Kary jak metoda niewychowawcza

Kary to metoda niewychowawcza, ponieważ zawsze będą mniej skuteczne od nagród. Wiem, że wielu osobom ciężko w uwierzyć. Niektórzy nie chcą przyjąć tej prostej prawdy do wiadomości i świadomości, ponieważ karanie jest prostsze. Nie trzeba się tak wysilać, zawsze jest pod ręką jakiś pasek, albo popularne odebranie jakiegoś przywileju.

Podstawową metodą wychowawczą powinny być nagrody. A jeśli chcemy zareagować na jakieś przewinienie, to stosujmy konsekwencje popełnionych przez dziecko czynów.

  1. Przyznanie się do błędu, winy, popełnionego czynu.
  2. Poniesienie jego konsekwencji.

na przykład w postaci przeproszenia skrzywdzonej osoby czy osób i naprawienie szkód, które się swoim postępowaniem wyrządziło.

Coraz mniej popularne słowo zadośćuczynienie będzie opisywać to, co trzeba zrobić. Oznacz ono moralne lub materialne odszkodowanie za wyrządzoną krzywdę.

Nawet osoby dorosłe mają często problem z tym, żeby przepraszać i naprawić wyrządzoną krzywdę. Trudno jest uznać swoją winę, a do tego jeszcze przed innymi, publicznie. Dużą rolę odgrywa tu poczucie wstydu. Przy okazji można się zastanawiać, czego wstydzą się współcześnie ludzie. Na przykład paradowania w stanie nietrzeźwości nie, ale przeproszenia za zwymiotowanie na środku ulicy już tak…

Jak więc mają dorośli nauczyć dzieci ponoszenia konsekwencji, skoro sami nie mają zamiaru tego robić w swoim życiu?

Nagrody zawsze będą lepszą metodą wychowawczą od kar. A jeśli już masz ochotę ukarać swoje dziecko, pomyśl chwilę i zastosuje konsekwencje. Dobrym pomysłem, w zależności od wieku dziecka i jego poziomu rozwoju, będzie ustanowienie tych konsekwencji wspólnie z nim. To będzie przy okazji również uczenie dobrego życia, moralności, szacunku do innych, bo przecież o to chodzi, żeby konsekwencje czegoś uczyły. A przy okazji oczywiście będą odstraszać od popełnienia kolejnych zabronionych czynów.

Pobierz 3 darmowe raporty na temat wychowania:

Imię:
Adres email:

Kto jest tym właściwym? Jak znaleźć partnera na całe życie?

Kto jest tym właściwym? Jak znaleźć partnera na całe życie?

Powiedzieć po prostu „tak”?

Wyszłam za mąż, gdy miałam 27 lat. Zanim do tego doszło, przez okres dziesięciu lat zawar­łam interesujące znajomości z kilkoma fascynujący­mi mężczyznami różnego pokroju. Pośród nich był perfekcyjny ojciec rodziny, egzotyczny poszukiwacz przygód, wrażliwy artysta i szarmancki aktor, od­twórca własnej roli. Przy każdym myślałam przynaj­mniej przez chwilę: to mógłby być on! Mister Perfect! Jednak w przypadku wszystkich, wcześniej czy póź­niej, pojawiła się pewność: nie, to nie on. Najczęściej nie wiedziałam nawet, z jakiego powodu.

Od wielu lat pracuję z osobami poszukującymi życiowego partnera. Jak się przekonać, kto jest tym właściwym? To jedno z klasycznych pytań zadawane przez wszystkich. Niektórzy myślą przy tym o oso­bie, z którą właśnie są. Inni z kolei pytają, marząc o przyszłym kandydacie. Wielu zastanawiających się nad zakończonymi relacjami nurtuje kwestia:

dlaczego to, co zaczęło się tak obiecująco, zakończy­ło się taką klęską? Czy należało odchodzić?

Podczas naszego zimowego spotkania dla singli doszło do interesującej rozmowy. Kolejny raz cho­dziło o często powracające pytanie: dlaczego nie znaleźliśmy dotąd mister czy miss perfect? Lukas, młody, postawny mężczyzna o nieco niewyparzo­nym języku, zrelacjonował nam następującą sytu­ację: „Gdy mam pilne zapytanie do Boga, rzucam Mu je ku górze”, co obrazowo podkreślił stosownym gestem. „I co dalej?” – chcieliśmy się dowiedzieć. „Najczęściej spada z powrotem na moją głowę”.

Zebrani wybuchli gromkim śmiechem. „Nie ma się z czego śmiać – usłyszeliśmy. – Kiedy ostatnio stało się tak z pytaniem: dlaczego nie znalazłem dotąd kobiety mojego życia, dotarło do mnie, że powinienem zapytać samego siebie: powiedziałeś kiedyś «tak»?”.

Powiedzieć po prostu „tak”? To może się okazać strzałem kulą w płot.

Większość zna powiedzenie: każdy garnek znaj­dzie swoją pokrywkę. To sprawdza się w sklepie z ar­tykułami gospodarstwa domowego, ale nie w mojej kuchni. Mam w niej jedną wielką pokrywę, któ­ra pasuje do wszystkich naczyń – całkiem małych i dużych. Przyznaję, że nie jest to zbyt praktyczne, ale gotować da się mimo wszystko. Żeby jednak uprzedzić możliwe zastrzeżenia, mówię od razu: nie wierzę w romantyczne wyobrażenia, że jest tylko ten jeden czy jedna przeznaczony właśnie dla mnie! By­łoby wręcz nieprawdopodobne, gdyby żył właśnie gdzieś w pobliżu, więc los skieruje go do mojego boku, teleportując we właściwe stulecie! Gdyby to tak funkcjonowało, to żaden wdowiec czy wdowa nie mieliby już w życiu żadnej realnej szansy.

Mit o „właściwej osobie” wywodzi się z filozofii Platona. W jego dialogu zatytułowanym Sympozjon (Uczta) poeta Arystofanes następująco wyjaśnia po­wstanie płci: na ziemi żyli walcowaci ludzie złożeni z połówek, mający cztery ręce i nogi, a także dwa przeciwstawne oblicza na jednej głowie. Byli silni, zręczni i odważni, więc zagrozili potędze bogów. Za karę ojciec bogów, Zeus, porozcinał ich na po­łowy i odtąd każda z nich tęskni za połączeniem się z utraconą częścią. Tę tęsknotę nazywa się miłością.

„A kiedy taki człowiek przypadkiem znajdzie swą drugą połowę, wtedy nagle dziwny na nich czar jakiś pada, dziwnie jedno drugiemu zaczyna być miłe, bliskie, kochane, tak że nawet na krótki czas nie chcą się rozdzielać od siebie”.

Miłe, bliskie, kochane, więc nawet na krótki czas nie rozdzielają się od siebie. Tak pięknie to brzmi, że chętnie uwierzylibyśmy w teorię o jedynej wła­ściwej połowie. Na szczęście nie jest to konieczne, gdyż wszystkiego tego zaznamy od tej osoby, którą za taką uznamy.

Nie trzeba przy tym znajdować właściwej oso­by, drodzy czytelnicy i czytelniczki! Należy się po prostu zdecydować, kto nią jest. Pytanie nie brzmi, czy ten czy tamta będzie dla mnie właściwy, tylko z kim chętniej podejmę wspólne życie! Decydując, muszę zastosować „właściwe” kryteria.

Wykonywana wcześniej praca zawiodła mnie kiedyś do Indii. W jednej z nowoczesnych metro­polii udaliśmy się późnym wieczorem do jedne­go z lokali i tam poznaliśmy młodych Hindusów i Hinduski. Nie dowierzałam własnym uszom: elegancka kobieta, dysponująca telefonem komór­kowym i adresem poczty elektronicznej, z dumną i uśmiechem na twarzy opowiadała, że za kilka tygodni poślubi nieznanego jej mężczyznę, wy­branego przez rodziców i krewnych. Podpytałam inne pary i okazało się, że zaaranżowane małżeń­stwa zdają się znakomicie funkcjonować! Młody mężczyzna, ożeniony podobnie z nieznaną sobie narzeczoną, wyznał szczerze: „Minął rok zanim ją pokochałem!”. Te słowa fascynują mnie do dzisiaj.

Droga do miłości kosztowała nieco wysiłku, ale stanowiła jednocześnie spokojne oczekiwanie. Młody mężczyzna znajdował wsparcie w ponadpokolenio­wej świadomości kulturowej, że miłość się zawiąże. I tak faktycznie się stało. To oczywiście nie jest prak­tykowane w naszych szerokościach geograficznych, niesie natomiast ważną naukę: miłość to słowo-czyn.

Być może w tym właśnie kultura indyjska nieco nas wyprzedza, że małżeństwo to nie port, niebo na ziemi czy dotarcie do celu. Hindusi pojmują je raczej jako rozsądną formę istnienia: trudy szarej egzysten­cji dają się łatwiej pokonać we dwoje. Małżeństwo to dla nich sposób na życie, w którym dwoje ludzi odpowiada za siebie wzajemnie, nie wyłączając zalet i wad, aby łatwiej radzić sobie z codziennością.

Kilka pokoleń wstecz mieliśmy podobną sy­tuację i u nas, kiedy to rodziny rozglądały się za odpowiednim kandydatem/kandydatką. Dziś ro­dzice często otrzymują sms-y następującej tre­ści: „Cześć, jestem z tą/tym!” O kim mowa i co to znaczy: jestem z kimś? Moja babka była wykwali­fikowaną sprzedawczynią. Jej ciotki przedstawiły ją mojemu dziadkowi prowadzącemu własny sklep z żywnością. Strzał w dziesiątkę, nieprawdaż? Czy tych dwoje pasowało do siebie, o to nikt nie pytał. Obecnie dysponujemy szerszą wiedzą, bo nauczy­liśmy się niejednego, ale też zapomnieliśmy o wie­lu sprawach. Gorączkowe poszukiwanie tej jedynej połowy zrodziło romantyczne niezrozumienie idei małżeństwa. Można nazwać je zaprogramowaną fru­stracją. W tym kontekście druga osoba ma być moim niebem na ziemi, a gdy taką nie będzie, to pewnego dnia zostanie „spławiona”.

Skoro więc właściwa to ta jednostka, którą wy­bieram, to na co muszę zwrócić uwagę, podejmując taką decyzję? Na kolejnych stronach przedstawiam najważniejsze kryteria i wskazówki. O jednych wiedziały już moje ciotki, a także krewni poznanej przeze mnie młodej Hinduski, ale o innych, z dużą dozą prawdopodobieństwa, na pewno nie.

Całość tutaj: Dr. Gudrun Kugler Upragniony, upragniona. Jak znaleźć partnera na całe życie?

Stany lękowe

Strach jest naturalną reakcją na pojawiające się zagrożenia oraz ważnym sygnałem chroniącym życie. Przykładowo ludzie boją się węży, pająków, dzikich zwierząt, ciemności i nagłego upadku. Takie przyczyny strachu mają początek w odległej przeszłości naszej cywilizacji i można je nazwać strachem ewolucyjnym. Dla człowieka pierwotnego spotkanie z tygrysem szablastozębym lub upadek z drzewa łączyło się z realnym niebezpieczeństwem i mogło zakończyć się śmiercią. Tego typu strach jest reakcją na zagrożenie zakodowaną w pamięci komórkowej.

Lęk pojawia się wtedy, gdy zagrożenia mają charakter bardziej mglisty, irracjonalny lub nawet nieznany.

Lęk budzą np. nowo poznane osoby, niekontrolowalne zdarzenia czy trudna sytuacja finansowa. Lęk może być także odczuwany bez żadnej realnej przyczyny. Stany lękowe pojawiają się od czasu do czasu u każdego człowieka i są niezbyt miłym, ale zupełnie naturalnym i normalnym elementem codziennego życia. Mogą być próbą rozładowania zbyt dużego napięcia, stresu lub reakcją na brak ruchu i związanego z tym napięcia.

Problem pojawia się wtedy, gdy poziom lęku jest dużo większy, zbyt silny, uporczywy, długotrwały i nieadekwatny.

Wtedy określa się go jako zaburzenia lękowe.

Do objawów zaburzeń lękowych należą:

  • skrajny niepokój, nerwowość

poczucie zmęczenia bez realnego powodu

trudności w koncentracji

obawa przed utratą kontroli lub nasilenie kontroli

obsesyjne myśli lękowe, obawa, że wydarzy się coś strasznego

niezdolność do rozluźnienia się

napięcie mięśniowe

trudności w oddychaniu

przyspieszony rytm serca

nudności, bóle żołądkowe, utrata apetytu

drżenie rąk, poczucie wewnętrznego drżenia

trudności w zasypianiu.

Na podstawie: Encyklopedia seniora. Profilaktyka, leczenie, aktywność, prawo>>>

Najlepsza zmiana, czyli Twoje życie w Twoich rękach

Zmiana jest immanentną częścią naszego życia. Gdyby nie ten proces, nie rozwijalibyśmy się, nie rośli, nie dojrzewali, nie zmieniali na lepsze. Przez całe życie bylibyśmy tacy sami, a przecież większość ludzi próbuje zmienić się na lepsze. Chcemy być lepszymi dziećmi, żonami, mężami, dziadkami, babciami, pracownikami, sąsiadami, znajomymi, przyjaciółmi. Zmieniamy się nie tylko dla innych, aby mieć z nimi lepsze relacje. Zmieniany się również dla siebie, żeby lepiej się ze sobą czuć, nie mieć zaniżonego poczucia własnej wartości, pozbyć się ciągłych wyrzutów sumienia z powodu marnowania życia.

       Tylko jak to zrobić? W jaki sposób dokonać pozytywnych, efektywnych, trwałych zmian w naszym życiu? Pewnie widziałaś już wiele osób, które próbowały, ale niewiele, którym się udało?

Właśnie o tym jest ta publikacja. Pokażę co przeszkadza Ci w dokonywaniu zmian, co pomoże Ci się zmotywować i jak postępować, aby za jakiś czas móc wszystkim powiedzieć: Odniosłem sukces! Nareszcie… i tu wstaw to, z czym masz problem. Niezależnie od tego czy będą to tylko złe nawyki, czy zmiana pracy, nauczenie się języka obcego, czy porzucenie nałogu, książka ta pomoże Ci to zrobić.

Koniecznie przeczytaj całość. Nie zajmie Ci to dużo czasu, a może zmienić na lepsze życie Twoje i Twoich bliskich.

       A jeśli to nie pomoże, nie poddawaj się. Przeczytaj wtedy zakończenie, ponieważ tam znajdziesz dodatkową pomoc.

Książka tylko tutaj>>> 

6 mitów, które uniemożliwiają Ci dokonanie zmian


6 mitów, które uniemożliwiają Ci dokonanie zmian. To sześć najważniejszych mentalnych hamulców, których musisz się pozbyć, aby być w stanie dokonać zmian w swoim życiu.

Będzie to pierwszy krok do dokonania pozytywnych i trwałych zmian. Być może tych, których nie udało Ci się wprowadzić w życie od wielu lat.

Większość z nas dokonuje postanowień dość często. Najwięcej w okolicach rozpoczęcia nowego roku. Mogą to być również inne ważna dla nas daty czy wydarzenia. Ten symboliczny przełom ma nam pomóc w dokonaniu przełomu również w życiu. Wiesz ile osób trwa w swoich postanowieniach? Tylko kilkanaście procent, a wraz z upływem czasu jeszcze mniej.

Oznacza to, że większość nie przygotowuje się dobrze do rozpoczynania zmian, do realizacji postanowień. Nie wiem jak się zmotywować i co zrobić, aby wytrwać.

Nieważne w jakiej sferze życia chcesz dokonać zmian. Najpierw pozna i porzuć 6 mitów, które Ci to uniemożliwiają.

POBIERZ DARMOWY RAPORT „6 mitów, które uniemożliwiają Ci dokonanie zmian”

Imię:
Adres email:

Rozumienie siebie

Rozumienie siebie to świadomość swoich wad i jednocześnie umiejętność docenienia swoich zalet. To postawa, którą można wyrazić słowami:

 – „Wiem, nad czym muszę pracować, co warto w sobie zmienić, co mnie ogranicza i może utrudniać budowanie pozytywnych więzi!”,

 – „Wiem, co mogę zaoferować innym, co jest moją mocną stroną i na czym mogę budować relacje z ukochanymi osobami!”.

Rozumienie siebie pomaga być asertywnym:

– „Znam swoje potrzeby i jeśli nikogo tym nie krzywdzę, to mam prawo je zaspokoić. Mam swoje zdanie na ważne tematy, własne poglądy i wymagam szacunku do siebie, tak jak i ja szanuję innych, nawet jeśli się z niminie zgadzam!”.

Rozumienie siebie pomaga wyznaczać granice w relacjach z innymi osobami:

– „Wiem, co jest dla mnie ważne, i nie godzę się na agresję, brak szacunku czy inne przemocowe zachowania względem siebie!”.

Rozumienie siebie pomaga pracować nad sobą, rozwijać się, stawać się lepszym człowiekiem. Motywacja do samorozwoju jest oparta o samoświadomość:

– „Wiem, co chcę w sobie przepracować – zmienić!”,

– „Wiem, jaka zmiana we mnie sprawi, że moje relacje z najbliższymi poprawią się, będą zarówno dla mnie, jak i dla innych źródłem szczęścia i satysfakcji!”.

Poznawanie siebie to proces. Każdego dnia uczymy się siebie. Każdego dnia mamy coraz lepszy kontakt z samym sobą. Dzięki temu otwieramy się na relacje z innymi. A dobry kontakt z sobą to między innymi umiejętność rozmowy z sobą samym, odwaga w zadawaniu sobie trudnych pytań i szukaniu odpowiedzi:

– „Czego pragnę?”,

– „Co mnie rani?”,

– „Co chcę dać od siebie innym?”,

– „Co w relacjach z bliskimi osobami jest dla mnie najważniejsze?”,

– „Co w relacji z bliskimi osobami jest dla mnie najtrudniejsze?”.

Dobry kontakt z sobą to umiejętność obserwowania siebie, analizowanie własnych reakcji, emocji i umiejętność bycia krytycznym względem siebie.

To uczciwa samoocena i refleksja pozwalająca wyciągać wnioski:

– „Dlaczego tak zareagowałam / zareagowałem? Co w tej sytuacji było dla mnie trudne i dlaczego?”,

– „Jak inaczej mogę się zachować, aby nikogo nie ranić / aby nie eskalować konfliktu?”.

Warto zastanowić się, jak widzą nas inni? Co w nas lubią? Za co nas cenią? Co może być dla innych osób trudne w kontakcie z nami?

Zastanów się, co odpowiedziałby twój partner / twoja partnerka na pytanie:

– „Jaka ona jest / on jest? Opisz mi ją / jego? Co w niej / nim cenisz najbardziej? Jaka cecha charakteru jest jej / jego największą zaletą?

Jaka cecha charakteru jest według ciebie jej / jego największą wadą?”.

Co powiedziałaby twoja mama? Co siostra? Warto czasem spojrzeć na siebie oczami bliskich nam osób. Zastanowić się, ak funkcjonujemy w relacjach z tymi, na których najbardziej nam zależy. Może okazać się, że w kontakcie z różnymi osobami różne nasze cechy są bardziej lub mniej widoczne, mają większe lub mniejsze znaczenie i wpływ na relacje. Czasem jesteśmy bardziej wyrozumiali, a czasem bardziej krytyczni i wymagający.

Czasem mniej, a czasem więcej oczekujemy od innych. Warto się temu przyjrzeć i zastanowić, z czego to wynika i jaki ma wpływ na nas, bliską osobę i pozostałych członków rodziny. Moim zdaniem warto czasem o to po prostu zapytać. Jest wiele okazji do takich ważnych, trudnych rozmów.

Spróbuj!

Pamiętaj: nasza dojrzałość pozwala budować pozytywne relacje rodzinne.

Dojrzałość to suma naszych refleksji, wniosków i efekt procesu, którym jest praca nad sobą. Warto podjąć to wyzwanie. Dla siebie i dla bliskich nam osób!

Pomocne ćwiczenie:

Zastanów się – jaką jesteś osobą? Postaraj się wymienić cechy swojego charakteru. Zacznij od tych, które uważasz za pozytywne. Czy jesteś osobą opanowaną? A może jesteś emocjonalna / emocjonalny i trudno ci zapanować nad emocjami? Czy jesteś uparta / uparty? Czy potrafisz konsekwentnie dążyć do celu? Zastanów się nad swoimi trudnymi cechami.

Postaraj się je wymienić.

Moje cechy charakteru: Pozytywne i Wymagające zmiany Zrozum i poznaj siebie. Buduj swoją samoświadomość w kontekście relacji z najbliższymi osobami. Przyjrzyj się swojemu zachowaniu wobec bliskich i spróbuj uczciwie je ocenić. Wyciągnij wnioski – które cechy twojego charakteru mogą mieć szczególnie duży wpływ na twoje rodzinne relacje?

Moje mocne strony, zalety, które pomagają mi w budowaniu dobrych relacji rodzinnych: Moje pozytywne cechy charakteru i Sytuacje, w których szczególnie pomocne są w budowaniu dobrych rodzinnych relacji.

Moje wady, które mogą przeszkadzać mi w budowaniu dobrych relacji rodzinnych: Jak mogę je zmienić.

Zobacz całość: 

Nas troje czyli rodzinne nastroje Maria Rotkiel 

Jak jeść, czyli właściwy sposób jedzenia

Równie ważne, jak to, co się je, jest to, jak się je. Właściwy

sposób jedzenia to:

świadome jedzenie, czyli skupianie się na spożywanej potrawie i unikanie rozpraszania przez inne czynniki, takie jak czytanie gazety, oglądanie telewizji, a nawet bezmyślne przyglądanie się informacjom na opakowaniach produktów spożywczych

przeznaczanie odpowiedniej ilości czasu na każdy posiłek, spożywanie go uważnie i bez pośpiechu, niepodjadanie między posiłkami

estetyczny sposób podania posiłku, zadbanie o jego harmonię – smakową i wizualną

  • nastawienie do zjadanych pokarmów, czyli wewnętrzne poczucie, że spożywane potrawy są właściwe. Jeżeli stosunek do jedzenia jest pozytywny, łakomstwo od czasu do czasu nie budzi poczucia winy, a zjadane produkty, nawet jeżeli obiektywnie nie są zdrowe, służą zdrowiu.
  • Na podstawie: Encyklopedia seniora. Profilaktyka, leczenie, aktywność, prawo>>>

Talenty dzieci i ambicje rodziców

Wystarczy pójść na jakikolwiek pokaz dzieci w szkole czy mecz dowolnej dyscypliny sportowej, żeby spotkać pewien typ rodziców.

Większość rodziców dopinguje, chwali swoje dzieci, a ten konkretny typ zachowuje się, jak na walce bokserskiej: krzyczą, denerwują się, ochrzaniają dzieci, dają mnóstwo instrukcji, a gdy dziecko na przykład nie znajdzie się na podium, idą do sędziego i wykłócają się, że wszystko było nie tak i ich dziecko zostało skrzywdzone.

W tym ostatnim mają rację, ale osobami, które ich dzieci krzywdzą, nie są instruktorzy, trenerzy czy nauczyciele, ale oni sami, rodzice.

Zaczyna się od kółek zainteresowań, uprawiania jakiegoś sportu, nauki gry na instrumencie. Ten typ rodziców nie wybiera charakteru zajęć swoich dzieci pod kątem posiadania przez nie konkretnych talentów, predyspozycji do wykonywania czegoś, ale dlatego, że dane zajęcie jest modne, na przykład gotowanie, albo w przyszłości ma przynieść dziecku dużo pieniędzy, na przykład tenis, albo rodzice mają swoje niezrealizowane marzenia i koniecznie chcą, żeby ich dzieci dokończyły to, czego sami nie mogli, albo nie byli w stanie, na przykład śpiewanie.

Dzieci są ciągane na różne kółka zainteresowań, chociaż nie posiadają zdolności manualnych, albo na treningi, choć najlepiej wychodzi im uciekanie przed piłką, albo ćwiczą grę na instrumencie, chociaż słoń im na ucho nadepnął. Oczywiście, każde dziecko ma prawo uczestniczyć w różnych zajęciach. Gorzej, jeśli ma rodziców, którzy nie bacząc na predyspozycje i chęci swoich pociech, wymagają od nich mistrzowskiego poziomu we wszystkim, czym się dzieciaki na ich rozkaz, udzielają.

A potem przychodzi moment wyboru szkoły, zawodu, studiów. I znowu ten typ rodziców wie najlepiej, co powinny ich dzieci robić. Będziesz prawnikiem albo lekarzem, bo to są duże pieniądze. Zostaniesz kucharzem, bo ludzie ich kochają. A do tego będziesz dużo zarabiać. Będziesz muzykiem, bo tatuś chciał, ale mu nie pozwolili. Będziesz modelką, bo masz urodę po mamusi, ale mamusia nie została, bo wtedy nie było takich możliwości. Można podać mnóstwo takich przykładów.

W czym problem? Rodzice realizują własne ambicje i marzenia za pomocą własnych dzieci. Nie zwracają uwagi na prawdziwe zainteresowania dzieci, na ich zdolności. Nie przyjmują do wiadomości tłumaczeń instruktorów, trenerów i nauczycieli, że ich dziecko po prostu nie nadaję się do pewnych form aktywności, czy uprawiania danego zawodu. Udają, że nie widzą jak ich dzieci się męczą, nie chcą słuchać próśb dzieciaków o zmianę zajęć. Tacy rodzice wciąż przekonują, że dzieci nie wiedzą czego chcą, że nie wiedzą jakie mają talenty. Oczywiście, tak też może być, ale wystarczy poradzić się osób znających się na rzeczy. Skąd biorą się dzieci bez talentu, które wciąż są rozczarowane sobą, ponieważ nie robią tego, co naprawdę umieją?

A wystarczy, że niektórzy rodzice zapomnieliby na chwilę o sobie, a pomyśleli o swoich dzieciach. 
Pobierz 3 darmowe raporty na temat wychowania:

Imię:
Adres email:

Przebaczanie – ćwiczenie

Bywa tak, że aby przebaczyć, najpierw należy się postarać zrozumieć motywy, którymi kierowała się druga osoba.

Może to ułatwić następujące ćwiczenie:

Napisz list do osoby, do której czujesz urazę lub z którą jesteś skłócony. Opisz bolesne wydarzenie, które przeżywasz lub przeżywałeś – od jego rozpoczęcia poprzez cały proces jego trwania aż do zakończenia. Najważniejsze jest, abyś opisał wszystkie emocje, których doznawałeś przez cały ten czas. Nie ograniczaj się, nie skracaj swojej wypowiedzi, daj sobie na to tyle czasu, ile potrzebujesz, nawet kilka dni.

Nie wysyłaj tego listu, tylko włóż go do koperty i odłóż do szuflady. Po tygodniu napisz do siebie odpowiedź, tak jakby napisała tę odpowiedź osoba, z którą jesteś czy byłeś w konflikcie. Postaraj się wyrazić wszystkie uczucia, które ta osoba może do Ciebie żywić – emocje bolesne i trudne, ale może także przeprosiny, wyrazy skruchy i przebaczenia.

Napisz do siebie, jakie mogły być motywy postępowania tej osoby. Tego listu też nie wysyłaj, tylko włóż do szuflady.

Po upływie następnego tygodnia napisz kolejny list – tym razem odpowiedź na drugi list, czyli domniemany list od Twojego przeciwnika. Także tym razem pisz o swoich obecnych wrażeniach, emocjach, przemyśleniach. Po upływie kilku dni przeczytaj wszystkie trzy listy. Z reguły jest tak, że ten trzeci, ostatni list w zasadniczy sposób różni się od pierwszego listu. Widoczne jest w nim większe zrozumienie motywów działania Twojego antagonisty, często także pojawia się motyw empatii i przebaczenia.

Ćwiczenie pochodzi z: Encyklopedia seniora. Profilaktyka, leczenie, aktywność, prawo>>>

Czym jest wychowanie

Słowo ,,wychowanie’’ zawiera wyraźną jednostronność

oddziaływania między dorosłym i dzieckiem. Ja wolę

mówić o relacji, bo w prawdziwej relacji obie strony

podlegają ,,wychowaniu’’.

Jesper Juul

CZYM JEST WYCHOWANIE?

Od wielu lat zajmuje się Pan relacjami między dorosłymi i dziećmi. Jak mamy dzisiaj wychowywać nasze dzieci?

 

Jesper Juul: Rodzice oraz rożnego rodzaju pedagodzy, którzy zawodowo zajmują się wychowaniem, znajdują się obecnie w szczególnej sytuacji, ponieważ wciąż poszukują odpowiedniego modelu wychowawczego. W zasadzie nie ma w tym nic złego, bo każde pokolenie przechodziło przez coś takiego: ,,Nie chcemy wychowywać dzieci tak, jak nasi rodzice! Chcemy robić to lepiej’’. Ale wyjątkowość sytuacji polega na tym, że przestał działać znany od pokoleń model wychowawczy oparty na posłuszeństwie. Dlatego generacja współczesnych rodziców radykalnie odcina się od przeszłości i poszukuje czegoś nowego. Problem w tym, że to ,,nowe’’ jeszcze się nie skrystalizowało ‒ i każdy definiuje je inaczej.

Czy to znaczy, że współcześni rodzice są trochę zagubieni?

 

Tak, i ma to niejednokrotnie fatalne konsekwencje. Częściej  zmieniają swoje zasady wychowawcze niż bieliznę. Kilka razy dziennie ich przyjacielskie podejście nagle przechodzi w autorytarne i z powrotem.

To jest dla dzieci bardzo dezorientujące. No bo jaka jest prawdziwa twarz mamy: ta miła i rozumiejąca czy ta surowa i karząca? Wydaje nam się, że wychowanie autorytarne oparte na przemocy zostawiliśmy już daleko za sobą, tymczasem praktyka pokazuje co innego.

Jaki jest więc dzisiaj, według Pana, najważniejszy problem dotyczący wychowywania?

 

Najważniejsze dla mnie pytanie to: Jak możemy budować dobre relacje z dziećmi? Jak żyć z nimi, nie naruszając ich integralności osobistej? Nie ulega wątpliwości, że autorytarne podejście jest dość powszechnie stosowane. Im bardziej naruszamy integralność dziecka, tym bardziej staje się ono posłuszne, a to jest miarą skuteczności dla wielu rodziców. Jednak takie wychowanie sięga głęboko w dziecięcą psychikę i potem potrzeba dwudziestu albo trzydziestu lat, żeby ktoś, kogo w dzieciństwie raniono, źle traktowano albo poniżano, potrafił odrodzić się na nowo. Najlepszym przykładem są kobiety: dlaczego niektóre z nich uparcie wybierają sobie partnerów, którzy źle je traktują albo ranią? Odpowiedź jest prosta: to przemoc, której doświadczyły w dzieciństwie, replikuje się wciąż na nowo.

Twierdzi Pan, że dzieci są od urodzenia istotami społecznymi. Czy to znaczy, że wychowanie nie jest im potrzebne?

 

W języku duńskim słowo ,,wychowanie’’ oznacza dwie rzeczy: w zwykłym, potocznym sensie to tyle, co ,,korygowanie i poprawianie’’, a w drugim znaczeniu to ,,pomaganie dziecku w stawaniu się dorosłym’’, czyli niejako wprowadzanie go w świat. I to drugie znaczenie jest mi bliskie.

Pobierz 3 darmowe raporty na temat wychowania:

Imię:
Adres email:

Wychowanie potrafi działać bardzo destrukcyjnie, jeśli pojmujemy je w tradycyjnym, hierarchicznym sensie: oto ja, ojciec, matka, jestem wyżej, i powiem ci, jak się masz zachowywać i jaki masz być, bo ja zawsze mam rację. Na takiej glebie nie rozwinie się żadna bliska relacja między dorosłym i dzieckiem.

Nie chodzi mi więc o wychowanie, w którym dorosły stale koryguje dziecko, tylko o takie, które polega na towarzyszeniu mu aż do dorosłości. I to wymaga ogromnych zasobów cierpliwości i otwartości!

Jeśli naprawdę chcemy, żeby dziecko się rozwijało, musimy dać mu dużo czasu. Trzeba pewne rzeczy po prostu odpuścić. Na przykład, kiedy z żoną zauważaliśmy jakieś niepokojące albo wręcz zdumiewające zachowanie naszego syna, zaznaczaliśmy ten dzień w kalendarzu na czerwono i przez określony czas powstrzymywaliśmy się od wszelkiej interwencji. Ustaliliśmy, że zajmiemy się tym dopiero wtedy, gdy do pewnego dnia jego zachowanie się nie zmieni. Ale zawsze coś się zmieniało, a nasza interwencja okazywała się zbyteczna. Ta reguła bardzo się u nas sprawdziła:

nie działać pochopnie, a zwłaszcza nie wkraczać od razu z groźbami czy karami, tylko poczekać.

To samo dotyczy dorosłych. Oczywiście, zdarza się, że niektórzy ludzie zmieniają się z dnia na dzień, ale większość potrzebuje długich lat, żeby, na przykład na drodze terapii, osiągnąć pożądane zmiany.

Dlatego absurdem jest wymaganie od dziecka, by natychmiast coś zmieniło w swoim zachowaniu tylko dlatego, że rodzice sobie tego życzą.

Czyli wychowanie to to samo co relacja?

 

Tak. Słowo ,,wychowanie’’ zawiera wyraźną jednostronność oddziaływania między dorosłym i dzieckiem. Dlatego ja wolę mówić o relacji, bo w prawdziwej relacji obie strony podlegają ,,wychowaniu’’.

Oznacza ona także równorzędność obu stron ‒ a o nią właśnie tutaj chodzi.

Jednak chcę podkreślić, że nie proponuję rezygnacji dorosłego z przywództwa w rodzinie. Dzieci są wprawdzie bardzo mądre, ale mają zbyt mało doświadczenia, żeby żyć bez przewodnictwa rodziców.

Jeśli go brakuje, bywają bardzo nieszczęśliwe, nawet wtedy, kiedy staną się już dorosłe.

Na podstawie: Zamiast wychowania. O sile relacji z dzieckiem Jesper Juul>>>