Duchowość

Wooden Cross with a Bright Blue Sky and Sun

Duża popularność pojęcia „duchowość”, jaką obserwuje się w ostatnich dziesięcioleciach, sprawia wrażenie, że jest ono zupełnie nowe, wymyślone głównie na użytek psychologii, popularyzacji kultury dalekowschodniej czy ezoteryzmu.

          Geneza pojęcia

          Tymczasem jest to jeden z najstarszych terminów, jaki pojawił się w języku teologii chrześcijańskiej. W łacińskim brzmieniu spiritualitas został po raz pierwszy użyty w listach Pelagiusza († 435), pisanych w 20. latach V wieku. Niemal od początku, pod wpływem heretyckich nurtów manichejskich, odnoszących się z dużą rezerwą do cielesnego wymiaru człowieka, słowu spiritualitas przeciwstawiano carnalitas (cielesność), a nawet animalitas (zwierzęcość). Duchowość więc oznaczała głównie to, co niecielesne w człowieku, czyli związane z niematerialną duszą. W takim rozumieniu pojęcie to przetrwało do naszych czasów, choć podlegało różnym modyfikacjom, a pod koniec XVII wieku na jakiś czas wyszło z użycia, jednak powróciło na początku XX stulecia.

          Obecnie najczęściej używane jest w dziedzinie teologii, jak również w naukach o człowieku, zwłaszcza w psychologii, a także filozofii. Obserwuje się nawet niepokojącą tendencję utożsamiania duchowości z psychologią. Przykładem tego może być fakt, że w Ameryce często pod szyldem centrów duchowości kryją się ośrodki psychoterapeutyczne. Także w Polsce czasem stosuje się różne metody psychologiczne do opisywania i rozwiązywania kwestii, które odnoszą się do ścisłej relacji człowieka z Bogiem. Takie mieszanie porządków jest nie tylko nieuprawnione, ale nawet szkodliwe.

          Dla uniknięcia tego rodzaju nieporozumień słusznym wydaje się odróżnienie sensu antropologicznego pojęcia „duchowość” od jego znaczenia ściśle teologicznego.

Duchowość w sensie antropologicznym

          Jeśli chodzi o sens antropologiczny, to cenną inspiracją są słowa kard. Karola Wojtyły z jego książki pt. „Osoba i czyn” (Kraków 1969) odnośnie do tego, że w człowieku istnieje charakterystyczna dla ludzkiej natury zdolność do autotranscendencji, czyli wykraczania w swoim myśleniu, pragnieniach i odczuwaniu poza wąski zakres potrzeb związanych z cielesnością. W tym sensie przejawem duchowości człowieka jest, dla przykładu, jego zdolność do posługiwania się językiem, praca i nauka, różnorodne wytwory sztuki itp., a więc szeroko rozumiana cywilizacja i kultura. Oznacza to, że spośród istot ziemskich tylko człowiek odznacza się duchowością, a więc tworzy i rozwija sferę duchową.

          Duchowość religijna

          Dzięki tej wrodzonej zdolności przekraczania siebie otwiera się on na rzeczywistość nadprzyrodzoną. Gdy w tym, co jest poza nim, upatruje sensu życia i zarazem szansy na zachowanie swego bytu mimo przemijalności, wówczas można mówić o duchowości religijnej, szczególnie w sytuacji, gdy głównym celem działalności człowieka jest jego zbawienie. W zależności od tego, w jakim systemie treści doktrynalnych i etyczno-moralnych realizuje się to dążenie do własnego zbawienia, będziemy mieli różne rodzaje duchowości religijnych, jak chociażby duchowość hinduistyczną, buddyjską, judaistyczną, muzułmańską czy chrześcijańską.

          Duchowość chrześcijańska

          W duchowości chrześcijańskiej ostatecznym odniesieniem człowieka w jego dążeniu do zbawienia jest Bóg w Trójcy Osób, o którym poucza Pismo Święte, a którego w pełni objawił Jezus Chrystus, stale obecny w Kościele mocą Ducha Świętego. W związku z tym należy podkreślić, że duchowość chrześcijańska tym różni się od innych duchowości religijnych, że jest trynitarna, chrystocentryczno-pneumatologiczna i eklezjalna. Zarówno z punktu widzenia podstaw dogmatyczno-doktrynalnych, jak i samego doświadczenia duchowego, czyli sposobu przeżywania swojego odniesienia do Boga, duchowości chrześcijańskiej nie można w żaden sposób utożsamiać z duchowościami innych religii czy systemów filozoficzno-etycznych. Chrześcijanin bowiem, czerpiąc z bogactwa swej duchowej natury, wchodzi w najściślejszą, opartą na miłości więź osobową z Bogiem przez Jezusa Chrystusa. Dokonuje się to jednak nie dzięki medytacyjno-ascetycznym wysiłkom samego człowieka, jak to bywa np. w duchowościach dalekowschodnich, lecz jest owocem dzieła odkupienia, którego dokonał Jezus Chrystus. U podstaw duchowości chrześcijańskiej jest zatem działanie łaski Bożej, jakiej człowiek staje się uczestnikiem przez sakrament Chrztu św. i swoje zaangażowanie w Kościele świętym.

Dowiedz się więcej: ABC duchowości   Marek Chmielewski    

Poliposiłek

zywnoscPoliposiłek to specjalna dieta, którą po przeprowadzeniu badań, zaproponowali holenderscy uczeni. Dieta ta ma zmniejszać ryzyko wystąpienia chorób układu krążenia. A choroby te są jedną z głównych przyczyn zgonów. Warto więc zadbać o zdrowie, tym bardziej, że dieta ta jest smaczna, a część z jej składników z pewnością Cię zaskoczy 🙂

Poliposiłek składa się z najzdrowszych dla naszego układu krążenia produktów, czyli powinny to być:

wino

ryby

owoce

warzywa

czosnek

migdały

ciemna czekolada.

Prawda, że są smaczne? Może oprócz czosnku, ale z jego zapachem można sobie poradzić. Wszystkie te produkty można spożywać codziennie, oprócz ryb, te 4 razy w tygodniu.

U osób w średnim wieku, którzy jedli poliposiłek codziennie, ryzyko chorób układu sercowo – naczyniowego zmniejszy się o 76%, a oczekiwana długość życia wzrośnie u mężczyzn o 6,6%, u kobiet 4,8%.

Produkty te raczej są ogólnie dostępne i, nie będzie więc problemu ani z ich kupieniem, ani spożywaniem. Pamiętać oczywiście należy, że tak jak w przypadku wszystkiego zalecany jest umiar…

Wino kupisz tutaj:

Euro Wino

Projekt Wino 

 

Radzenie sobie z rodzinnymi nastrojami

SUZW radzeniu sobie z rodzinnymi nastrojami pomóc może:

  1. Samoświadomość i samoakceptacja, czyli: szacunek do siebie samego, rozumienie własnych potrzeb, rozumienie własnych emocji i samokontrola, motywacja do pracy nad sobą i chęć zmiany na lepsze, umiejętność dbania o siebie i miłość do siebie.
  2. Umiejętność znalezienia dystansu oraz szukanie zrozumienia i akceptacji trudnych zachowań bliskich nam osób.
  3. Motywacja do dbania o relacje z bliskimi osobami: umiejętność doceniania bliskich osób, rozumienie potrzeb innych, empatia w stosunku do nich, umiejętność dawania wsparcia i brania od bliskich tego, co chcą nam podarować.
  4. Niezgoda na agresję.
  5. Asertywność.
  6. Umiejętność dobrej komunikacji.
  7. Rozumienie zasad funkcjonowania rodziny. Poznanie jej historii i systemu wartości oraz reguł, według których funkcjonuje.
  8. Umiejętność dbania o relacje z partnerem, czyli: wyznaczanie granic, szacunek do partnera i liczenie się z jego zdaniem, traktowanie rodzinnych kłopotów jako wspólnych spraw i wspólne poszukiwanie rozwiązań trudnych sytuacji, podział codziennych obowiązków, dbanie o wspólnie spędzany czas, dobrą komunikację i intymność w relacji.

Dowiedz się więcej:  Nas troje czyli rodzinne nastroje Maria Rotkiel

Likwidacja gimnazjów nie zmieni dzieci

wychowanie-darmowe-raportyLikwidacja gimnazjów została już zapowiedziana. W części badań ponad połowa Polaków popiera likwidację tego typu szkół. Problem w tym, że ani politycy, ani rodzice nie podają twardych dowodów na to, że gimnazja są złe. Co więcej, odnoszę wrażenie, że rodzice mają nierealne oczekiwania względem zamiany gimnazjów na ośmioletnie szkoły podstawowe.

Być może ktoś nie wie, ale zmiana nazwy szkoły, ani nawet zmiana podstaw programowych nie zmieni dzieci, które uczęszczają do tych szkół. Nadal będą to te same szkoły, ci sami nauczyciele, a przede wszystkim te same dzieci. Z tymi samymi problemami, które miałyby chodząc do gimnazjów. Tak samo będą przechodziły przez trudny etap, jakim jest dojrzewanie, z jego wszystkimi minusami. Nadal będą wokół inne dzieciaki, które są postrzegane jako, te, które nasze dobre dzieci sprowadzają na złą drogę. A najzabawniejsze jest to, że rodzice tamtych dzieciaków mówią tak samo źle o naszych dzieciach…

Część rodziców zapomina, że głównym środowiskiem, w którym dziecko przebywa i które generuje najwięcej problemów jest rodzina. W większości przypadków dzieci i młodzież przenoszą problematyczne zachowania z rodzin do szkół, a nie odwrotnie.

Oczekiwania związane z likwidacją gimnazjów wyrażane przez rodziców, są tak duże, że już teraz mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że będą oni rozczarowani. Zmiana jednej szkoły na inną nie rozwiązuje sama z siebie żadnych problemów, ani wychowawczych, ani z nauką. To nie jest czarodziejska różdżka, którą za jednym dotknięciem zamienimy szkoły, dzieci i nauczycieli w byty idealne.

Oczywiście łatwo jest wskazywać gimnazja jako przyczynę wszystkich problemów, które się pojawiają. Niestety mało kto zadaje sobie trud, żeby przemyśleć sytuację swojego dziecka, przyznać się do błędów, zacząć więcej wymagać od nauczycieli, dziecka i siebie.

Jest mi obojętne jak szkoła się nazywa i czy będzie ośmioletnia, jedna, zamiast dwóch. Nie mam złudzeń, że najwięcej zależy od nas, rodziców, a nie typu szkoły czy lekcji wychowawczych. Wychowują przede wszystkim rodzice. Szkoły niech się ograniczą do nauczania i reagowania, gdy dzieje się coś złego na ich terenie. Nie wymagajmy od szkół zajmowania się dziećmi przez 12 godzin dziennie, ani rozwiązywania problemów naszych dzieci za nas, rodziców. Niech mają czas i dobrą atmosferę do efektywnego nauczania. A z pewnością nie ułatwiają im tego nierealne oczekiwania i rodziców i polityków.

©Przemysław Pufal

Dlaczego kłamiemy

SUZKłamstwo, oszustwo i zdrada są zazwyczaj oceniane negatywnie, potępiane i traktowane jako oczywiste, świadome łamanie norm i reguł społecznych. Jak próbuje się je definiować, określać, opisywać?

Kłamstwo to świadome i celowe wprowadzenie drugiej osoby w błąd. Kłamie ten, kto wiedząc, jaka jest prawda, przedstawia drugiemu człowiekowi fałsz lub wypaczony obraz tej prawdy.

 Oszustwo to wprowadzenie drugiej osoby w błąd lub wykorzystanie czyjegoś błędu dla własnej korzyści. Oszust kłamie, aby coś zyskać.

 Zdrada to niedochowanie wierności wobec małżonka/małżonki czy partnerki/partnera. Zdradza ten, kto będąc z jedną osobą w związku, idzie do łóżka z drugą. Ale również ten, kto nawiązuje z inną osobą bliską, intymną relację, jest nią zauroczony, poświęca jej dużo czasu, tęskni i myśli o niej.

 Zdrada wiąże się w większości przypadków z kłamstwami, a nawet ich potokiem czy wręcz lawiną! Romanse i poważne oszustwa dotyczące bliskich osób są zazwyczaj starannie ukrywane, a ich sprawcy zaprzeczają im czasami nawet w obliczu oczywistych dowodów, z którymi są konfrontowani. Za Antonim Czechowem można powtórzyć, że „kłamstwo jest jak alkoholizm; kłamcy kłamią nawet w obliczu śmierci”. Typowe kłamstwa, używane w obronie przed obciążającymi faktami, zwykle brzmią dramatycznie, ale ciągle pewnie i stanowczo, tak jak: To nie tak, jak myślisz! Pozwól, że ci to wyjaśnię…, Mylisz się! Jeśli poznasz wszystkie szczegóły, na pewno zmienisz zdanie na mój temat… czy Wiem, że to źle wygląda, ale musisz mi uwierzyć, że…, itp.

 Trzeba w tym miejscu wspomnieć, że istnieją profesje, w których umiejętność kłamania (wprowadzania innych w błąd) jest ważną zawodową kompetencją i które są… społecznie cenione. Dotyczy to m.in. polityków, dyplomatów, oficerów wywiadu i kontrwywiadu, policjantów działających pod przykryciem, rzeczników prasowych czy adwokatów. Istnieją też kłamstwa, których owoce mogą być dobre, tak zwane kłamstwa w „dobrej sprawie”. Leszek Kołakowski, wybitny polski filozof i pisarz, w jednym ze swoich wykładów, podaje jako przykład takiego kłamstwa odpowiedź na pytanie hitlerowskiego patrolu: Czy ukrywają się tu Żydzi?, która, jeśli miałaby być szczera, wiązałaby się z wydaniem niewinnych ludzi na pewną śmierć.

W tej książce będziemy zajmować się jednak zdradą w związku i kłamstwem wobec bliskich osób, które rani, poważnie narusza relacje międzyludzkie lub wręcz je niszczy.

 Kłamstwo ma dwie podstawowe formy – jedna to fałszowanie, które polega na przekazywaniu fałszu jako prawdy, a druga to ukrywanie, czyli zatajanie prawdziwej informacji, która jest istotna dla danej relacji. Ku swojemu zdziwieniu wielokrotnie w dyskusjach ze studentami, a także pacjentami, odkrywałem, że wielu z nich nie uważa zatajania za formę kłamstwa: Jeśli ktoś mnie o coś nie zapyta wprost, a ja o tym sama nie powiem… to chyba nie kłamię? – słyszałem. Jeśli chodzi o zatajenie istotnej dla danej relacji informacji, to z pewnością w takim przypadku będziemy mówić o kłamstwie. Czy mąż, który na wyjeździe służbowym uprawiał seks z koleżanką z pracy i nie mówi o tym żonie, ponieważ ta go o to nie zapytała, jest w stosunku do swojej żony w porządku? Istotnym, oczywistym i oczekiwanym przez obydwie strony elementem każdego małżeństwa lub związku dwojga osób jest wierność (chyba że małżonkowie wyraźnie ustalili inaczej, co się zdarza). Żona ma prawo zakładać, że małżonek jest jej wierny i nie musi się o to dopytywać. Ukrywanie takich istotnych dla danej relacji informacji (tutaj: informacji na temat zdrady) jest kłamstwem. Mąż nie tylko zdradził żonę, lecz także ją okłamuje, nie mówiąc jej o tym, co się stało.

 W małżeństwie i stałym związku takimi niezwykle istotnymi informacjami o partnerze są, obok niewierności:

  • stan cywilny i sytuacja osobista: małżeństwa, rozwody i dzieci, ale również przeszłość kryminalna itp.,
  • stan zdrowia: poważne choroby i zaburzenia, w tym zaburzenia związane z używaniem substancji psychoaktywnych (również alkoholu), zaburzenia preferencji seksualnych i niemożność posiadania dzieci,
  • sytuacja finansowa: zarobki, kredyty, długi i inne zobowiązania (w tym alimenty), plany inwestycyjne, testament.

 Jest to praktycznie pełna lista zarzutów wysuwanych wobec małżonków i partnerów oskarżanych o kłamstwo i zatajanie ważnych informacji.

2013-10-07_103433Zdradę można zdefiniować właśnie jako pogwałcenie zaufania i oczywistych zasad w relacji między dwojgiem ludzi. Wyróżnia się niewierność seksualną i emocjonalną (zakochanie, zauroczenie dotyczące innej osoby). Niektóre koncepcje teoretyczne wskazują, że dla mężczyzn bardziej raniąca jest zdrada seksualna, natomiast dla kobiet emocjonalna, o czym będziemy mówić jeszcze na następnych stronach tej książki, jednak często w praktyce te dwa aspekty zdrady łączą się ze sobą. Podobnie jak zdrada zwykle łączy się z kłamstwami wobec oficjalnego partnera, związanymi – przede wszystkim – z ukrywaniem romansu.

 Ale równie często zdarza się, że niewierny mąż czy żona okłamują także kochankę/kochanka, wprowadzając ich w błąd co do swojej sytuacji w oficjalnym związku, posiadania dzieci, statusu materialnego czy zajmowanego stanowiska. Jako terapeuta często słyszę od okłamanych kobiet, że żonaci mężczyźni, którzy je uwiedli, przedstawiali swoją sytuację rodzinną w sposób bardzo odmienny od rzeczywistości. Najczęściej kłamali kochankom, że są w separacji lub się rozwodzą/zamierzają się rozwieść, nie sypiają z żonami czy też mają wobec kochanek poważne plany (kocham cię, rozwiodę się i będę z tobą). Być może mniej bolesne dla kochanek, choć równie częste, są nieprawdziwe informacje, w których mężczyźni przedstawiają siebie jako zamożniejszych, bardziej ustosunkowanych i zajmujących wyższe stanowiska niż w rzeczywistości. Są to pospolite kłamstwa, którymi mężczyźni starają się zdobyć zainteresowanie kobiet. Często z pozytywnym skutkiem, ponieważ te fałszywe informacje odpowiadają oczekiwaniom wielu przedstawicielek płci pięknej.

 Z pewnością żyjemy w świecie pełnym kłamstw.

 Codziennie jesteśmy okłamywani. W błąd wprowadzają nas reklamy, które oglądamy w telewizji (90 proc. dentystów ma używać pasty do zębów jednej z marek, a zakup dużego samochodu SUV z napędem na cztery koła pewnej japońskiej firmy będzie „krokiem korzystnym dla środowiska”), sprzedawcy, u których robimy zakupy (Wszystko jest świeżutkie! Oj, nie wiem, skąd to się tu wzięło, takie zepsute…), fachowcy, z których usług korzystamy (Trzeba wymienić jeszcze tarcze hamulcowe i akumulator… Były wymieniane w zeszłym roku? To nie wiem, widać dużo pani jeździ…), a także bliskie nam osoby, które darzymy zaufaniem i na których polegamy.

 Również większość z nas codziennie okłamuje innych – najczęściej spontanicznie, bez poczucia winy i lęku oraz nie obawiając się zdemaskowania naszych kłamstw, ponieważ uważamy je za nieszkodliwe. Czy rzeczywiście takie są?

 Wymówki w celu odrzucenia próśb, których nie chcemy spełnić, fałszywe komplementy, którymi chcemy się przypodobać innym, fałszywy obraz siebie samego przedstawiany osobom, które nam się podobają, przemilczanie negatywnych ocen wyglądu bądź zachowania osób, na których nam zależy, to pospolite kłamstwa, które pozwalają nam na łatwe podtrzymanie relacji, które są dla nas ważne. Oceniamy je jako całkowicie niewinne, twierdząc najczęściej, że prawda mogłaby być dla naszych rozmówców przykra, więc – dla ich dobra – wprowadzamy ich w błąd. Jak ironicznie stwierdził niemiecki satyryk Georg Christoph Lichtenberg: „raczący się komplementami wzięliby się niezawodnie za łby, gdyby wiedzieli, co naprawdę o sobie myślą”.

Tak więc pracownik chwali nowy garnitur szefa, mimo że mu się nie podoba. Chłopak, który rzuca dziewczynę, ponieważ poznał inną, mówi jej, że jest obecnie bardzo zajęty pracą i dlatego nie ma czasu na związki. Siostrzeniec wymawia się od przyjęcia zaproszenia na urodziny swojej ciotki, podając niezgodnie z prawdą, że musi się uczyć do ważnego egzaminu. Niepełnoletnia córka mówi matce, że spędzi noc u koleżanki w domu, podczas gdy planuje wyjście z koleżankami do dyskoteki.

 Klasyczne już badania Belli dePaulo, amerykańskiej psycholożki społecznej, pokazują, że choć uważamy, iż większość naszych codziennych kłamstw jest właśnie „altruistyczna”, i wypowiadamy je, aby nie ranić cudzych uczuć lub chronić innych przed niezręczną sytuacją, to faktycznie mają one zwykle egoistyczne pobudki – to nas samych mają chronić przed zakłopotaniem, utratą twarzy, zranieniem uczuć, obniżeniem samooceny czy naruszeniem prywatności itp.

 Wypowiadane przez nas codziennie kłamstwa przynoszą nam przede wszystkim korzyści psychologiczne, ale jeśli zrobimy rzetelny rachunek sumienia, to może okazać się, że z równą nonszalancją dopuszczamy się kłamstw i nieuczciwych zachowań przynoszących korzyści materialne. Kandydat na pracownika naciągający fakty dotyczące swoich doświadczeń zawodowych, pracownik podający nieprawdziwe powody spóźnień i nieobecności, klient, który zmyśla, aby uzyskać rabat na towar (np. twierdząc, że towar w innym sklepie jest tańszy itp.) lub zwrócić niepotrzebny zakup (np. twierdząc, że towar ma jakąś wadę itp.) czy pracownik zabierający bezprawnie z pracy do domu materiały biurowe albo kierowca uciekający z parkingu zaraz po tym, jak otarł inny samochód, to przykłady częstych nieuczciwych zachowań, które wiążą się z materialnymi zyskami.

 Znany prezenter telewizyjny Jarosław Kuźniar w jednym z wywiadów dla kolorowego czasopisma wyznał, że w czasie podróży po Kanadzie i USA kupował potrzebne dziecku rzeczy takie jak wanienka, krzesełko i fotelik samochodowy w sklepach sieci Walmart, aby pod koniec podróży zwrócić towar do sklepu i odzyskać pieniądze, informując obsługę, że towar mu „nie pasował”. Choć sam prezenter nie widział w swoim zachowaniu niczego niestosownego (na Twitterze napisał: „Tak trudno zrozumieć, że w podróży trzeba sobie umieć radzić? Nie kraść, nie niszczyć, żyć tak, jak pozwala prawo? Aż tyle”) to wielu internautów nie szczędziło Kuźniarowi ostrych komentarzy zarzucających mu wprost kłamstwo, nieuczciwość i nadużywanie praw konsumenckich. Przerodziły się one w akcję wymyślania „Sekretów Kuźniara” – szyderczych, wzorowanych na jego oryginalnej wypowiedzi „dobrych rad” dotyczących m.in. oszczędności graniczącej z nieuczciwymi działaniami, np. „Jedząc zupę w restauracji, niepostrzeżenie wyrywam sobie włos i wrzucam go do talerza, a następnie żądam zwrotu kasy”.

 Zaczynamy kłamać już jako kilkuletnie dzieci, najczęściej aby unikać kłopotów (to nie ja to zrobiłem!) i szybko osiągać swoje cele (nie mam nic zadane – mogę wyjść na dwór?), a kolejne lata życia dla większości z nas oznaczają rozszerzenie repertuaru kłamstw i nabieranie wprawy w oszukiwaniu. Opracowania na temat kłamstwa wyróżniają nawet do 40 różnych jego motywów, jednak większość z nich da się sprowadzić do tych dwóch wymienionych, podstawowych kategorii. Na przykład czasem kłamiemy, aby komuś zaszkodzić, jednak zapewne tę wyjątkowo podłą motywację również możemy zawrzeć w kategorii dotyczącej „osiągania celów”. Naszym celem przy takim motywie może być zdeprecjonowanie kogoś w oczach innych ludzi, np. pracownik starający się o awans może rozsiewać fałszywe plotki na temat swojego konkurenta.

 Dzieci uczą się, przede wszystkim obserwując zachowanie dorosłych (co określa się mianem uczenia się poprzez modelowanie), jeśli więc widzą, że rodzice, dziadkowie i bliskie im osoby okłamują je, oszukują siebie nawzajem czy wykorzystują innych ludzi, to będą podążać za tymi wzorcami zachowania – zgodnie z powiedzeniem „jaki ojciec, taki syn”. Większy wpływ na dzieci ma obserwowane przez nie zachowanie bliskich dorosłych niż świadomie prowadzone przez rodziców oddziaływania wychowawcze. Dorośli zdecydowanie przeceniają wagę tego, co mówią i „starają się” przekazać dzieciom (zawsze powtarzam moim dzieciom: nie kłam!), a nie doceniają wagi tego, co dzieci obserwują codziennie w ich zachowaniu. Również wtedy, kiedy dorośli sądzą, że dzieci nie widzą, nie słyszą czy nie zwracają uwagi na to, co oni robią.

 Mąż jednej z mojej pacjentek, która została przyłapana na zdradzie, zarzucał jej rodzinie wychowanie w przyzwoleniu dla niewierności i kłamstw. Rzeczywiście, przyznawała ona, że jej rodzice mieli kochanków i nawzajem się oszukiwali, zaś ona sama w romansach nie widzi czegoś dramatycznego ani też godnego potępienia (nazywała je „odskocznią od codzienności” i mówiła, że „to się zdarza”) i nie rozumie usztywnionego, negatywnego stanowiska męża w tej sprawie, choć wie, że zdrady mogą ranić partnera.

 Lokalna prasa opisywała kilka lat temu „spacer”, na który nieuczciwy ojciec zabrał swojego kilkuletniego syna. Z pomocą łopaty i siekiery ojciec na oczach syna wykopał i zrabował kilkadziesiąt metrów miedzianych kabli miejskiej sieci energetycznej. Po tym rozpalił ognisko i wypalił w nim izolację kabli, które następnie zawieźli do skupu złomu. W drodze powrotnej do domu ojciec za uzyskane w ten sposób pieniądze zrobił zakupy, w tym słodycze dla dziecka. Po aresztowaniu rodzic oskarżany m.in. o demoralizowanie dziecka, tłumaczył, że jest dobrym ojcem, chętnie zajmuje się synkiem i był przekonany, że małe dziecko nie zapamięta nic z kradzieży.

 Rodzice przekazują dzieciom postawy, a te dotyczą sfery przekonań (tego, co myślimy), zachowań (tego, co robimy) i emocji (tego, co odczuwamy). Zarówno nieuczciwe zachowania, jak i manipulacyjny stosunek do innych, a nawet czerpanie satysfakcji z wykorzystywania słabszych wykazywane przez rodziców mogą być z dużym prawdopodobieństwem powtarzane przez dzieci.

 Powtarzamy i naśladujemy oszukańcze zachowania innych również wtedy, gdy jesteśmy już dorośli.

 Nawet jeśli kłamstwo, choć w deklaracjach potępiane, jest w dużej mierze częstym elementem naszych codziennych kontaktów z innymi, ocenianym jako nieszkodliwy, to część kłamstw wpływa na relacje międzyludzkie w sposób wyraźnie negatywny, poważnie je narusza, a nawet nieodwracalnie niszczy.

ZOBACZ CAŁOŚĆ: Anatomia zdrady Wojciech Wypler >>>

Pycha

Wooden Cross with a Bright Blue Sky and Sun

Wooden Cross with a Bright Blue Sky and Sun

CZYM JEST PYCHA?

                   Św. Jan Apostoł uważa pożądliwość ciała i pożądliwość oczu oraz pychę żywota za trzy najbardziej destrukcyjne dynamizmy w życiu człowieka (por. 1 J 2, 16). Natomiast Katechizm Kościoła katolickiego, zgodnie z nauką Ojców Kościoła, zwłaszcza św. Jana Kasjana i św. Grzegorza Wielkiego, pychę zalicza do tzw. grzechów głównych i stawia ją na pierwszym miejscu. Zatem pycha, chciwość, zazdrość, gniew, nieczystość, łakomstwo i lenistwo nazywane są grzechami głównymi, ponieważ stanowią źródło innych grzechów i wad (nr 1866).

                            Jak pokora jest podstawowym warunkiem zjednoczenia z Bogiem, tak największą przeszkodę do osiągnięcia tego celu stanowi pycha. Jest ona odwrotnością pokory. Z tej racji wielu mistrzów duchowych dużo uwagi poświęca zarówno cnocie pokory, jak i całkowicie jej przeciwnej pysze.

          Jeśli zatem pokora opiera się na prawdzie w miłości i na miłości w prawdzie, to pycha polega na braku tak prawdy, jak i miłości. Św. Augustyn trafnie zauważa, że pycha to usiłowanie dominacji z jednoczesnym zapomnieniem o tym, iż jedynie Bóg góruje nad wszystkim (por. Wyznania, II, 6). Podobnie sądzi Tomasz Merton, twierdząc, że „pycha jest uporczywym dążeniem do tego, by być tym, czym nie jesteśmy i nigdy nie mieliśmy być” (Nowy człowiek, Kraków 1996, s. 67).

          Zarówno pycha, jak i pokora mają wspólne źródło, a jest nim uświadomienie sobie oraz posmakowanie własnych przymiotów i możliwości. Jednak radykalnie różnią się one podejściem człowieka do owego bogactwa własnej osobowości. Człowiek pokorny bowiem, zgodnie z prawdą o sobie, jaką czerpie z Objawienia Bożego i własnego doświadczenia życiowego, wszystko, co sobą przedstawia (walory moralno-duchowe, intelektualne, talenty, umiejętności, tytuły, godności, itp.), a także to, co ma, uważa za nienależny dar, dany mu niejako w depozyt, aby posługując się nim, pomnażał piękno i dobro w sobie oraz wokół siebie. Z całą prostotą akceptuje je i potrafi się nimi cieszyć, zachowując zarazem wdzięczność wobec Boga i ludzi. Jeżeli pragnie jeszcze czegoś więcej, to raczej po to, aby służyło to na chwałę Boga i dla dobra innych. Jest to więc pragnienie podyktowane nadprzyrodzoną miłością i chęcią dzielenia się zgodnie z radą Pana Jezusa: „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!” (Mt 10, 8). Człowiek prawdziwie pokorny zawsze pamięta o przestrodze św. Pawła: „Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał?” (1 Kor 4, 7). Respektuje też chrześcijański porządek rzeczy, o którym apostoł ten pisze w słowach: „(…) wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus – Boga” (1 Kor 3, 22-23).

          Człowiek pyszny natomiast, wbrew obiektywnej prawdzie, iż jako stworzenie we wszystkim i całkowicie jest zależny od Boga, a także od innych ludzi, posiadane walory nie tylko traktuje jako bezwzględnie sobie należne, ale nadto siebie samego uznaje za niemal wyłączne ich źródło i przyczynę zaistnienia. Chętnie podkreśla, a nawet wyolbrzymia swoje zasługi i sukcesy. Zamiast oddawać chwałę Bogu, chwali samego siebie. Nie odczuwa potrzeby wdzięczności komukolwiek za cokolwiek, a nawet zgłasza ustawiczne roszczenia, niekiedy w sposób dość ostentacyjny, by go zauważano i ceniono ze względu na to, kim jest i co posiada. Pyszałek nie dziękuje – on żąda! Ponadto nie jest skory do bezinteresowności w posługiwaniu się swoimi walorami, a jeśli czasem służy nimi dla dobra innych, to zawsze ważniejszą motywacją jest dla niego jego „ja”.

          Pycha nie uznaje zatem jakiejkolwiek zwierzchności nad sobą. Z trudem godzi się z oczywistym faktem zależności człowieka i wszystkich stworzeń od Boga, do którego odnosi się nie z synowską, wdzięczną miłością, lecz z nieufnością i zazdrością jako do swego konkurenta czy wroga. Wobec tego za wszelką cenę i na każdym kroku chce stanowić – zamiast Bożego – własne prawo i porządek.

          Uosobieniem pychy w czystej postaci jest Szatan. Kościół uczy, że jako anioł, czyli duch rozumny i wolny, miał bardzo dobrą znajomość prawdy o Bogu jako Miłości (por. 1 J 4, 8. 16). Mimo tego wzgardził Nim i odmówił służby, realizując własny plan, sprzeczny z Bożym zamysłem (por. KKK 414). To nie Bóg odrzucił Szatana, lecz to on dobrowolnie i nieodwołalnie odciął się od Boga, siebie samego stawiając w centrum własnej egzystencji. Na tym bowiem polega pycha, że skupia istotę rozumną na niej samej, nie zaś na Bogu, Dawcy życia i szczęścia. Prawdę tę doskonale wyraził niemiecki poeta i mistyk z Wrocławia, Jakub Böhme, znany tez jako Anioł Ślązak (†1624). W jednej z sentencji, w większości opracowanych przez Adama Mickiewicza, stwierdza: „Gdyby Szatan na chwilę mógł wynijść sam z siebie, toby w tej samej chwili już ujrzał się w niebie”.

Szatan swoją pychą usiłuje zarazić ludzi, którymi de facto gardzi i ich nienawidzi, szukając jedynie własnej, ponurej satysfakcji w szerzeniu buntu przeciw Bogu. Jako „ojciec kłamstwa” (J 8, 44) od czasów rajskich wciąż oszukuje ludzi, obiecując im, że „staną się jak Bóg i poznają dobro oraz zło” (Rdz 3, 5). Oznacza to, że – tak jak Szatan – sami będą mogli, poza Bogiem, a nawet wbrew Niemu, decydować, co jest dobre, a co złe. I to jest istota grzechu pychy, który z tej właśnie racji stanowi zasadniczą przeszkodę życia duchowego, gdyż stawiając człowieka w centrum rzeczywistości, przekreśla możliwość zjednoczenia z Bogiem.

          Pycha – jako skrzyżowanie kłamstwa i nie-miłości – przybiera wiele postaci, niekiedy bardzo subtelnych, zdolnych nawet imitować wielką pokorę, która w istocie jest głęboką pychą duchową. Polega ona przede wszystkim na szukaniu siebie w tym, co należy do Boga, a więc m.in. na przekonaniu, że wszelki postęp na drodze świętości, czyli intensywne życie sakramentalne, sztukę modlitwy, surową ascezę, dzieła miłosierdzia, itp., człowiek zawdzięcza sobie i w ten sposób robi Bogu „uprzejmość”. Przykładem duchowej pychy jest faryzeusz z Jezusowej przypowieści, który dziękował Bogu, że nie jest jak inni grzesznicy, lecz odznacza się gorliwością w kulcie i wypełnianiu przepisów prawa (por. Łk 18, 9–14). Zabrakło mu jednak prawdy i miłości.

          Podstawowym kryterium, za pomocą którego łatwo ocenić, czy mamy do czynienia z pokorną pobożnością, czy duchową pychą, jest posłuszeństwo. Pycha nie znosi bowiem posłuszeństwa, lecz chce na własną rękę i po swojemu dążyć do doskonałości. Osoba pyszna zawsze wszystko „wie lepiej”, nie potrzebuje niczyjej pomocy, nawet łaski Bożej. Ponadto wydaje się jej, że potrafi zdziałać takie rzeczy, które obiektywnie przekraczają jej możliwości, a także osiągnąć taki poziom uduchowienia, jakiego mogliby pozazdrościć jej najwięksi święci. Jednym słowem: pokora jest mądrością, a pycha głupotą. Bóg zaś „pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje” (1 P 5, 5; por. Jk 4, 6).

                      Ks. dr hab. Marek Chmielewski

Na podstawie: Pycha. Największy grzech

Nie jesteś tym, co posiadasz

514597d95c1cee87372db36437d8f217W przeciwieństwie do tego, co marketingowcy próbują nam wmówić, nie jesteś tym, co posiadasz. Jesteś sobą, a rzeczy pozostają rzeczami. Nic nie jest w stanie tego zmienić, mimo całostronicowych zachęt w czasopismach czy sprytnych reklam, które próbują cię o tym przekonać.

 Niemniej czasami wpadamy w zasadzkę i dajemy się skusić specom od reklamy. I stąd bierze się kolejna podkategoria posiadanych rzeczy: „aspiracyjne”. To są rzeczy, które kupujemy, by wywrzeć wrażenie na innych lub pofolgować swoim marzeniom o byciu lżejszym o kilka kilogramów, o byciu światowcem, bywalcem przyjęć czy rockmanem.

Może trudno się do tego przyznać, ale z pewnością zdarzyło nam się kupić kilka przedmiotów, by projektować pewien image dla siebie. Weźmy na przykład samochody. Możemy zaspokoić naszą potrzebę przemieszczenia się z punktu A do punktu B jakimkolwiek autem. Dlaczego więc niektórzy płacą nawet po trzykroć za luksusowe wozy? Ponieważ producenci samochodów wykładają ogromne pieniądze agencjom reklamowym, by nas przekonały, że nasze auta są projekcją nas samych i naszych pozycji w korporacyjnym świecie czy też w hierarchii społecznej.

 Na tym oczywiście się nie kończy. Przymus identyfikacji z produktami konsumenckimi sięga głęboko – począwszy od wyboru domu, a skończywszy na tym, jak go urządzimy. Większość ludzi zgodziłaby się z tezą, że mały domek w zupełności spełnia kryteria schronienia (szczególnie w porównaniu z domostwami ludzi z krajów rozwijających się). Tymczasem marketing aspiracyjny przekonuje, że „potrzebujemy” sypialni małżeńskiej, niezbędny jest nam pokój dla każdego z dzieci, łazienka dla niej i dla niego, kuchnia z bogatym wyposażeniem. W przeciwnym razie można uznać, że coś nam w życiu nie wyszło. Liczba metrów kwadratowych staje się symbolem statusu i, naturalnie, wraz z dużym metrażem jest też i większe zapotrzebowanie na kanapy, krzesła, stoły, bibeloty, by owe metry urządzić.

 Mówi się, że wnętrza domu odzwierciedlają nasze wnętrze – i powinniśmy zwracać uwagę, by eksponować „właściwe” rzeczy, aby przekazać pożądane wrażenie.

 Skóry zwierząt eksponowane na podłodze oraz poroża jelenia świadczą o zamiłowaniu do kolekcjonowania łupów, wykazywania się talentem myśliwego, europejskie antyki o wyrafinowanych gustach, marokańskie latarenki i wielkie poduchy zamiast kanap – o egzotycznej stronie naszej osobowości. Tymczasem tak naprawdę nie potrzebujemy żadnej z tych rzeczy, by ukazać nasze zainteresowania czy osobowość. Dużo ciekawsze jest przecież to, co robimy, a nie to, co mamy.

Reklamy przekonują do definiowania się poprzez ubranie, a wręcz poprzez markę. A przecież metki znanych projektantów nie sprawiają, że ubrania stają się cieplejsze, torebki bardziej wytrzymałe, a życie bardziej efektowne. A co gorsza, owe modne dodatki szybko stają się niemodne – przez co nasze szafy tylko zapełniają się modowymi ramotami, które trzymamy, mając nadzieję, że kiedyś znów staną się modne. W rzeczywistości większość z nas wcale nie potrzebuje przepastnych szaf, jakie mają gwiazdy, bo nasze ubrania i dodatki nie padną ofiarą szerokiej rzeszy komentatorów. Mimo to spece od reklamy ciągle starają się nas przekonywać, że żyjemy w świetle jupiterów, w związku z czym powinniśmy się odpowiednio ubierać.

 Nie jest łatwo być minimalistą w świecie dominacji mediów. Z reklam wyziera przesłanie, że to ilość i mnogość stanowią miarę sukcesu. W końcu dużo łatwiej jest kupić sobie status, niż na niego zapracować. Ileż to razy słyszałeś, że „więcej to lepiej”, „od przybytku głowa nie boli”, „szata jednak zdobi człowieka”? Wszechobecny jest przekaz, że więcej rzeczy równa się więcej szczęścia, a przecież, tak naprawdę, mnogość rzeczy to większy ból głowy i więcej długów do spłacania. Kupowanie tego wszystkiego komuś przynosi profity, ale z pewnością nie nam.

 Nie jest łatwo być minimalistą w świecie dominacji mediów.

 Prawdę mówiąc, produkty nigdy nie zrobią z nas kogoś, kim nie jesteśmy.

 Torebki od znanych projektantów nie zrobią z nas bogaczy, drogie szminki modelek, a kosztowne pióra przebojowych prezesów. Drogie narzędzia ogrodnicze nie sprawią, że będziemy mieć dobrą rękę do roślin, a nowoczesne aparaty fotograficzne nie przyczynią się do tego, że staniemy się odnoszącymi sukcesy fotografami. A jednak ulegamy pokusie kupowania i gromadzenia rzeczy, które niosą ze sobą pewne obietnice. Chcemy być szczęśliwsi, ładniejsi, mądrzejsi, dążymy, by być lepszymi rodzicami, partnerami, pragniemy być bardziej kochani, zorganizowani, mieć liczne umiejętności.

 Dobrze jest zdać sobie sprawę, że jeśli dotychczas kupowaliśmy rzeczy, a obietnice, jakie miały się spełnić po ich nabyciu, do dzisiaj pozostają niezrealizowane, może pora już się z nimi rozstać.

 Produkty nie mogą też zastępować wrażeń i doświadczeń. Do spędzania czasu z dziećmi wcale nie jest potrzebny garaż pełen wyposażenia kempingowego, zabawek na basen, sprzętów sportowych. To nie dmuchany renifer i stosy prezentów składają się na udane święta. Ważne jest serdeczne spotkanie z naszymi najbliższymi i radosne bycie razem. Składowanie włóczek, stert książek kucharskich, skrzyń pełnych farb nie zrobi z nas wielkich rękodzielników, szefów kuchni czy malarzy. To zajmowanie się gotowaniem, tworzeniem – a nie materiały – są ważniejsze w osiąganiu radości i rozwijaniu się.

 Często identyfikujemy się z rzeczami z przeszłości i trzymamy je, jakbyśmy chcieli udowodnić sobie, kim byliśmy i co osiągnęliśmy.

 Ilu z nas wciąż przechowuje gdzieś medale ze szkolnych olimpiad i podobne trofea z przeszłości? Przekonujemy samych siebie, że szkoda wyrzucać namacalne dowody naszych dawnych sukcesów (zupełnie jakbyśmy potrzebowali trzymać karty egzaminów, by udowodnić sobie, że je zdaliśmy).

 I leży sobie to wszystko w pudłach, nic nikomu nie udowadniając. Jeśli tak jest i u ciebie, to może najwyższa pora już się rozstać ze sobą z przeszłości.

 Kiedy krytycznie przyglądamy się naszym rzeczom, możemy być zaskoczeni, jak wiele z nich upamiętnia dawne wydarzenia, reprezentuje nasze marzenia czy składa się na wyobrażenia o nas samych.

Niestety, poświęcanie zbyt wiele uwagi i energii tym rzeczom powstrzymuje nas od życia teraźniejszością. Czasem obawiamy się, że pozbycie się pewnych przedmiotów oznacza pozbycie się części siebie.

 Nieważne, że rzadko gramy na skrzypcach, nigdy nie włożyłyśmy danej kreacji, ale gdy przychodzi moment na pozbycie się ich, odnosimy wrażenie, że ten właśnie akt raz na zawsze pozbawi nas możliwości stania się wirtuozem skrzypiec czy skreśli nasze szanse na udane życie towarzyskie. I broń Boże wyrzucać czapkę uniwersytecką – inaczej trudno przecież będzie udowodnić, że jest się magistrem.

 Musimy pamiętać, że nasze wspomnienia, marzenia i ambicje nie zawierają się w martwych przedmiotach, a w nas samych. Nie jesteśmy tym, co posiadamy, a tym, co robimy, co myślimy i kogo kochamy. Eliminując pozostałości po starych czasach, nieziszczone fantazje, robimy miejsce na nowe (i realne) możliwości.

Aspiracyjne przedmioty są podporami pewnej wyidealizowanej wersji naszego życia, do której pretendujemy. Należy pozbyć się tych rzeczy, by mieć czas, energię i przestrzeń do realizacji prawdziwych pragnień i tkwiącego w nas potencjału.

ZOBACZ całość: Minimalizm daje radość Francine Jay  

Czy jestem w ciąży. Objawy ciąży i zmiany w organizmie

wychowanie-darmowe-raportyCzy jestem w ciąży? Jakie są objawy ciąży i jakie zmiany zachodzą w organizmie?

Na podstawie:

„Opieka nad kobietą ciężarną” Agnieszka M. Bień  

Wstępne rozpoznanie ciąży

Ciążę rozpoznaje się na podstawie objawów, które są wyrazem obecności oraz rozwoju elementów jaja płodowego: subiektywnych, pojawiających się w wyniku reakcji organizmu kobiety na działanie hormonów ciałka żółtego i trofoblastu, oraz obiektywnych, wynikających z badań fizykalnych (podmiotowych lub przedmiotowych) lub laboratoryjnych (biochemicznych i biofizycznych).  Do objawów subiektywnych zalicza się m.in. uczucie bolesności i napięcia w piersiach, brak spodziewanej miesiączki, mdłości i wymioty, częstsze parcie na mocz, zaparcia, zgagę i zmiany w samopoczuciu kobiety. Do objawów obiektywnych zalicza się zmiany w narządach płciowych, wzrost podstawowej ciepłoty ciała, zmiany w gruczołach piersiowych oraz obecność gonadotropiny kosmówkowej (hCG) we krwi i moczu.  Pojawiające się w tym okresie objawy dzieli się również na objawy prawdopodobne ciąży, które mogą budzić podejrzenie rozwijającej się ciąży, ale nie stanowią podstawy do jej rozpoznania, oraz objawy pewne ciąży. 

Prawdopodobne objawy ciąży:  

  1. Zatrzymanie miesiączki.
  2. Nudności, skłonność do wymiotów (szczególnie rano).
  3. Zmiany łaknienia (brak apetytu lub zachcianki).
  4. Zawroty głowy, omdlenia.
  5. Częste oddawanie moczu (we wczesnej ciąży).
  6. Zaparcia.
  7. Zmiany w narządach płciowych (powiększenie i rozpulchnienie macicy, zasinienie pochwy i przedsionka pochwy).
  8. Zmiany w gruczołach piersiowych.
  9. Nowe (czerwone i czerwonosine) rozstępy ciążowe (striae), najwyraźniejsze na brzuchu, na bocznych powierzchniach pośladków i na zewnętrznych powierzchniach ud.
  10. Pigmentacja linii białej (linia brązowa – linea fusca).

Pewne objawy ciąży: 

  1. Ultrasonograficzne potwierdzenie obecności pęcherzyka płodowego (w 5.–6. tygodniu ciąży).
  2. Uwidocznienie akcji serca płodu w badaniu ultrasonograficznym (od 6.–7. tygodnia ciąży).
  3. Wyczuwanie części płodu lub ruchów płodu.

W celu rozpoznania wczesnej ciąży przeprowadza się badanie ginekologiczne ciężarnej. 

Zmiany w narządach płciowych  1.  Objawy pochwowe: 

  • objaw Chadwicka – widoczny już w pierwszych 6–8 tygodniach ciąży, błona śluzowa pochwy, ściany pochwy i część pochwowa szyjki macicy stają się sinopurpurowe; spowodowane jest to zwiększonym ukrwieniem tych okolic, które doprowadza do zastoju żylnego (zasinienie lub brak zasinienia wejścia do pochwy można najłatwiej zaobserwować we wziernikach, w świetle dziennym);
  • zwiększenie rozciągliwości i szerokości pochwy;
  • aksamitna szorstkość powierzchni pochwy – spowodowana jest rozpulchnieniem ciążowym, szczególnie wyraźnym uwydatnieniem brodawek, pogrubieniem nabłonka oraz poszerzeniem i pogrubieniem podłużnych i poprzecznych fałdów pochwy;
  • objaw Noble’a – objaw wczesnej ciąży; podczas badania ginekologicznego ciężarnej badający ma wrażenie wypełnienia bocznych sklepień pochwy (u kobiet nieciężarnych sklepienia pochwy są wolne).

Objawy pochwowe są wyrazem przekrwienia i działania progesteronu. Znaczenie objawów pochwowych nie jest duże, ponieważ mogą one występować na 1–2 dni przed spodziewanym krwawieniem miesiączkowym, jednak nie są one tak silnie zaznaczone jak we wczesnej ciąży. 

  1. Objawy maciczne:
  • powiększenie trzonu i całej macicy – jej masa wzrasta z 50 g przed ciążą do 1000 g: –  do końca 1. miesiąca ciąży macica nie jest powiększona lub tylko nieco powiększona;  –  do końca 3. miesiąca ciąży macica ma wielkość pięści i sięga dnem do górnego brzegu spojenia łonowego, w niektórych przypadkach pod koniec 3. miesiąca ciąży dno macicy wystaje nieco ponad spojenie łonowe;  –  pod koniec 4. miesiąca dno macicy znajduje się 2–3 palce powyżej spojenia łonowego (możliwe jest palpacyjne badanie macicy);
  • zmiana konsystencji, rozpulchnienie macicy – pod wpływem działania hormonów mięsień macicy traci swoją zbitą konsystencję, staje się miękki, ciastowaty;
  • powiększenie i rozpulchnienie macicy może być wyczuwalne w badaniu ginekologicznym ok. 6. (8.) tygodnia ciąży;
  • objaw Piskačka – miękkie uwypuklenie tej części macicy, w której nastąpiło zagnieżdżenie jaja płodowego (przedniej ściany, tylnej ściany lub rogu macicy); objaw ten jest szczególnie wyraźny, jeśli zagnieżdżenie nastąpiło w bocznych częściach trzonu macicy.
  • objaw Hegara – znacznego stopnia rozpulchnienie okolicy cieśni macicy sprawia wrażenie oddzielania się trzonu od szyjki (wrażenie bezpośredniego stykania się obu rąk podczas badania wewnętrznego).
  1. Zmiany w szyjce macicy:
  • zasinienie – jest spowodowane przekrwieniem szyjki macicy; •  rozpulchnienie – pojawia się od ok. 4. tygodnia ciąży;  •  objaw „kij–ręcznik” (objaw Pschyrembla) – ujmując w 2.–4. miesiącu ciąży część pochwową szyjki macicy między badające palce i uciskając ją z obu stron, stwierdza się, że tkanki, które tworzą cylinder szyjki, mają różną konsystencję – wyraźnie wyczuwany jest twardy rdzeń otoczony miękką, stosunkowo grubą warstwą tkankową, jakby osłoną z ręcznika lub aksamitu; ponieważ wrażenie to daje się najlepiej porównać do dotykania kija owiniętego miękkim ręcznikiem, objaw ten nosi nazwę objawu „kij–ręcznik”; 
  • zmiana śluzu szyjkowego – rozmaz jest bezpostaciowy, zmętniały, traci właściwości tworzenia tzw. liści paproci. Spośród prawdopodobnych objawów ciąży najbardziej wiarygodne są: powiększenie, rozpulchnienie i zmiana konsystencji macicy. 
  1. Wzmożona wydzielina:
  • zawiera śluz szyjkowy i złuszczone komórki pochwy – spowodowane jest to podwyższonym stężeniem estrogenów i progesteronu; •  śluz staje się gęsty i tworzy czop ochronny w ujściu szyjki macicy (tzw. operculum);
  • zmienia się flora bakteryjna pochwy – zmniejsza się liczba pałeczek Döderleina, wzrasta pH pochwy. 5.  Zmiany w gruczołach piersiowych: 
  • zwiększa się unaczynienie, obrzmienie, powiększenie oraz napięcie piersi (już od 6. tygodnia ciąży);
  • poszerza się siatka żylna naczyń podskórnych; •  powiększają się guzki Montgomery’ego; 
  • dochodzi do przebarwienia brodawek i obwódek piersiowych; •  pojawia się siara (colostrum).  Zmiany ogólnoustrojowe w przebiegu ciąży  Zmiany ogólnoustrojowe w przebiegu ciąży są wyrazem dostosowania się organizmu matki do zwiększonych wymagań, które są uwarunkowane wzrostem i rozwojem płodu. Zmiany adaptacyjne rozwijają się stopniowo, odpowiednio do potrzeb występujących w kolejnych miesiącach ciąży. 

Układ krążenia: 

  • wzrost objętości krwi krążącej o 30–40%;
  • wzrost objętości wyrzutowej serca (z 64 ml do 70 ml w środkowym okresie ciąży);
  • wzrost pojemności serca (pojemność minutowa wzrasta średnio z 4,5 do 6,0 l na minutę);
  • wzrost częstości tętna (z 70 uderzeń na minutę przed ciążą do 78 uderzeń na minutę w 12. tygodniu ciąży, maksymalnie ok. 85 uderzeń na minutę w ciąży zaawansowanej);
  • większy przepływ krwi przez narządy, szczególnie przez macicę, nerki i skórę, co powoduje lepsze utlenowanie tkanek i sprzyja procesom anabolicznym;
  • ciśnienie tętnicze krwi w ciąży prawidłowej nie ulega większym zmianom;
  • ciśnienie żylne krwi w kończynach górnych nie zmienia się, natomiast w kończynach dolnych zwiększa się – spowodowane jest to utrudnionym odpływem krwi na skutek ucisku ciężarnej macicy i może doprowadzić do powstania żylaków w kończynach dolnych, sromie i odbycie.

Zespół żyły głównej dolnej jest to zespół objawów klinicznych (obniżenie się ciśnienia tętniczego krwi, bladość, pocenie się, duszność, zawroty głowy, nudności) występujących u kobiety ciężarnej na skutek ucisku powiększonej macicy na żyłę główną dolną podczas leżenia na plecach; pojawia się od ok. 28. tygodnia ciąży.  Ucisk powoduje upośledzenie powrotu krwi żylnej z dolnej części ciała do serca i zmniejszenie pojemności minutowej serca, co w konsekwencji zmniejsza przepływ maciczno-łożyskowy oraz powoduje niedotlenienie płodu.  Ciężarna macica może również dodatkowo w tej pozycji uciskać aortę. Hipotonia poniżej uciśniętej aorty nie jest wyrównywana, co także wpływa na pogorszenie przepływu maciczno-łożyskowego oraz wywołuje hipoksję i kwasicę u płodu (ryc. 2.3).  Hemodynamiczne skutki ucisku na żyłę główną dolną i aortę sumują się – określa się je mianem zespół aortalno-żylny (ACS – aortocaval compression syndrome). Zespołowi zapobiega ułożenie ciężarnej na boku.

Czynnościowe zmiany zachodzące w układzie krążenia kobiety ciężarnej i powstanie łożyska mają na celu podołać wzmożonej wymianie substancji odżywczych i metabolitów, która zachodzi pomiędzy matką a płodem; ma to bezpośredni wpływ na prawidłowy rozwój dziecka. 

Układ krwiotwórczy: 

  • zwiększenie objętości osocza (o 40–45%);
  • zwiększenie liczby krwinek czerwonych – jest ono jednak proporcjonalnie mniejsze od zwiększonej ilości osocza, prowadzi do spadku stężenia hemoglobiny i obniżenia się wartości hematokrytu, co powoduje powstanie względnej fizjologicznej niedokrwistości, zaznaczonej najwyraźniej ok. 28.–32. tygodnia ciąży; Fizjologiczna niedokrwistość i uwodnienie krwi (hydraemia) nie powinny wpływać na obniżenie stężenia hemoglobiny poniżej 11,0 g/%, a krwinek czerwonych poniżej 3,5 mln w 1 mm3.  
  • wzrost liczby krwinek białych (z 7000 do 10 000 w 1 mm3);
  • zwiększa się szybkość opadania krwinek (sedymentacji krwinek) oraz aktywność układu krzepnięcia. Układ moczowy: 
  • pod wpływem progesteronu dochodzi do zwiotczenia mięśni ścian pęcherza moczowego, moczowodów i miedniczek nerkowych (poszerzenie się moczowodu i miedniczki nerkowej często jest większe po stronie prawej niż po lewej), co może wywoływać zastój moczu w drogach wyprowadzających, wsteczny odpływ moczu (refluks) i sprzyjać zakażeniom układu moczowego;
  • zwiększone przesączanie kłębuszkowe i wchłanianie zwrotne sodu i wody;
  • mniejsza gęstość względna moczu;
  • zwiększone wydalanie glukozy, aminokwasów, białek i witamin rozpuszczalnych w wodzie;
  • większe stężenie glukozy i aminokwasów w moczu powoduje częstsze zakażenia układu moczowego;
  • białkomocz (proteinuria) – w ilości do 300 mg nie jest uważany za objaw patologiczny.

Układ pokarmowy: 

  • zwiększona sekrecja gruczołów ślinowych i niższe pH śliny sprzyja wystąpieniu próchnicy zębów w okresie ciąży; •  rozrost naczyń krwionośnych w przyzębiu prowadzi do częstych krwawień z dziąseł; 
  • zmniejszenie napięcia mięśniówki żołądka i jelit może być przyczyną mdłości, wzdęć, zaparć; •  rozluźnienie wpustu żołądka powoduje cofanie się treści żołądka do przełyku (refleks żołądkowo-przełykowy) i powstawanie zgagi;  •  spowolnienie motoryki przewodu pokarmowego prowadzi do wydłużenia czasu opróżniania się żołądka i wolniejszego przesuwania się treści jelitowej;
  • zwiększone wydzielanie gruczołów ślinowych i spowolnienie motoryki jelit wpływa na lepsze trawienie i ułatwia przyswajanie pokarmu;
  • osłabiona czynność perystaltyczna jelita grubego, połączona ze zwiększonym wtórnym wchłanianiem płynów, może prowadzić do zaparć;
  • zmniejszone napięcie mięśniówki pęcherzyka żółciowego i jego przewodów prowadzi do zalegania żółci (pod wpływem działania estrogenów może rozwinąć się zastój żółci w przewodach żółciowych wewnątrzwątrobowych – cholestasis). Układ oddechowy: 
  • zmiana toru oddychania z żebrowego na przeponowy; •  zwiększenie pojemności płuc i wymiany gazowej; 
  • w wyniku zwiększenia pojemności wdechowej i objętości oddechowej zwiększa się także pojemność minutowa (pod koniec ciąży o ok. 40%);
  • zwiększone zapotrzebowanie ciężarnej na tlen jest wyrównywane przez wzmożoną wentylację płuc (zwiększa się wentylacja minutowa z 7,25 do 10,5 l); •  pod koniec ciąży połowa zapotrzebowania ciężarnej na tlen jest przeznaczona na zaspokajanie potrzeb płodu. 

Układ kostno-stawowy:

  • wzrost elastyczności tkanki łącznej i włókien kolagenowych na skutek działania relaksyny i steroidowych hormonów płciowych powoduje wzmożoną ruchomość w stawach miednicy;
  • wzrost macicy zmienia usytuowanie środka ciężkości ciała – powiększa się krzywizna lędźwiowo-krzyżowa, wzrasta napięcie więzadeł i mięśni w środkowym i dolnym odcinku kręgosłupa. Skóra:  •  zmiany skórne są efektem zwiększenia pigmentacji na skutek odkładania się barwnika – melaniny na brodawkach piersiowych oraz w linii białej brzucha; 
  • na twarzy mogą pojawić się brązowe plamy (ostuda ciężarnych – chloasma), powstające wskutek gromadzenia się melaniny; umiejscowione są one w okolicy grzbietu nosa, na policzkach i czole (po porodzie ostuda znika);
  • pojawiają się rozstępy skórne (striae gravidarum), które są spowodowane rozciąganiem się skóry i przerwaniem ciągłości włókien elastycznych skóry bioder, podbrzusza, piersi i ud (prawdopodobnie wpływ na powstanie rozstępów ma również zwiększone wydzielanie ACTH – hormonu adrenokortykotropowego); po zakończeniu ciąży zmiany pozostają, przybierając postać białych pasm.

Przemiana materii: 

  • podstawowa przemiana materii wzrasta o 20–25%; zwiększona przemiana materii u ciężarnej jest jednym z warunków prawidłowego rozwoju płodu i adaptacji organizmu ciężarnej;
  • potrzeby energetyczne stopniowo się zwiększają – pod koniec ciąży są wyższe o ok. 500 kcal (2090 kJ) na dobę niż na początku ciąży;
  • wzrost przemiany materii powoduje zwiększenie zapotrzebowania na czynniki odżywcze. Narządy wydzielania wewnętrznego: 
  • przysadka mózgowa – zwiększa się wydzielanie hormonów tropowych przedniego płata, tzn. somatotropiny (STH), adrenokortykotropiny (ACTH) i tyrotropiny (TSH), w tylnym płacie magazynowana jest oksytocyna, której aktywność w czasie ciąży znacznie wzrasta;
  • jajniki – w ciągu trzech pierwszych miesięcy ciąży dochodzi do wyraźnego powiększenia się objętości jajników pod wpływem stymulacji przez gonadotropinę kosmówkową; po tym okresie rozmiary jajników wracają do normy;
  • nasila się czynność tarczycy – jest ona następstwem zwiększonej utraty jodu w czasie filtracji nerkowej, podwyższone stężenie trijodotyroniny (T3) i tyroksyny (T4) w surowicy jest wyrównane przez ich wzmożone wiązanie z białkami transportującymi te hormony; •  gruczoły przytarczycowe – dochodzi do wzrostu ich aktywności: zwiększonego wytwarzania parathormonu (PTH), którego działanie wpływa na zwiększenie wchłaniania wapnia w przewodzie pokarmowym; 
  • wzrasta aktywność wydzielnicza kory nadnerczy – dochodzi do wzrostu stężenia całkowitego i wolnego kortyzolu w surowicy na skutek stopniowego wzrostu aktywności adrenokortykotropiny w surowicy krwi; •  pojawia się dodatkowy gruczoł endokrynny – łożysko, które produkuje hormony białkowe: gonadotropinę kosmówkową (hCG), laktogen łożyskowy (hPL), kortykotropinę i tyreotropinę łożyskową (hCT) oraz hormony steroidowe: progesteron i estrogeny (szczegółowa charakterystyka hormonów – patrz rozdział 3).

Testy ciążowe 

Hormonalne testy ciążowe opierają się na stwierdzeniu w moczu lub surowicy kobiety ciężarnej obecności podjednostki β gonadotropiny kosmówkowej (β-hCG), wytwarzanej przez trofoblast. Nowoczesne testy pozwalają wykryć obecność gonadotropiny w moczu kobiety już 2 tygodnie po zapłodnieniu.  Dodatnie próby ciążowe nie dowodzą jednak jednoznacznie istnienia prawidłowo rozwijającej się ciąży, a potwierdzają jedynie czynność elementów trofoblastu w organizmie kobiety.

Zobacz całość: „Opieka nad kobietą ciężarną” Agnieszka M. Bień  

Cechy sekt i ich atrakcyjność

emocjePonieważ, jak już wspomniałem, nie istnieje jedna w pełni zadowalająca wszystkich definicja sekty, w literaturze przedmiotu spotykamy różnego rodzaju próby opisu zjawiska raczej w kategoriach pojęć otwartych niż w ściśle domkniętych definicjach. Wychodząc od takich założeń, proponuję do najbardziej charakterystycznych znamion sekty zaliczyć następujące:

            grupa przedstawia się jako jedyna słuszna alternatywa dla zepsutego świata; istnieje w niej tylko dwubiegunowy model interpretacji świata: liczy się grupa, a wszystko, co poza nią, jest niewiele warte; wyzwolenie ze społecznego zepsucia dokonuje się przez uczestnictwo w grupie, a nie przez aktywne działanie na rzecz społeczności lokalnej; grupa dystansuje się od społeczeństwa lokalnego, prowadząc do marginalizacji społecznej i samowykluczenia jej członków;

            występuje ścisła hierarchia w grupie, pozwalająca liderom kontrolować życie społeczne jej członków. Na bazie tego typu struktury rozbudowuje się liczne mechanizmy kierowania adeptami;

istnieje ścisła kontrola życia prywatnego adeptów, która zostaje zredukowana do minimum, a na czoło wysuwają się potrzeby grupy;

            dobrowolne uczestnictwo stopniowo zamienia się w uzależnione członkostwo, z którego trudno się wywikłać. Wygenerowane poczucie winy i świadomość zależności od grupy czyni jednostki „marionetkami w rękach manipulatorów”;

            grupa kwestionuje inne religie i przedstawia je w negatywnym świetle. Doktryna religijna grupy stanowi jeden z najważniejszych paradygmatów konstytuujących członkostwo;

            grupa żąda niemal ślepego posłuszeństwa względem lidera, zasad organizacyjnych i doktrynalnych; adepci podlegają rozwiniętemu aparatowi nagród i kar, które utrzymują sztuczną i często przymusową jedność w grupie;

            pomniejsza się obowiązki wynikające z odpowiedzialności małżeńskiej i rodzicielskiej na rzecz zaangażowania się w działania grupy;

            istnieje obowiązek rekrutowania nowych wiernych – także w sposób nieetyczny – przy zastosowaniu technik manipulacji, nacisku, szantażu itp.;

dochodzi do uzależnienia finansowego; wkład finansowy okazuje się jednym z najważniejszych mierników stopnia zaangażowania w działanie grupy;

            w wyniku przynależności do grupy, następuje stopniowe „wyłączenie” myślenia i zmiany w zachowaniu; kształtuje się tzw. tożsamość kultowa, myślenie sekciarskie i tzw. syndrom sekty, uniemożliwiający jednostce normalne funkcjonowanie w strukturach społecznych.

Atrakcyjność sekt – skąd i dlaczego?

          Sekty wyciągają swoje „kuszące” macki i uciekają się do różnych metod. Doskonały kamuflaż oraz dopracowane do perfekcji techniki werbunkowe sprawiają, że wiele osób, wiążąc się z sektą, nie ma pojęcia o jej szkodliwości.

          Werbując do swoich szeregów, sekty zazwyczaj odwołują się do podstawowych ludzkich potrzeb i aspiracji, do których możemy zaliczyć następujące potrzeby: przynależności i doświadczenia życzliwej wspólnoty; potrzebę odnalezienia sensu i odpowiedzi na najważniejsze pytania egzystencjalne; potrzebę rozwoju osobistego i zdobywania wewnętrznej, psychicznej i duchowej integracji; potrzebę zaangażowania w sprawy innych ludzi; potrzebę bycia dostrzeżonym i wyróżnionym, wyodrębnionym z anonimowego tłumu oraz np. potrzebę zależności od autorytetu. Wejście w sektę jest oczywiście procesem stopniowym. Nikt nie zostaje jej członkiem w ciągu godziny czy dnia.

          Grupą wiekową szczególnie narażoną na werbunek pozostają ludzie młodzi, którzy nie mając jeszcze solidnego kręgosłupa światopoglądowego oraz doświadczenia życia wspólnotowego w ryzykowny sposób poszukują odpowiedzi na ważne pytania egzystencjalne i tęsknią za wspólnotą. Nie można oczywiście grupy ryzyka zawężać do ludzi młodych. Na zwerbowanie, podobnie jak na uzależnienie naraża się każdy, kto nieumiejętnie podchodzi do życia, komu z różnych racji wydaje się ono „trudne” i „zbyt wymagające”, dlatego znakomitą pożywką dla emisariuszy sekt mogą się okazać osoby, które doświadczają zachwiania równowagi w obszarze życia religijnego, rodzinnego i społecznego: małżeństwa w sytuacji kryzysu, wdowcy i wdowy; cierpiący po śmierci bliskiej osoby, ludzie starsi poranieni (w pracy, przez rodzinę, wspólnotę parafialną); poszukujący mocnych wrażeń duchowych; eksperymentujący z własną religią oraz osoby, które twierdzą, że nigdy nie zostaną zwerbowane.

Jeżeli nie sekta, to co?

          Czy istnieje alternatywa dla sekt, które w sposób nieetyczny zawłaszczają życie ludzkie? Czy jesteśmy bezradni wobec psychomanipulacji, jaką stosują w procesie werbunku destrukcyjne grupy sektowe?

          Rozpoznanie sekty jako grupy uzależniającej nie należy do łatwych zadań. Ukrywanie prawdziwych celów sprawia, że osoby pragnące realizować wzniosłe idee, angażują się w różne projekty oferowane przez sekty, a następnie stopniowo uzależniają się od kontrowersyjnych sekciarskich struktur. Wejściu w sektę, oprócz uzależnienia psychicznego i emocjonalnego, towarzyszy uzależnienie duchowe, wyrażające się w silnej zależności od lidera grupy i zasad doktrynalnych, których przestrzega się w sposób bezkompromisowy. Warto mieć się na baczności, zachowywać rozsądny dystans i niedowierzanie względem emisariuszy małych, a zarazem tajemniczych grup, głoszących odniesienie sukcesu w krótkim czasie, możliwość szybkiego poznania Boga itp. Obietnice błyskawicznej realizacji siebie, hasła nawiązujące do wolności ducha, konieczności wprowadzania pokoju i harmonii na Ziemi, stanowią w przypadku sekt przykrywkę dla propagowania doktryny zależności. Prędzej czy później sekta zażąda pieniędzy i bezwzględnej lojalności.

          Z pewnością najskuteczniejszą obroną jest odpowiedzialna troska o rozwój duchowy, a więc staranne i systematyczne zgłębianie własnej wiary, studiowanie Biblii, książek i czasopism oraz uczestnictwo w ruchach działających w obrębie własnej wspólnoty religijnej.

          Drugim nie mniej istotnym lekarstwem jest pielęgnowanie zdrowych relacji rodzinnych i koleżeńskich oraz troska o zdrowie fizyczne i psychiczne. W przypadku dzieci i młodzieży nie bez znaczenia dla ich właściwego rozwoju psychicznego i duchowego jest to, aby rodzice i wychowawcy stanowili dla nich pewne (solidne) źródło oparcia w chwilach trudnych. Psychologowie religii na różne sposoby podkreślają wagę religijnego zaangażowania całej rodziny, co ma również swoje odzwierciedlenie w planowaniu działań naprawczych, czym zajmują się takie dyscypliny jak pedagogika, praca socjalna, resocjalizacja, czy terapia. Nie jest żadną tajemnicą, że dorastająca młodzież w bogatym światopoglądowo świecie narażona jest na różnego rodzaju pokusy chodzenia na skróty. Wiemy również, że dzieci na różne sposoby naśladują swoich rodziców. Zdrowa religijność wyniesiona z domu stanowi więc ważny (silny) czynnik prewencyjny w procesie przeciwstawiania się sekciarskim indoktrynerom.

          Na koniec warto jeszcze podkreślić, że przystąpienie do sekty to skutek całego splotu różnych zdarzeń i czynników. To, co sekty najchętniej wykorzystują w procesie werbunku to tzw. „słaby punkt”, który przecież każdy z nas posiada. Tak więc, śmiało można skonkludować, że na uzależnienie się od sekty potencjalnie narażony jest każdy człowiek.

Zobacz całość: Fałszywi nauczyciele. Sekty dzisiaj Mariusz Gajewski  

Sekta – definicja

emocjeW LABIRYNCIE SEKT

                   Na sekty i nowe ruchy religijne można patrzeć z różnych punktów widzenia. Teologowie i filozofowie dopatrują się w nich przede wszystkim wypaczeń doktrynalnych i duchowych skrzywień. Dla prawników wszystko sprowadza się do kwestii przestrzegania przez sekty obowiązującego prawa. Psychologowie, socjologowie i pedagodzy koncentrują się w głównej mierze na społecznych aspektach ich funkcjonowania. Nie ulega wątpliwości, że problem sekt wpisuje się w szeroką debatę dotyczącą współczesnych form patologii społecznych, a także idei wolności obywatelskich, religijnych itp.

          Nie trzeba chyba bić na alarm, i przekonywać, że sekty potrafią uzależnić swoich adeptów podobnie, jak czynią to alkohol, narkotyki, Internet czy papierosy. Odwołując się do psychologicznych aspektów oddziaływania środków uzależniających, ogólnie można powiedzieć, że uzależnienie wyraża się w utracie kontroli nad własnym życiem. Współczesny człowiek częściej i częściej uzależnia się od coraz to nowych substancji, mediów czy sytuacji. Terapia uzależnień obejmuje dziś swym zasięgiem obok uzależnienia od alkoholu, narkotyków czy papierosów również sytuacje uzależnienia od telewizji, gier komputerowych, jedzenia, seksu, sytuacji ekstremalnych itp. I właśnie często z sytuacją uzależnienia mamy do czynienia w przypadku kontrowersyjnych grup kultowych. Uzależnienie od sekty może przybrać różne formy i dotyczy sfery materialnej, psychicznej i duchowej, czyli całego człowieka.

          Aby dobrze zrozumieć problem uwikłania się w sektę oraz istotę manipulacji, jakiej poddawani są zwabieni adepci, należy najpierw wytłumaczyć, czym tak naprawdę jest sekta. Istotne będzie znalezienie odpowiedzi na pytania: Czy istnieją jakieś charakterystyczne elementy, które pozwalają daną grupę zakwalifikować do tej kategorii? Dlaczego, pomimo swej kontrowersyjności, tego typu grupy wciąż pozyskują nowych zwolenników i skutecznie ich od siebie uzależniają?

          Z perspektywy nauk społecznych mianem sekty określa się małe grupy o charakterze religijnym, wyodrębnione z tradycyjnych religii.

Sekty definiują swoją tożsamość, silnie eksponując własne wyznanie wiary oraz autorskie struktury organizacyjne. Samo słowo „sekta” pochodzi od łacińskiego secare – „odcinać”. Jak trafnie zauważa Andrzej Zwoliński, brak ścisłej terminologii w obrębie takich nauk jak socjologia, religioznawstwo czy psychologia społeczna, dotyczącej różnych przejawów „tęsknoty człowieka za spotkaniem z prawdą religijną” ułatwia nowym ruchom religijnym, sektom i kultom „utrzymywanie aury niejasności pojęciowej”.

          W swoich szeregach gromadzą one ludzi wrażliwych, poszukujących i często egzystencjalnie zagubionych. Na świecie istnieje wiele typów tego rodzaju organizacji, ale trudno ukuć jedną uniwersalną definicję sekty, dlatego też znawcy tematu skupiają się na określaniu tzw. charakterystycznych cech sekty, o czym będzie mowa.

          Ograniczoność definicji

          Sekty wymykają się opisom i definicjom. Współcześnie niezwykle trudno jest wskazać granicę pomiędzy sektą a religią. Niewątpliwie, kryterium liczby członków nie wystarcza, aby dokonać rozdziału między tymi dwiema grupami. Również „dziwaczność” i „odmienność” zachowania adeptów danej religii, stopień wpływu na myślenie i zachowanie poszczególnych wyznawców nie pozwala na klarowne określenie specyfiki tej czy innej grupy. Naukowcy unikają jakiegokolwiek wartościowania badanych przez siebie mniejszych czy większych grup społecznych i zdecydowanie dystansują się od konieczności posługiwania się pejoratywnym terminem „sekta”. Opisują zaobserwowane praktyki, nie oceniając ich z punktu widzenia teologicznego czy etyczno-filozoficznego, o ile nie łamią one norm prawa. Dla sporej części badaczy zjawiska nowych ruchów religijnych ważnym kryterium rozróżnienia religii i sekty jest stopień, w jaki grupy te psychologicznie zniewalają swoich wiernych, uzależniają, degradują materialnie i – wreszcie – wykorzystują do celów, które nie mają nic wspólnego z duchowością.

          Na gruncie religioznawstwa problem sekt rozpatruje się przede wszystkim w kontekście badań grup społecznych. Sekty traktuje się zazwyczaj jako małe grupy, stowarzyszenia czy ruchy wyodrębnione z jakiejś większej tradycyjnej religii. W tym ujęciu sekta jest jakimś związkiem wyznaniowym, który powstał w wyniku oddzielenia się od większego, istniejącego od dłuższego czasu Kościoła. Takie oddzielenie się wymusza na świeżo powstałej grupie wypracowanie własnych zasad doktrynalnych oraz rozwinięcie struktury organizacyjnej.

Opozycyjna diada: Kościół vs. sekta

          Klasycy myśli socjologicznej, M. Weber i E. Troeltsch, sektę rozumieją jako społeczność opartą na dobrowolnej umowie, co odróżnia ją od instytucjonalnej tradycyjnej wspólnoty kościelnej, do której członkowie są włączani zazwyczaj automatycznie, przez fakt urodzenia w rodzinie o danym profilu religijnym. Autorzy ci w swoich badaniach podkreślali również, że pewne sekty mogą powstawać niezależnie od większości Kościołów, bez doktrynalnego, obrzędowego czy organizacyjnego powiązania z nimi. Nie muszą być też wyrazem jakiejś konkretnej reformy czy wynikiem protestu, który zrodził się wewnątrz danej wspólnoty religijnej. Max Weber traktował Kościół jako „administratora wiecznych darów zbawczych”, sektę zaś postrzegał, jako grupę rezygnującą z prerogatyw wielkich Kościołów. Dla przykładu inny niemiecki religioznawca – Gustaw Mensching, zajmujący się historią porównawczą religii, zauważył, że w przeciwieństwie do Kościoła sektę cechują takie właściwości, jak: kierownictwo typu charyzmatycznego, odwołujące się do nadprzyrodzonego autorytetu; dobrowolność uczestnictwa – chociaż nie każdy może zostać członkiem sekty, to jednak przynależność do niej nie jest obowiązkowa; bezkompromisowa, radykalna postawa członków sekty wobec świata i uznawanych wartości, często połączona ze ślepym fanatyzmem; tendencja do jednostronnej interpretacji doktryny i zawężenia kultu.

          W opinii angielskiej socjolog E. Barker sektę od Kościoła odróżnia to, że hierarchia kościelna jest kształtowana przez długi wieloetapowy i złożony wewnętrznie proces instytucjonalizowania się grupy, podczas gdy w sektach wyłania się ona na skutek wyraźnej charyzmy ich założyciela oraz późniejszych przywódców. Zdaniem autorki, sekty odrzucają podstawowe zasady moralne społeczeństwa, w którym się ukształtowały – w przeciwieństwie do Kościołów tradycyjnych, które starają się funkcjonować w harmonii z obowiązującym porządkiem społecznym. Również G. M. Vernon wskazywał na opozycyjność sekt, rygoryzm i widoczny fundamentalizm jako na ich cechy rozpoznawcze. Inni socjologowie, np. R. E. Park i E. W Burgess podkreślają, iż sekty są tworami religijnymi, będącymi w stanie nieustanej „wojny ze światem” i istniejącym porządkiem etyczno-moralnym.

          W ostatnim czasie obserwujemy powstawanie kolejnych nowych grup o charakterze quasi-religijnym, które w sposób prowokujący, na różne sposoby odwołując się do idei wielkich religii świata, tworzą własne idee, mniej lub bardziej poważnie kopiują i przerabiają znane tradycyjne prawdy religijne. Dobrym przykładem takiego zjawiska może być reklamująca się w ostatnim czasie grupa, przedstawiająca się jako Kościół Latającego Potwora Spaghetti (Church of the Flying Spaghetti Monster). U jednych idee grupy budzą uśmiech, u innych zachwyt i poważne zainteresowanie. Odwołując się do wymyślonego mitu, autorzy nowego Kościoła reklamują swoją wiarę w następujący sposób: „Kościół Latającego Potwora Spaghetti jest prawdziwy i całkowicie prawomocny. Poparty jest licznymi dowodami naukowymi, a każda treść wydająca się śmieszna i humorystyczna, jest taka wyłącznie przez przypadek. (…) Naszym jedynym dogmatem jest brak dogmatu. Nie stosujemy żadnych regulacji i nakazów. Podejście do wiary każdego z wyznawców jest indywidualne, nie odprawiamy żadnych rytuałów, mszy ani modłów czy innych tego typu głupot. Nie ma żadnej fizycznej zwierzchności i każdy z członków naszej wspólnoty ma prawo wypowiedzi o tym, czym faktycznie jest nasza religia i dokąd zmierza”.

          Innym ciekawym przykładem nowego ruchu religijnego, który z duchowością w rzeczywistości ma niewiele wspólnego, jest rozpowszechniany w mediach ruch Kopimistów (The Missionary Church of Kopimism), utworzony przez 19-letniego studenta filozofii – Isaka Gersona. Jego idee oficjalnie poparło już kilka tysięcy osób. Przez państwo szwedzkie Misjonarski Ruch Kopimizmu został uznany za oficjalną religię. Wedle wstępnych statystyk Kościół liczy ponad 3000 członków. Osoby chcące brać udział w grupie przechodzą inicjację dzielenia się danymi zapisanymi w elektronicznej postaci oraz są proszone o złożenie oświadczenia wiary w informację i kopiowanie. Kopimiści wierzą w święte dla nich znaki: „Ctrl+C” i „Ctrl+V”. Twierdzą, że dzielenie się informacjami jest zgodne z powszechną etyką. Tłumaczą, że powszechny dostęp do informacji powinien być gwarantowany każdemu człowiekowi. W żaden sposób nie można ograniczać dostępu do informacji. Gromadzenie i przetwarzanie danych uznaje się w grupie za święty akt określany jako „Remix Spirit”. Religia posiada klasę duchownych, których określa terminem „Oparnas”.

          Sekta to często wytwór wyobraźni osób o silnym religijnym zorientowaniu, które w efektywny sposób potrafią przekonać do swoich nierzadko dziwacznych poglądów innych, o zbliżonych zainteresowaniach. Jak już wskazano, przedmiotem religijnego kultu może być wszystko. Cała rzecz rozgrywa się na płaszczyźnie akceptacji danych poglądów przez większą grupę ludzi. Dobrym przykładem rodzącej się sekty, która odwołuje się do rzekomych przekazów z Nieba, jest ufologiczna czeska grupa przedstawiająca się jako Universe People or Cosmic People of Light Powers (oryg. esmírní lidé sil světla). Grupa została założona w latach 90. XX wieku przez czeskiego miłośnika zjawiska UFO, Ivo Benda, który w 1997 roku napisał książkę pod znamiennym tytułem Wywiady z instrukcjami od moich przyjaciół z wszechświata (oryg. Rozhovory s poučením od mých přátel z vesmíru). Doktryna i przesłanie grupy ogniskuje się zasadniczo wokół telepatycznych i bezpośrednich przekazów, które otrzymuje lider grupy wprost od różnych istot pozaziemskich. Niezależnie od niewielkiego wzrostu liczebnego wyznawców założonej przez Ivo Benda grupy trudno nie ulec wrażeniu, że zarówno głoszone poglądy, jak i sam lider grupy budzą powszechną niechęć i często uśmiech na twarzy, zwłaszcza gdy słyszy się o konieczności ewakuacji Ziemi. Pomimo wzmożonej aktywności, szczególnie w Internecie (mimo że grupa głosi, iż media elektroniczne mają diabelskie pochodzenie), analiza krytyczna przygotowywanych i materiałów rozsyłanych do mediów i różnych osób wskazuje, że mamy do czynienia raczej z ogromnym sukcesem marketingowym człowieka podejrzewanego o zaburzenia psychiczne niż z poważnym ruchem, który charakteryzowałby się spójną filozofią czy teologią. Niemniej grupa stanowi czytelny przykład, jak niejednoznacznym zjawiskiem jest współczesna mniej lub bardziej zorganizowana działalność religijna.

Powracając do klasycznego rozumienia zjawiska nowych ruchów religijnych, może powinniśmy zauważyć, że osoby doświadczające kryzysu egzystencjalnego w spotkaniu z adeptami grupy kultowej stają się często łatwym kąskiem, w dodatku podanym im na tacy. Sekta, próbując wciągnąć na listę nowych członków, wychodzi z ofertą odpowiednio dostosowaną do potrzeb konkretnego człowieka.

          Własna propozycja definicji

          Pamiętając o tym, że powstawanie i formowanie się nowych grup religijnych jest zawsze zjawiskiem skomplikowanym, proponuję, by na problem ten popatrzeć w sposób możliwie kompleksowy. Moje wieloletnie osobiste doświadczenie pracy z osobami uwikłanymi w sekty, a także prowadzone przeze mnie studium zjawiska (głównie z perspektywy psychologii i socjologii religii) skłania mnie do sformułowania następującej definicji: sekta to zarówno grupa ludzi, w której możemy wyróżnić konkretną strukturę (element formalny), jak i stanowiący oś światopogląd (element treściowy – religijny lub filozoficzno-religijny), wokół którego i dla którego grupa ta skupia swoich członków. Najczęściej sekta powstaje w wyniku oddzielenia się od istniejącego Kościoła (jak sugeruje wspomniana etymologia: secare – odcinać) albo objawienia, skupiającego wokół wybranej jednostki grupę wiernych (sequi – podążać za kimś). Może również stanowić syntezę wielu tradycji filozoficzno-religijnych. W przypadku sekty destrukcyjnej obserwujemy u jej członków tzw. syndrom sekty, będący odbiciem niszczącego wpływu grupy na jednostkę w wymiarze duchowym, psychicznym i fizycznym. Sekta destrukcyjna łamie podstawowe prawa człowieka, stosując szeroko rozumianą psychomanipulację i staje się grupą patologiczno-przestępczą13.

          Za grupę psychomanipulacyjną (zdecydowanie destrukcyjnie wpływającą na człowieka) natomiast proponuję uważać społeczność, w której przez stosowanie różnorakich technik psychologicznych i socjologicznych, wykorzystanie fizyczne, psychiczne i materialne oraz system ścisłej kontroli dana osoba zostaje całkowicie uzależniona od grupy lub jej lidera (przywódcy). Uzależnieniu takiemu towarzyszy zazwyczaj zmiana dotychczasowego stylu bycia, określana mianem „syndromu sekty”. Istotnym elementem (kryterium) pozwalającym ocenić stopień manipulacji stosowanej przez grupę jest określenie proporcji pomiędzy składaną (deklarowaną) ofertą a rzeczywistością realną. Im większa rozbieżność (często skutecznie maskowana) między tym, co człowiek myśli, że dostaje, a tym, co rzeczywiście otrzymuje, tym większy stopień manipulacji. W przypadku sekt ważną zmienną wpływającą na siłę oddziaływania manipulacyjnego jest doktryna religijna.

Sekciarski schemat

          Problem sekty ujawnia się zazwyczaj wedle pewnego charakterystycznego schematu. Bliscy lub znajomi jakiejś osoby zgłaszają się do poradni pedagogicznej lub punktu informacji o ruchach religijnych i pytają: czy to jest sekta? Tłumaczą przy tym, że ich bliski związał się z taką a taką grupą, że „jakoś dziwnie się zachowuje” i „zmienił swój sposób bycia”. Jeżeli istnieje możliwość zidentyfikowania grupy z nazwy, sprawa wydaje się dość prosta. Istnieją liczne publikacje, które opisują działające grupy kultowe i sekty, na podstawie których można wywnioskować stopnień ich szkodliwości i możliwości uzależnienia. Dysponując takimi informacjami o grupie, przy zastosowaniu standardowych technik terapeutyczno-interwencyjnych można dość skutecznie pomóc rodzinie w sytuacji kryzysu.

ZOBACZ CAŁOŚĆ: Fałszywi nauczyciele. Sekty dzisiaj Mariusz Gajewski