

   Len na zaparcia

   W dziecinnej domowej apteczce ziołowej powinny znaleźć się również nasiona lnu, doskonałe na zaparcia oraz dolegliwości dróg oddechowych, owoce dzikiej róży, czyli witaminowa bomba, owoce maliny, dziurawiec, nasiona z dyni, jako profilaktyka przeciw różnorakim robaczycom.

   Kleik dobry na każdą chorobę

   Gorączka u dziecka może sygnalizować przeziębienie lub początek jakiejś typowej choroby dziecięcej. Niezależnie od tego, jak będzie wyglądać dalsza kuracja i jaki to będzie rodzaj schorzenia, dziecko wypada położyć do łóżka i nie karmić na siłę. Łagodna dieta, np. kleik jęczmienny, świeże owoce, warzywa, zaś do picia soki z warzyw i owoców oraz herbatki ziołowe, na pewno ułatwią organizmowi pokonanie choroby. Nigdy jednak nie należy karmić dziecka na siłę, bo to więcej przyniesie szkody niż pożytku. Podawać warto natomiast napoje. Korzystne i kojące działanie mają m.in. napary z kwiatów rumianku.

   Maliny z lipą na gorączkę

   Dla wywołania potów najlepsza jest herbatka z malin i lipy, albo malin, lipy i kwiatów czarnego bzu. Wszystkie składniki zmieszać w równych porcjach.

   Łyżkę lub łyżeczkę ziół w zależności od wieku dziecka zalać szklanką wrzątku. Wypić małymi łykami. Jeżeli gorączka jest wysoka, można schłodzić dziecko, przykładając do nóg i stóp chłodne, ale niezbyt zimne kompresy z wody z dodatkiem odrobiny soku z cytryny lub octu winnego.

   Przecier z marchwi na biegunki

   Przy biegunkach skutecznym lekiem jest zmiana diety. Odstawić warto inne pokarmy i podawać tylko przeciery z marchwi, ale najlepiej wiadomego pochodzenie z upraw ekologicznych albo własnego ogródka nienawożonego chemicznie. Kilka marchwi ugotować i przetrzeć dokładnie. Rozcieńczyć 2–3 szklankami wody przegotowanej, dodać odrobinę soli gruboziarnistej, ale nie jest to konieczne. Przechowywać w chłodnym miejscu w lodówce i podawać przez całą dobę. Po ustąpieniu biegunki podawać przecier na przemian z mlekiem. Dieta marchwiowa korzystna jest również przy owsikach i glistach.

   Przy biegunkach pomocny bywa łagodny odwar z owoców czarnych jagód albo odwar z czarnych jagód i kwiatów rumianku. Odwar z owoców czarnych jagód można także dodać do marchwi. Pomaga również przecier z surowych jabłek, kleik z ryżu, najlepiej brązowego, niełuskanego, puree z ziemniaków.

   Wyciąg na kaszel

   Przy podrażnieniu gardła, dróg oddechowych, kaszlu pomocne są napary i odwary zawierające dużo śluzu. Warto więc podawać do picia herbatki z lipy, wyciągi wodne z korzenia prawoślazu. Łyżkę rozdrobnionych korzeni zalać szklanką wody. Odstawić na kilka godzin. Odcedzić, dosłodzić miodem. Podawać dzieciom co 2–3 godziny po łyżce, mniejszym dzieciom po łyżeczce. Korzeń prawoślazu można zmieszać w równych proporcjach z owocem kopru włoskiego i owocem anyżu. Łyżkę rozdrobnionej mieszanki zalać szklanką wrzątku. Gotować kilka minut pod przykryciem na małym ogniu. Odcedzić. Dosłodzić miodem. Dodawać po łyżce lub łyżeczce (zależnie od wieku) kilka razy dziennie po posiłkach.

   Odwar wzmacniający

   Po kuracjach silnymi lekami farmaceutycznymi bardzo ważne jest wzmocnienie organizmu. Wtedy bardzo pomocne mogą okazać się dzika róża oraz pokrzywa. Zmieszać równe części owoców róży i liści pokrzywy. Dwie łyżki mieszanki zalać szklanką wrzątku. Odstawić. Gotować na małym ogniu, pod przykryciem, nie dopuszczając do wrzenia przez kilka minut. Odcedzić, dosłodzić łyżką miodu lipowego lub wielokwiatowego. Podawać dzieciom młodszym po 1–2 łyżeczki 2–4 razy dziennie, starszym po 1–2 łyżki. Odwar wzmacnia również odporność na infekcje.

   Uwaga. Znacznie obszerniej i szczegółowo na temat diety, wzmacniania odporności i kuracji z różnych dolegliwości przeziębieniowych pisałem w tomie I poradnika TUTAJ

WIĘCEJ: Ziołowa apteczka na dziecięce choroby>>>>

Poczucie wewnętrznej siły

f2d7c0262060d24142101d7f519ebaa0To Ty kreujesz swoje życie. Wybierasz kim i jaki chcesz być. Masz silne poczucie kontroli nad własnym losem i wiesz, że od Ciebie zależy, jaki on będzie. Samodzielnie podejmujesz decyzje i nie pozwalasz, by ktoś inny decydował za Ciebie. W swoich rękach trzymasz ster statku noszącego Twoje imię i kierujesz nim według swojej woli. Umiesz mądrze wykorzystywać własne doświadczenia i wyciągać z nich naukę, przez co nieustannie idziesz do przodu i podejmujesz coraz skuteczniejsze działania. Masz mądrość życiową, którą zdobyłeś i wciąż zdobywasz, myśląc i analizując to co Cię spotyka.

Na podstawie: Odzyskane szczęście – wolność od bagażu z dzieciństwa>>>

Pasja

514597d95c1cee87372db36437d8f217Twoje życie jest nasycone pasją. Pasją do życia, do ludzi, do rzeczy i czynności, które kochasz i które Cię uszczęśliwiają. Zawsze znajdujesz czas, by zająć się tym, co rozwesela Twoją duszę. Nie godzisz się, by codzienne zabieganie odciągnęło cię od tego, co naprawdę kochasz. Masz silne poczucie własnej wartości i wiarę w siebie, dzięki czemu idziesz odważnie i pewnie za swoimi pasjami. Czujesz ten głos w sobie i słuchasz, nie pozwalając by inni ludzie zagłuszyli go. Poświęcając czas na pasje, stajesz się w nich coraz lepszy i szczęśliwszy jako człowiek. Dlatego powtarzasz te pozytywne doświadczenia tak często, jak to możliwe. Dają Ci energię, ładują akumulatory, więc bierzesz garściami pozytywne wibracje. Oddając się im, wchodzisz w stan przepływu. Czas zwalnia, nie czujesz zmęczenia, ani głodu. Jesteś pochłonięty tym co robisz, skoncentrowany, obecny całkowicie. Twój umysł jakby wyłączał myślenie otwierając szeroki kanał, by dobra energia wyzwalana przez pasję napływała do Ciebie. Znikają wszelkie niechciane myśli, a w ich miejsce pojawia się głęboki spokój, radość i ukojenie, jakie daje fala pozytywnych emocji, które przez Ciebie przepływają. Mógłbyś tak trwać godzinami. Kiedy już nasycisz się na jakiś czas, czujesz jak ogarnia Cię błogie uczucie odprężenia. Jesteś zrelaksowany, obecny, uśmiechasz się do siebie i do Boga. Potem wracasz do świata szczęśliwy i radosny z pełną mocą, by stawić czoła wszystkiemu, cokolwiek się stanie. Rozwijasz swoje pasje i podsycasz je nieustannie, nie dając ich odsunąć na dalszy plan, ponieważ wiesz, że to Twoje źródło siły, pozytywnych emocji i radości, a także błogosławiony lek na wszelkie troski.

Więcej tu: 

Odzyskane szczęście – wolność od bagażu z dzieciństwa Zobacz>>>